29 lipca 2012

KLUCZE

Mamy już klucze od własnego domu.... dzisiaj byliśmy jeszcze raz obejrzeć dom, dostaliśmy klucze i od przyszłego tygodnia....pakowanie, wożenie, wypakowywanie, sprzątanie itd......
wstepnie:
parter - zaanektowany przez Lutka
piętro.....5 pokoi i kuchnia.... wstępnie rozplanowane....
II piętro - ????
strych ????
no i reszta.....

21 lipca 2012

STRUGA - PAŁAC

....,Zespół Pałacowo - Parkowy w Strudze znajduje się przy drodze prowadzącej ze Szczawna Zdroju do Starych Bogaczowic. Pałac wzniesiony został z ceglano - kamiennych murów. Budowla jest trzykondygnacyjna, składająca się z czterech skrzydeł usytuowanych wokół małego - prostokątnego dziedzińca. W mansardowym dachu północnego skrzydła znajduje się niewielka ośmioboczna wieżyczka. W środkowej części fasady znajduje się wykonany z piaskowca portal główny. Pośrodku, nad wejściem znajduje się kamienny kartusz herbowy.....
więcej tutaj....
http://www.palacstruga.pl/index.php/paac-centrum-szkoleniowo-hotelowe-paac-struga--hotel-restauracja-sala-bankietowa

 bylismy tam ostatnio , zwiedzalismy wystawę oraz cały zespół pałacowy.
Ja pamiętam pałac bardzo zniszczony, bez dachu....przez Strugę wiedzie szlak na Stary Książ....często chodziliśmy tym szlakiem więc oglądaliśmy obiekt bolejąc nad jego zniszczeniem....
Wcześniej mieściła sie tam siedziba W. Zakładów Rolno -Spożywczych / nie pamiętam dokładnie nazwy/ więc wiadomo jak były takie obiekty eksploatowane i niszczone.
Obecnie pałacem zawiaduje spółka..... efekty widać.... ale ile pracy przed nimi i pieniędzy to jeden Pan Bóg wie....
kilka zdjęć....



sufit kasetonowy dość dobrze zachowany

widoczne ślady  warstw nałożonych tynków.... pod spodem gotycki napis.... jaki ? okaże się po ich zbiciu...


głowa i tułów konia

fragment wieży


oficyna w nowej szacie


19 lipca 2012

TĘCZA




Nawet nie sądziłam,  że w  dzisiejszym  dniu ... po BURZY hi hi zaświeci dla mnie słoneczko i ukaże się tęcza.
Pogoda nas nie rozpieszcza, wiało dzisiaj huraganowo, a przed chwilą znów padał deszcz...i w trakcie deszczu nad naszym ogrodem zaświeciła tęcza..... chciałam złapać ją w całości ale nie miałam możliwości objęcia jej w obiektywie , musiałabym chyba pobiec na boisko....ale i tak udało mi się sfotografować ją w elementach.....
skoro więc tęcza na  MOIM NIEBIE  - WIĘC MUSI BYĆ DOBRZE....









......Lecz w chwili właśnie, gdy już, już mniemałem,
Że burza wielkim uderzy nawałem,
Góry - że echa gromowe rozjęczą,
Ironii jakaś siła niezgadniona
Zamków dwóch szczyty. . . uwieńczyła - Tęczą !
A jam pomyślił: tu - kłamie i ona!...

Czyż łatwiej, łatwiej, planetę zwaśnioną

Zeswoić z Tęczą Twórcy rozjaśnioną,
Lub upiąć w niebie gwiazdy nowej klamrą,
Niż serca ludzi - wpierw, nim ludzie zamrą?!

Tęcza - Cyprian Kamil Norwid

POLICJA





Miało już nie być tego tematu.....  ale życie pisze własne scenariusze.....


Tak jak pisałam, młody ma wymeldować się z adresu do końca lipca, to jest warunek abyśmy mu kupili jakiś lokal....podpisany jest na to dokument w obecności pani kurator.

No a  dzisiaj znów jazda bez trzymanki.....
wróciliśmy z Ludwikiem z miasta, weszłam do łazienki umyć ręce- a tam widzę nie ma  MOJEJ  wanienki,... wczoraj zniknęły L. sandały, a kilka dni wcześniej namiot....
o żesz w mordę.... młody schodzi na dół więc pytam gdzie wanienka...
u mnie w pokoju - odpowiada, muszę umyć u siebie podłogę....
w wanience , która służy do mycia i prania ?
w ubikacji stoją dwie miski i wiaderko do tego celu....mówię, jakim prawem bez pytania bierzesz moje przedmioty?
nie będę nikogo pytał.... biorę i już....odpowiedział.... i zaczął jeszcze pyszczyć.....
kazałam mu odnieść  ją do łazienki więc ją wrzucił......
Zadzwoniłam na policję....wszak w wyroku ma wyraźnie napisane,  że ma przestrzegać ładu i porządku domowego..... a nie zaczynać jazdy po swojemu co już przerabialiśmy....
przyjechał patrol, spisał notatkę z zajścia....
i o to chodzi....
młody wtedy zniósł na dół namiot, reszty nie ....
Wiedząc , że będzie się musiał wyprowadzić gromadzi sobie w swoim pokoju wszelkie potrzebne mu rzeczy.... nie wiem co jeszcze sobie przywłaszczył bo nie wchodzimy do jego pokoju. Robi u siebie składowisko,  a w nocy wywozi do kolegów....
ja nie pozwolę sobie na to, notatka  przez patrol została sporządzona, będzie ślad po interwencji....
Zadzwoniłam również do pani kurator aby się ze mną skontaktowała, należy jej  się informacja o  zachowaniu  podopiecznego....
Ludwik wyszedł z domu,  pewnie znów przeżywa swoje Waterloo.... narzeka na młodego,  ale ma za miękkie serce, a młody wykorzystuje to w perfidny sposób. Chce mieć święty spokój.... ale nie w ten sposób należy go osiągać.....
Młody musi wiedzieć , że jeżeli chce użyć lub pożyczyć nie swoją rzecz musi najpierw zapytać czy może.... no bo jak później umyć twarz w misce w której on mył podłogę? oczywiście pozostawiając ją brudną....?
a jeżeli wyniesie  do swojego pokoju coś czego nie używa się na co dzień to później  się wyprze, że nic na ten temat nie wie, że to nie on.....
Dziś został złapany na gorącym uczynku..... to kolejna lekcja dla niego.... z jakim skutkiem? pewnie żadnym.. więc jak najszybciej niech się wyprowadza, bo eksmisja wisi mu nad głową.
Albo się wymeldowuje i dostaje lokum...... albo eksmisja ...
wybór należy do niego....

Podsumowując.... poprzedni post i wypowiedzi rodziców takich dzieci potwierdzają , że niestety gdyby nawet takiego delikwenta ozłocić - to i tak będzie próbował cię okraść,  ubliżyć itp....
Ale na wszystko jest rada - oczywiście w myśl przepisów i procedur prawa. I tą drogą ja idę.....
Nie jestem jego wrogiem, ale to on musi się podporządkować pewnym regułom współżycia społecznego....ponieważ nie umie N IC !!!!!
ktoś go w końcu musi zacząć uczyć..... ale lekcje   będzie musiał odrabiać SAM.



17 lipca 2012

ADOPCJA



Ostatnio dużo dyskutowaliśmy z Ludwikiem na temat adopcji, temat na czasie  ponieważ po wizycie pani kurator temat wrócił....
Ja nie miałam nigdy do czynienia z takim problemem, mam własne dzieci, ale tym zagadnieniem zajmowałam się kiedyś, nawet współpracowałam z domami dziecka i domem małego dziecka.
Lecz co innego mieć takie dzieci przez cały czas w domu , a co innego być tylko kilka godzin w ośrodku.
Ludwik znalazł w sieci forum rodziców dzieci adoptowanych, ich wypowiedzi i relacje z instytucjami adopcyjnymi.... pozwolę sobie wrzucić skopiowany tekst z netu:


....."Nie liczcie więc na to, że otrzymacie rzetelne i prawdziwe informacje o dziecku; może się tak zdarzyć, ale z dużym prawdopodobieństwem tak nie będzie. Z przedstawionych nam opinii wynikało, że dzieci mają zaległości w szkole, ale poza tym ich zachowanie jest zupełnie normalne i nie wykazuje zaburzeń. Była to nieprawda, gdyż kiedy dzieci już zamieszkały w naszym domu, okazało się że zaburzeń jest bardzo wiele; moja żona diagnozowała je sama na podstawie swoich doświadczeń (np. ADD), lecz niektóre były tak skomplikowane, że nawet różni psycholodzy i psychiatrzy, do których chodziliśmy po poradę, nie wiedzieli co zrobić. Nie koniec jednak na tym; o wiele różnych rzeczy pytaliśmy wcześniej dyrektora domu dziecka. O ile pisana na kolanie opinia psychologiczna może zawierać różne bzdury, o tyle dyrektor placówki, w której dzieci przebywają dzieci, powinien jednak jako tako już je znać. Dyrektor rzeczywiście je znał, i wiedział doskonale, że sprawiają mnóstwo problemów, lecz chcąc się ich pozbyć, zwyczajnie nas okłamał. Tak! Pytaliśmy go wprost o różne zachowania dzieci - na przykład, czy dzieci kradną? Ależ skąd! Gdy potem okazało się, że kradną na potęgę, wyszło też i to, że kradły w domu dziecka i nie była to żadna tajemnica. Lecz nas okłamano, że dzieci nie wykazują żadnych patologicznych zachowań, abyśmy nie mieli oporów przed ich adoptowaniem, i aby pozbyć się problemy z własnego podwórka. Zresztą dyrektor, gdy tylko doszło do adopcji, zerwał z nami wszelkie kontakty i przestał w ogóle interesować się co się z dziećmi dzieje - wiedział przecież, że jego kłamstwa w końcu wyjdą na jaw.

(ciąg dalszy w kolejnym poście, ze względu na limit 8000 znaków na forum). Poleć znajomemu                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                               ////  Re: Mity o adopcji - moje doświadczenie
Autor: enip 22.12.11, 13:54 Dodaj do ulubionych Skasujcie
OdpowiedzWiesz, to jest oczywiste że dzieci kradną, kłamią, biją się, próbują testować stawiane im bariery i sprawdzać, na ile mogą sobie pozwolić. To jest normalne.

Natomiast ja piszę o czymś zupełnie innym. Twoje dzieci "parokrotnie" coś zwinęły. Moje dzieci kradły codziennie, po kilka razy dziennie. Okradały nas, rodzinę, inne dzieci, sklepy, obcych napotkanych ludzi. Kradły w domu, w szkole, u znajomych, u babci, wszędzie gdzie się znalazły. To nie jest to samo i to nie jest normalne.

Podobnie z kłamstwem - Twoje dzieci na pewno okłamały Cię w paru różnych sprawach. Moje dzieci kłamały zawsze i wszędzie - że nie dajemy im jeść, że pozwoliliśmy im na coś na co nie pozwoliliśmy, że ukradzioną zabawkę dostały od nauczyciela, że... To też nie jest to samo.

Od nastolatków usłyszałaś, że Cię nienawidzą. Ja też jako nastolatek, nienawidziłem swoich rodziców  A czy opowiadały Ci to ośmiolatki? Że Cię nienawidzą, że chcą Cię zabić, że żałują że jesteś ich mamą?

Widzisz, ja nie "usprawiedliwiam" nieudanej adopcji. Przede wszystkim dlatego, że nie uważam jej za porażkę ani klęskę. Byłaby to klęska, gdybym wziął dzieci a potem je zaniedbywał, zaniechał czynienia czegoś co mogłoby im pomóc. Ja nie zaniechałem niczego - zrobiłem wszystko, co byłem w stanie, aby je kochać, otaczać opieką, znaleźć im odpowiednią pomoc. To one, świadomie i dobrowolnie, podjęły decyzje że nie chcą mieć rodziny ani normalnego życia, i odeszły od nas. Było to bardzo bolesne i przykre doświadczenie (dla nas - bo gdy odjeżdżały, nam pękały serca, a one się uśmiechały i cieszyły), ale nie mam potrzeby usprawiedliwiania niczego, ponieważ nie zrobiłem nic złego. Po prostu wyciągnąłem wnioski i żyję dalej (choć boli nadal).

Piszesz, że uogólniam. Nie, ja nie uogólniam, po prostu na podstawie obserwacji sześciu różnych przypadków formułuję pewne tezy statystyczne. Ze statystyką zaś bywa tak, że pewne tezy ogólnie się sprawdzają, ale w szczególnych przypadkach może być inaczej. Zauważ więc, że nie piszę nigdzie "wszyscy...", "wszystkie..." tylko "zwykle...", "większość...".

I faktycznie, przypomniałem sobie że zapomniałem o siódmej rodzinie którą znam. Była to adopcja ze wskazaniem niemowlaka, którego oddała nastoletnia matka. Ta adopcja się udała - chłopak dzisiaj ma normalną rodzinę, studiuje, pracuje. Natomiast ludzie zrobili tej rodzinie takie piekło z życia, że musiała się przeprowadzić na drugi koniec Polski, gdyż zawsze mieli swoje opinie o tym "adoptowanym bękarcie"... Poleć znajomemu                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                            ////  Trzeci mit, to ten, iż dzieci znajdujące się w domach dziecka, pragną znaleźć się w normalnie funkcjonującej rodzinie, doświadczyć ciepła i miłości. Na pewno takie dzieci też są, ale stanowią mniejszość zdecydowaną. Spośród kilkunastu dzieci, które przewinęły się przez rodziny zastępcze naszych znajomych, nie wyłączając też tych które adoptowaliśmy, można tak powiedzieć może najwyżej o dwójce. Oczywiście, wszystkie te dzieci są spragnione uwagi, czułości i zainteresowania; oczywiście, będą się do was kleić i nie odstąpią was o krok podczas każdej wizyty w domu dziecka. Nie oznacza to jednak, że pragną one mieć rodzinę, ponieważ one nie wiedzą co to jest rodzina. Wychowały się w patologicznym, zaburzonym środowisku, potem przebywały w wielkim kołchozie, jakim jest dom dziecka, który z prawdziwą rodziną nie ma nic wspólnego, doświadczyły i tu, i tam, przemocy i poniżenia. Tymczasem rodzina to, owszem, miejsce gdzie okazuje się sobie nawzajem miłość, ale też ma się swoje własne obowiązki i przestrzega się pewnych norm. Tego te dzieci wcale nie chcą, i zwykle po kilku miesiącach okazuje się, że mają dosyć i chcą wrócić do domu dziecka.

Gdy dzieci pojawiły się w naszym domu, postanowiliśmy nie obarczać ich mnóstwem zakazów, nakazów i wymagań. Wręcz przeciwnie, staraliśmy się zapewnić im jak najłagodniejsze przejście do nowej sytuacji, dlatego postawiliśmy tylko trzy kategoryczne zasady: w naszej rodzinie nie wolno kraść, kłamać ani bić innych. Nie wymagaliśmy żadnych osiągnięć w nauce, poza tym że miały mieć odrobione prace domowe. Nie wymagaliśmy prac domowych, poza tym że miały sprzątnąć po sobie łazienkę po umyciu. Wydawało się nam, że te trzy oczekiwania są jasne i oczywiste; nie wiedzieliśmy wtedy jeszcze, że akurat właśnie te trzy rzeczy dzieci kochały robić najbardziej! Nie będę się tutaj rozpisywał na temat tego, jak na każdym kroku kłamały w sprawach nawet najtrywialniejszych (czy wypiłeś sok?), jakie niestworzone rzeczy wymyślały aby tylko nie musieć robić pracy domowej, ile wstydu musieliśmy znieść przed nauczycielami i rodzicami innych dzieci, które notorycznie okradały i biły, jak straciliśmy znajomych i nie mogliśmy pokazywać się nawet u własnej rodziny, gdyż kradły coś wszędzie gdziekolwiek się znalazły, jak w nocy z domu znikała biżuteria, pieniądze i inne rzeczy, jak nawet nasi najbliżsi zapowiedzieli, że więcej nie chcą ich oglądać, bo robią takie zniszczenie w domu i nie słuchają żadnych poleceń, jak wyrzucono je ze szkoły z powodu zachowania, i tak dalej. Nie w tym rzecz, aby to opisywać, bo też w sumie tego akurat się spodziewaliśmy, i nie ma się czemu dziwić, że tak się stało (jeśli się tego nie spodziewacie po adopcji, to zacznijcie - gdyż tak właśnie będzie!). Byliśmy przygotowani, wiedzieliśmy co nastąpi. Ale na jedno nie byliśmy przygotowani - że dzieci wcale nie chcą mieć rodziny. Oczywiście, na początku były pytane przez pracowników socjalnych, przez panie w RODK, przez nas samych wreszcie - czy chcecie z nami zamieszkać? Czy chcecie mieć mamę i tatę? Ależ tak, oczywiście! Jednak po pół roku powiedziały coś innego - nie, wcale już nie chcemy mieć rodziny, chcemy wrócić do domu dziecka. Ale przecież wcześniej mówiliście inaczej? No tak, ale to tylko dlatego, że chcieliśmy zobaczyć jak to jest. Zobaczyliśmy i się nam nie podoba, chcemy wrócić. Ale co się wam nie podoba? Poświęcamy wam tyle czasu i uwagi (żona zrezygnowała z pracy zarobkowej aby właściwie zająć się dziećmi), spędzamy z wami całe dnie, macie wszystko o co nas poprosicie, wspaniałe zabawki, ubrania, nawet wreszcie nikt się z was nie śmieje w szkole? Tak, to wszystko prawda. Ale nie podoba się nam to, że nie możemy robić tego co chcemy. A my właśnie chcemy kraść, bo podoba się nam to co mają inni. To, że mogą nas poprosić i kupimy im dziesięć razy fajniejsze? Nieważne. Chcemy ukraść właśnie to. Chcemy krzywdzić ludzi, bo to lubimy (dokładnie to nam powiedziały). A u was nie można tego robić, dlatego nie chcemy już u was być. Myśleliśmy, że mama i tata, to po prostu osoby które dają na prezenty i pieniądze, a wy jeszcze od nas czegoś chcecie.

Problem, moim zdaniem, wynika przede wszystkim z tego, że z dziećmi idącymi do adopcji nikt nie pracuje. Od nas, rodziców adopcyjnych, wymaga się tysięcy rzeczy, kursów, zaświadczeń, udowadniania na każdym kroku że nie jesteśmy wielbłądami. Z dziećmi nie wykonuje się żadnej pracy, aby przygotować je do życia w rodzinie. Psychologowie w domach dziecka to czysta żywa fikcja. Dzieci idą do adopcji całkowicie nieprzygotowane na to, co je spotka, i dlatego w większości przypadków po prostu się to nie udaje.

Mit czwarty, bardzo powszechny - dzięki ogromowi miłości i poświęcenia, jakie żywimy do tych dzieci, zdołamy do nich po prostu w końcu dotrzeć, i otworzą się na uczucie, jakim je darzymy. Do niektórych na pewno dotrzecie; musicie wiedzieć jednak, że do większości nie. Waszą miłość będzie dla nich tylko pożywką aby wykorzystać, i wziąć dla siebie jakąś korzyść. W oczy będą mówić wam, że was kochają, cieszą się że z wami są, ale za plecami będą robić coś całkowicie innego. Zdarzyło się nam kilka razy usłyszeć przypadkiem, co dzieci mówią o nas pod naszą nieobecność (oczywiście w naszej obecności tylko ochy i achy, i jak to kochają nas ogromnie). W rzeczywistości - i wcale się nie kryły mówiąc to do obcych osób! - nas nienawidziły, uważały że jesteśmy głupi, i chcą nam zrobić krzywdę. Każdy przejaw miłości, dobroci, uczucia wykorzystywały tylko po to, aby skorzystać materialnie - bo dobra materialne i pieniądze to jedyne rzeczy, które się dla nich liczyły. Żadna miłość, żadne uczucie nie miało dla nich żadnego znaczenia.

Mit piąty wreszcie, mniej może rozpowszechniony, ale jednak też ważny - ten, że w wychowywaniu adoptowanych dzieci będziecie mieć wsparcie z różnych stron. Niestety jest to nieprawda. Gdy dzieci zaczęły sprawiać problemy, okazało się, że nie interesuje to nikogo. Szkoła? Rodzice nas piętnują, bo dzieci się zachowują w taki a nie inny sposób, a przecież nie mamy na to żadnego wpływu! Nauczyciele odwracają się od każdego zgłaszanego problemu, ale są pierwsi w obniżaniu ocen ze sprawowania i pokątnego plotkowania, jakie to te bachory z domu dziecka są okropne. Inne instytucje? Poszliśmy do PCPR - było nie było, jest to ponoć centrum POMOCY RODZINIE. Niech może polecą jakiegoś psychologa, cokolwiek, bo my już nie dajemy rady! Pani w PCPR powiedziała - i jest to cytat dosłowny! - że och ta sytuacja nie interesuje. Jakby to była rodzina zastępcza, to by może coś zrobili, ale skoro państwo adoptowali, to teraz już nie nasza sprawa. Koniec cytatu. Wzięła łaskawie numer telefonu, bo może jak druga pani wróci z urlopu, to oddzwoni i coś pomoże - nie oddzwoniła nigdy. Rodzina, znajomi? Oczywiście, wspierają - z daleka. Po tym, jak kilka razy dzieci wyniosą im z domu coś cennego, zdemolują pomieszczenie albo celowo nasikają na środek dywanu, zaczną was unikać i prosić, abyście z dziećmi do nich nie przychodzili. Jeśli macie pieniądze i mieszkanie w większym mieście, może udać się wam znaleźć dobrego psychologa albo psychiatrę dziecięcego, który coś poradzi na niektóre sytuacje, ale nie na wszystkie. My pieniądze mamy, więc do psychiatrów chodziliśmy. Leki na uspokojenie, na poprawię koncentracji, terapia itp. - fatycznie, troszeczkę pomogło, ale tylko troszeczkę. A dlaczego nie więcej? Z prostej przyczyny - psychiatra powiedział wprost. One kradną, kłamią, krzywdzą innych - bo tego chcą. To jest ich świadomy wybór. I na to lekarstwa nie ma. Tak więc, musicie mieć świadomość że w większości sytuacji będziecie po prostu sami, i nie pomoże wam nikt.

(podsumowanie w kolejnym poście)                                                                                                                                                                                                                                                                                                        ////                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                        ////  Re: Mity o adopcji - moje doświadczenie
Autor: enip 24.12.11, 13:35 Dodaj do ulubionych Skasujcie
Odpowiedz Nigdy nie oczekiwałem od tych dzieci, że będą mi za coś wdzięczne - czy gdzieś napisałem cokolwiek takiego? Nie. Oczekiwałem tylko, że skoro mówią że chcą mieć rodzinę, to naprawdę tego chcą - i to była moja głupota i naiwność.

Tak się akurat składa, że dzieci doskonale potrafiły nie kraść i nie kłamać - gdy tylko chciały. A na początku chciały, i nie robiły żadnej z tych rzeczy. Gdy już adopcja się zakończyła, i w dobrej wierze pokazaliśmy im postanowienie sądu mówiąc "widzicie, już sąd postanowił, napisano: przysposobienie nierozwiązywalne, nie musicie się bać że was oddamy albo coś się stanie, już zostaniecie z nami na zawsze" - nagle coś w nich przeskoczyło: jak to, to już naprawdę na zawsze z nimi zostaniemy? I nie będziemy mogły kraść? O nie!! No i właśnie od tego dnia się zaczęło...

To, że dziecko może mówić rodzicom adopcyjnym takie rzeczy, i myśleć przy tym co innego "sprawdźmy, czy nadal mnie kochacie, mimo że jestem takie złe", to ja doskonale wiem. Ale kiedy mówią to między sobą, albo swoim kolegom w szkole, to jest coś innego. One w ten sposób nic nie sprawdzają, bo mówią to tym, którzy (jak im się wydaje) nigdy rodzicom adopcyjnym tego nie powtórzą. Wtedy można zobaczyć, co myślą i czują naprawdę.

Właśnie w tym rzecz, że dzieci doskonale wiedziały, co komu mogą powiedzieć, a komu nie, kto powtórzy nam, a przed kim nie trzeba udawać. I były przy tym niezwykle inteligentne - gdy tylko zechciały, cała praca domowa była zrobiona w pół godziny, a test w szkole napisany na 95%. A gdy nie chciały, to do drugiej w nocy był wrzask i awantura, bo trzeba jedno zdanie uzupełnić czasownikiem. Tak, naprawdę potrafiły wrzeszczeć bez przerwy przez 6 godzin - ja bym nie dał rady, a one umiały 

O lekcjach jeszcze napiszę - ale póki co, pora szykować Wigilię  Poleć znajomemu                                                                                                                                                                                                                 ////  Re: Mity o adopcji - moje doświadczenie
Autor: enip 24.12.11, 13:18 Dodaj do ulubionych Skasujcie
OdpowiedzDziękuję za polecenie książki - postaram się ją zdobyć i przeczytać, aby zweryfikować moje doświadczenia.

Tak, podkreślam ich wolną wolę, ponieważ one ją posiadają. To nie są głupiutkie, malutkie istotki, jak się nam często wmawia. To są ludzie - skrzywdzeni, poranieni, ale to nie znaczy że nie czujący i nie myślący. One wiedzą czego chcą, i do tego dążą. Nie są plasteliną w naszych rękach, którą my sobie kształtujemy - potrafią samodzielnie myśleć, podejmować decyzje i to właśnie robią.

Spotkałem ostatnio człowieka, wychowanego w skrajnej patologii - pijaństwo na potęgę, ojciec powiesił się, gdy on miał trzy lata, matka z wyrokiem za morderstwo, później w pijackiej burdzie została zamordowana. Na porządku dziennym bicie, wyzwiska, awantury. Na podwórku kilkadziesiąt dzieci w takiej samej sytuacji - bo to taka dzielnica. Gdy zmarła mu babcia, został zupełnie sam - trafił do rodziny zastępczej. Dzisiaj ma rodzinę, żyje normalnie.

Opowiedział mi, co dokładnie czują i myślą dzieci z takiego środowiska. Czy marzą o tym, aby ich życie się zmieniło? Tak, oczywiście że wszystkie o tym marzą. Czy tego chcą? Nie, większość z nich wcale tego nie chce! Bo one, mimo iż widzą że takie życie jest złe, lubią to. Lubią popijać z tego, co pozostało w kieliszkach ich rodziców gdy już pijaństwo się skoczyło - bo po gorzałce ma się fajny odlot. Lubią kraść - bo ma się wtedy fajne rzeczy. Lubią kłamać, bo wtedy można coś wykręcić, załatwić dla siebie, czego nie mają inni. Dlatego większość dzieci z patologicznych rodzin powiela dalej te same wzorce życiowe - nie dlatego, że nie wiedzą że to coś złego. I wcale, bynajmniej nie dlatego, że inaczej nie potrafią. One po prostu lubią te przyjemności, które wiążą się z tym życiem.

Bardzo pouczającą rozmowę z nim odbyłem, która otworzyła mi oczy na wiele rzeczy. Gdyby mówił mi to jakiś psycholog, pracownik socjalny, itp. pomyślałbym sobie - ale co ty możesz wiedzieć, co myślą te dzieci, tak sobie teoretyzujesz tylko. Ale opowiedziało mi to jedno z tych dzieci właśnie. Najbardziej w pamięć wryło mi się to: Zawsze opowiada się o tym, jak te dzieci są skrzywdzone, a gdy już dorosną, one same też w taki sposób się tłumaczą ze wszystkiego - bo ja miałem takie trudne życie, nikt mnie nie kochał, tylko mnie bili, odrzucali. Wiesz co? - powiedział mi on - ja miałem takie samo życie. I nigdy się nie upiłem, nigdy nic nie ukradłem, nigdy w niczym się nie usprawiedliwiałem, nigdy nie zawalałem szkoły, chociaż musiałem odrabiać lekcje przy świeczce o trzeciej w nocy, gdy już pijaństwo się skończyło i inni poszli spać (a prąd był odcięty, bo pieniądze zamiast na rachunki szły na wódkę). Dlatego - to jego słowa, nie moje (ja nigdy bym się takiej opinii nie odważył wydać) - całe to skrzywdzenie to jest po prostu bujda na resorach. Oczywiście, że dzieci doświadczają traumy i odrzucenia, ale to nie tłumaczy ich w niczym. Po prostu albo naprawdę chcą zmienić swoje życie, albo nie chcą. Jeśli chcą, to do tego dążą, nawet jeśli im nie zawsze się udaje - i to widać. Jeśli nie chcą, to wszyscy wokoło mogą stanąć na głowie, a nie zmieni to nic. I ja mu wierzę, bo to jest człowiek który wszystkiego tego doświadczył, a jednak zmienił się.                                                                                                                                                                                                                                                                        ////  Re: Mity o adopcji (zakończenie)
Autor: hortencja 25.06.12, 18:02 Dodaj do ulubionych Skasujcie
Odpowiedz Dziękuję Ci Enip za ten wpis. Wraz z mężem przeżywamy podobne sytuacje i żeby utrzeć nosa tym, którzy uważają Cię za nieudolnego wobec adopcji powiem tylko, że to bzdura ! Adoptowaliśmy chłopca i dziewczynkę. Gdyby nie dziewczynka, może moglibyśmy pomyśleć, że to nasza wina, że zawiniliśmy w którymś momencie... Też biegaliśmy do psychologów, na różne terapie i... nic ! Chłopiec nie chce się poprawić, choć wymagania jak u Was - podstawowe do wspólnej egzystencji. Nasza miłość - wyłącznie wykorzystana do jego własnych korzyści (prezenty i wszystko czego mu było w tej chwili trzeba).Przeczytaliśmy także wspomnianą książkę Kecka o RAD i... nic. To bardzo trudne dla nas, ale raczej skończy się rozwiązaniem adopcji syna. Nie czujemy się już z nim bezpieczni. Jest coraz starszy, silniejszy a my widzimy, że z tej mąki chleba nie będzie. Adoptowana córka jest dowodem, że to nie nasza wina. Kochaliśmy dzieci jednakowo, ale widać są pewne granice. Serdecznie Cię pozdrawiam i dziękuję szczególnie za zakończenie Twojego postu z podsumowaniem.                                                                                                                                                                                                                                  ////  Re: Mity o adopcji (zakończenie)
Autor: gwarka-65 ˘ 25.06.12, 19:27 Dodaj do ulubionych Skasujcie
OdpowiedzDrogie panie,które tak łatwo osądzają ENIDA.Jestem babcią takiego dziecka jakie miał ENID.
Cała nasza rodzina namawia rodziców do cofnięcia adopcji.Tak samo adoptowali córeczkę i synka.Z córką się udało.Wychowali ją na wspaniałą nastolatkę. Kochali ich tak samo.
A syn nadaje się do audycji W-11.Co to z szczęście rodzinne, skoro wychodząc z domu
muszą pozamykać przed synem na klucz pokoje. Skoro muszą zabierać portfel nawet do ubikacji.Co to za szczęście rodzinne skoro on nigdy nie mówi prawdy.Wagaruje nie chce
się uczyć(51jedynek)Ma 15 lat .I co teraz? Mają utrzymywać darmozjada. Nie myślcie, że o niego nie walczyli. Był i jest pod opieką psychologów.Dobry przykład w rodzinie nie pomógł,
więc co jeszcze pozostało?W szkole wraz z innymi kolegami zaciągnął dziewczynkę do szatni.
Jedni ją trzymali inni macali a nasz wnuk brutalnie wykręcał jej sutki.Dziewczynka krzyczała a nasz wnuk stwierdził z ironią.. jej się to podobało..Następny będzie gwałt z penetracją,jak myślicie?
Pozdrowienia

    <<    prawiejakmama.bloog.pl/kat,0,index.html?ticaid=6d998   >>                                                                                                                                                                                                                                              ////  zanim będziesz kogoś oceniała w taki niemiły sposób, poszukaj więcej informacji o dzieciach z zaburzeniem więzi.
Tak na szybko, co znalazłam w necie:

"Symptomy RAD u dzieci (za opracowaniem Zachodniopomorskiej Fundacji Pomocy Rodzinie):
1. nadzwyczaj czarujące i ujmujące, szczególnie w stosunku do obcych lub tych, którymi mogą manipulować.
2. bezkrytycznie czułe, często w stosunku do obcych, ale brak czułości w stosunku do rodziców (nawet celowe ranienie ich uczuć)
3. problem z utrzymaniem kontaktu wzrokowego, z wyjątkiem sytuacji kiedy są zezłoszczone lub kłamią
4. posiadające ogromną potrzebę kontrolowania wszystkiego i wszystkich, nasilająca się wraz z wiekiem
5. nadzwyczaj czujne
6. nadaktywne, ale leniwe w wykonywaniu zadań
7. kłótliwe, często o nie mające znaczenia rzeczy (sprawy)
8. często wybuchające wściekłością, dostające napadu szału, nawet w trywialnych sprawach
9. wymagające lub czepliwe, często w nieodpowiednim czasie
10. trudno rozumiejące (lub wcale) związek między przyczyną i skutkiem
11. słabo kontrolujące impulsy (odruchy)
12. brak morale (zasad moralnych), wartości i wiary duchowej
13. słaba lub brak empatii, często nawet brak rozwiniętego sumienia
14. okrucieństwo wobec zwierząt
15. kłamanie bez powodu
16. fałszywe zarzuty o nadużycie
17. niszczenie własności lub siebie samego
18. kradzież
19. bezustanne gadanie, bezsensowne pytania
20. nienormalny (dziwny) sposób mówienia, brak zainteresowania w rozwijaniu umiejętności komunikowania się
21. opóźnienia (braki) w przyswajaniu wiedzy, przy normalnym rozwoju umysłowym
22. fascynacja ogniem, krwią, bronią, złem, dokonywanie zwykle złych wyborów
23. problemy z jedzeniem: albo objadanie się, albo odmawianie przyjmowania jedzenia
24. koncentrowanie się na detalach, ale ignorowanie spraw ważnych
25. posiadanie niewielu lub nie na długi okres przyjaciół, tendencja do bycia samotnym
26. postawa roszczeniowa, egoizm
27. podbieranie rzeczy bez pozwolenia, nawet jeśli można je otrzymać po poproszeniu o nie
28. manipulowanie dorosłymi, nastawianie ludzi przeciwko sobie
29. ciemność za oczami (w oczach), kiedy jest wściekłe

Dla dzieci z zaburzeniem RAD powyższe symptomy występują w ponad połowie lub większości oraz są w znacznym stopniu nasilone. Dziecko z RAD wykorzystuje miłość opiekuna przeciwko niemu, żeby zranić, a okazywanie uczuć interpretowane jest przez nie jako oznaka słabości.
Objawy zaburzenia RAD mogą być całkowicie zniesione, a najlepsze wyniki terapeutyczne uzyskuje się w momencie podjęcia odpowiedniej terapii przed 12 rokiem życia dziecka. Leczenie RAD opiera się na teorii więzi i koncentruje się na zwiększeniu odzewu i wrażliwości opiekuna lub umieszczeniu dziecka u innego opiekuna. Tradycyjne terapie oparte na budowaniu więzi przynoszą gorsze wyniki, ze względu na istotę zaburzenia"

       <<   www.nasz-bocian.pl/phpbbforum/viewtopic.php?t=60371   >>   



czytając ten tekst widzę  sytuacje , które się pojawiają w naszym domu.
co musieli przezywać rodzice młodego i jego brata  przez cały czas od momentu adopcji..? znam relację Ludwika , wiem co przechodził ....
Ja jestem obserwatorem, mnie sprawa młodego osobiście nie dotyka ale widzę, że niestety najważniejszą rolę u dziecka grają geny patologiczne, i nic praktycznie sie nie da zrobić jeżeli są silniejsze niż nasze starania, wychowanie, dawanie przykładu itd,.....
Tym razem zamykam już temat adopcji, ale być może moje spostrzeżenia i obserwacje z autopsji pomogą jakimś starającym się o dziecko z domu dziecka spojrzeć inaczej  na problem.
Choć ja nie mam doświadczenia..... w tym temacie.... to trzeba samemu przeżyć.


15 lipca 2012

CDN......



Jakoś szkoda mi zamykać tego bloga.... to jednak trzy lata mojego życia, moje smutki i radości....
myślę ,-  będę go nadal pisać,  na przekór....wszystkiemu , choć być może oszczędniej w słowach...
mam tu wielu sympatyków , być może i krytykantów...ale takie jest życie w społeczeństwie....ile jest ludzi - tyle opinii...

“O wiele lepiej jest odważyć się na osiąganie wielkich celów, radować się dużymi sukcesami, nawet jeżeli na drodze do tego poniesiemy wiele porażek, niż ustawić się w szeregu niewymagających wiele od siebie ludzi. Ludzi, którzy nigdy nie doznają ani wielkich radości, ani wielkich porażek, ponieważ żyją w szarej strefie, w której ani porażek, ani zwycięstw nie ma”
Theodore Roosevelt

“Żeby zło mogło triumfować, wystarczy, że sprawiedliwi nie będą nic robić”

 


14 lipca 2012

KURATOR SĄDOWY



Kuratora dostał Młody .... żeby nie było wątpliwości....


jak pisałam wcześniej nie było mnie przy pierwszej wizycie pani kurator, poszłam na górę aby nie słuchać bredni i kłamstw  młodego.
Młody miał tydzień do namysłu i do rozmowy z ojcem aby wybrać zaproponowaną wersję przez Ludwika.
Wizyta odbyła się w czwartek wieczorem, następna została umówiona również na czwartek za tydzień.
W piątek rano młody zwinął namiot i pojechał nad wodę, wrócił po tygodniu na godzinę przed przyjazdem kurator.
Wizyta i rozmowa wyglądał mniej więcej tak:

K./kurator/ .... ja przyjechałam  mediować aby M/ młody/ i ojciec zaczęli normalne życie w domu.

ojciec... jak już powiedziałem nasze drogi z M się rozeszły, dostanie swoje lokum i musi się wyprowadzić, i zacząć żyć samodzielnie.

M...widzi pani jaki jest ojciec? nie można z nim rozmawiać bo się unosi....

ojciec.... od naszego rozejścia nie ma odwrotu,

ja .... nie wiem czy pani wie że M ma sprawę w sądzie o eksmisję i drugą o przymusowe leczenie z alkoholizmu ?

K..... no nie.... nie wiedziałam.....

ja.... podobno pani przeczytała akta sprawy, uzasadnienie wyroku i wiadomo do kogo pani tu przyszła....

K..... no ja nie wnikam w historię młodego   / a powinna pani, bo tam od co najmniej 18 lat jest dokumentacja i psychologiczna i pedagogiczna i medyczna/

ojciec..... właśnie , powinna się pani zapoznać z całokształtem wybryków młodego i mieć swój pogląd na jego osobowość i dopiero udzielać rad...

K..... mnie nie obchodzi przeszłość, ja mam za "zadanie" was pogodzić że by młody nadal mieszkał z wami.
...
ojciec.... ale mówię pani, że nasze drogi się rozeszły i młody będzie zmuszony zamieszkać sam i sam się utrzymać, ma dwie zdrowe ręce, więc łopata w dłoń i heja.....do roboty

temperatura rozmowy się podniosła na tyle,  bo butny gówniarz trzyma się wersji   "ręcami i nogami" aby nadal mieszkać przy nas....że pani K. spłoszona powiedziała..... no spokój bo  :cytat wezwę policję !!!!!! ha ha

Odezwałam się więc ja.... proszę pani Młody ma na górze swój pokój, proszę go zabrać na górę i tam rozmawiać, ja nie muszę wysłuchiwać  jego bredni i kłamstw...Z niechęcią poszedł.....
Wcześniej przygotowałam pismo w 3 egzemplarzach po każdym dla stron.w którym zawarłam treść rozmowy, propozycje mieszkania zaproponowane przez ojca i warunki które muszą zostać spełnione aby młody dostał swój kąt.
Siedzieli na górze długo.... w  końcu zeszli na dół.... i młody podpisał cyrograf na siebie w obecności kuratora.
Rozmowa zeszła więc na mieszkania.... wiadomo, że młody dostanie coś do remontu, niech nie liczy że dostanie nową kawalerkę, będzie miał swoje mieszkanie ale musi włożyć w nie trochę pracy.

Pani K. ....ale niech to będzie gdzieś w pobliżu żeby nie musiał "dojeżdżać"   .... pytam się do czego ? do pracy? jak nie pracuje ?
no i w jakimś dobrym środowisku.... żeby się nie zdemoralizował .....
ha ha ...on już jest sam zdemoralizowany i nauczy jeszcze tego innych.... a z dobrego środowiska szybko go wyrzucą jako jednostkę aspołeczną.

Sedno całej wizyty jest takie , że to Młody jest pokrzywdzony w mysl pani K. i pomimo prawomocnego  wyroku  skazującego go  , stara się go bronic, usprawiedliwiać jego czyny.
Dziwne to podejście .... czy teraz tylko tacy kuratorzy pracują, którzy się boją spojrzeć prawdzie w oczy ?  jakie to są przepisy na które się pani powołuje że....
ona jest tylko po to aby łagodzić wspólne stosunki domowe.


Nie chciałam wnikać i wdawać się w polemikę z panią, bo widać jest niezbyt dobrze przygotowana do prowadzenia takich spraw, widać że się młodego boi...


z netu:

Kurator sądowy

Skocz do: nawigacji, szukaj
Kurator sądowy – w myśl ustawy Kodeks karny (art. 115 § 13 pkt 3 kk) funkcjonariusz publiczny, pełniący swoje obowiązki w jednym zespole kuratorskiej służby sądowej i realizujący określone przez prawo zadania o charakterze wychowawczoresocjalizacyjnym, diagnostycznym, profilaktycznym i kontrolnym, które są związane z wykonywaniem orzeczeń sądu. Kuratorzy sądowi wykonują swoje zadania zarówno w środowisku osób których dotyczy postępowanie, czyli podopiecznych, w miejscu ich zamieszkania, jak i na terenie zakładów zamkniętych i placówek ich pobytu, w szczególności na terenie zakładów karnych, placówek opiekuńczo-wychowawczych oraz leczniczo-rehabilitacyjnych.
 **********

Dz.U.2002.91.812
ROZPORZĄDZENIE
MINISTRA SPRAWIEDLIWOŚCI
z dnia 7 czerwca 2002 r.
w sprawie zakresu praw i obowiązków podmiotów sprawujących dozór, zasad i trybu wykonywania dozoru oraz trybu wyznaczania przez stowarzyszenia, organizacje i instytucje swoich przedstawicieli do sprawowania dozoru.
(Dz. U. z dnia 28 czerwca 2002 r.)
Na podstawie art. 176 Kodeksu karnego wykonawczego zarządza się, co następuje:
§ 1.Rozporządzenie określa szczegółowy zakres praw i obowiązków kuratorów sądowych, stowarzyszeń, organizacji, instytucji oraz osób, którym powierzono sprawowanie dozoru, a także zasady i tryb wykonywania dozoru stosowanego w związku z orzeczonymi karami, środkami karnymi, zabezpieczającymi i profilaktycznymi oraz tryb wyznaczania przedstawicieli przez stowarzyszenia, organizacje i instytucje.
§ 2.Powierzenie kuratorowi sądowemu sprawowania dozoru powinno nastąpić bezzwłocznie, nie później jednak niż w ciągu 14 dni od dnia uprawomocnienia się orzeczenia albo od dnia zwrotu akt sądowi I instancji lub otrzymania orzeczenia do wykonania.
§ 3. 1.Kurator sądowy po objęciu dozoru powinien:
1) zaznajomić się z aktami sprawy karnej i innymi niezbędnymi źródłami informacji o skazanym,
2) zaznajomić się z przebiegiem dotychczasowych dozorów i nadzorów wykonywanych przez kuratorów rodzinnych,
3) nawiązać pierwszy kontakt ze skazanym nie później niż w ciągu 7 dni od daty wpływu prawomocnego orzeczenia do zespołu kuratorskiej służby sądowej,
4) pouczyć skazanego o prawach i obowiązkach wynikających z okresu próby i dozoru oraz omówić sposób i terminy ich realizacji,
5) udzielić skazanemu pomocy w rozwiązywaniu problemów adaptacyjnych i życiowych,
6) nawiązać kontakt z rodziną i środowiskiem skazanego.
2.W przypadku orzeczonego dozoru wobec sprawcy przestępstwa popełnionego w stanie ograniczonej poczytalności lub w związku z uzależnieniem od alkoholu lub innego środka odurzającego kurator sądowy powinien nadto:
1) zaznajomić się, w zakresie dostępnym, z wynikami leczenia, terapii lub rehabilitacji skazanego oraz wskazówkami dotyczącymi przebiegu dozoru,
2) podjąć działania, aby skazany przestrzegał zaleceń lekarskich bądź innych specjalistów z zakresu terapii i rehabilitacji,
3) utrzymywać kontakt z osobami prowadzącymi leczenie, terapie lub inne formy specjalistycznego oddziaływania,
4) konsultować, nie rzadziej niż co 3 miesiące, sposób prowadzenia dozoru ze specjalistami, o których mowa w pkt 2.
3.Przebieg dozoru i podejmowane na bieżąco czynności kurator sądowy dokumentuje w karcie czynności dozoru, prowadzonej osobno dla każdego dozorowanego, w której zapisuje datę i miejsce czynności, rodzaj czynności, w tym uzyskane dokumenty i informacje, źródła informacji oraz własne uwagi i zamierzenia w zakresie sprawowania dozoru.
§ 4. 1.Kurator sądowy składa sądowi pierwsze sprawozdanie z objęcia dozoru, nie później niż w ciągu 14 dni od dnia nawiązania kontaktu ze skazanym, kolejne zaś sprawozdania z przebiegu dozoru - na żądanie sądu.
2.W sprawozdaniu z objęcia dozoru należy przedstawić diagnozę środowiskową, zamierzenia readaptacyjne, metody prowadzenia dozoru i kontroli zachowania skazanego, warunki osobiste i bytowe skazanego oraz jego stosunek do dozoru i obowiązków okresu próby, a także określić możliwości i przeszkody ich realizacji oraz podać źródła informacji o skazanym.
3.W sprawozdaniu z zakończenia dozoru należy opisać jego przebieg, ze szczególnym uwzględnieniem realizacji planu pracy z dozorowanym, oceny wykonania obowiązków i postawy dozorowanego w okresie próby.
§ 5.Kurator sądowy, wykonując swoje obowiązki w zakresie powierzonego mu dozoru, ma prawo do:
1) żądania niezbędnych informacji od skazanego oraz wzywania go do osobistego stawienia się w wyznaczonym terminie w siedzibie sądu,
2) zapoznawania się z aktami sprawy karnej skazanego oraz innymi źródłami informacji o skazanym, będącymi w posiadaniu organów administracji rządowej i samorządu terytorialnego oraz zakładów pracy lub innych pracodawców, szkół i organizacji społecznych w zakresie niezbędnym do efektywnego sprawowania dozoru.
§ 6. 1.Do obowiązków sądowego kuratora zawodowego należy ponadto:
1) kontrolowanie prawidłowości i efektywności sprawowania dozorów oraz innych czynności zleconych sądowym kuratorom społecznym, przedstawicielom stowarzyszeń, organizacji i instytucji oraz osobom godnym zaufania, a ponadto w uzasadnionych przypadkach zgłaszanie sądowi potrzeby wystąpienia do organu statutowego stowarzyszenia, organizacji lub instytucji z wnioskiem o zmianę przedstawiciela wyznaczonego do wykonywania czynności związanych z dozorem,
2) udzielanie pomocy kuratorom społecznym i innym osobom sprawującym dozory, zwłaszcza poprzez udzielanie instruktażu w zakresie metod i form pracy oraz organizowanie szkolenia dla tych osób,
3) pozyskiwanie osób do sprawowania funkcji sądowego kuratora społecznego,
4) informowanie kierownika zespołu kuratorskiej służby sądowej o nieprawidłowym sprawowaniu funkcji przez sądowego kuratora społecznego oraz organów nadrzędnych stowarzyszeń, organizacji i instytucji o sposobie sprawowania dozoru przez ich przedstawicieli,
5) przygotowanie odpowiednio uzasadnionych wniosków w sprawie zmiany orzeczenia sądu i dołączenie do nich akt dozoru i innych stosownych dokumentów,
6) uczestnictwo w posiedzeniach sądu, dotyczących osób znajdujących się pod dozorem,
7) zawiadamianie sądu o przestrzeganiu przez skazanego porządku prawnego uzasadniającego rozważenie celowości uznania orzeczonych środków karnych za wykonane,
8) sprawowanie dozorów, zwłaszcza w sprawach trudnych lub wymagających bezzwłocznego podjęcia czynności,
9) bezzwłoczne zawiadomienie sądu o zaistnieniu okoliczności uzasadniających rozważenie celowości ponownego umieszczenia w zakładzie leczenia odwykowego lub w zakładzie karnym skazanego skierowanego uprzednio na leczenie ambulatoryjne lub rehabilitację w placówce leczniczo-rehabilitacyjnej,
10) sygnalizowanie jednostkom nadrzędnym organów i instytucji państwowych, organów samorządu terytorialnego oraz organom statutowym stowarzyszeń i organizacji przypadków bezzasadnej odmowy udzielenia kuratorowi sądowemu żądanej pomocy.



Kurator sądowy jest to przedstawiciel osoby, która potrzebuje pomocy do prowadzenia swoich spraw. Przedstawiciel ten jest wyznaczony przez właściwy organ państwa czyli przez sąd. Kuratorzy sądowi wykonują swoje zadania w środowisku podopiecznych, także na terenie zamkniętych zakładów i placówek ich pobytu, w szczególności na terenie zakładów karnych, placówek opiekuńczo-wychowawczych oraz leczniczo-rehabilitacyjnych.

Powierzenie kuratorowi sądowemu sprawowania dozoru powinno nastąpić bezzwłocznie, nie później jednak niż w ciągu 14 dni od dnia uprawomocnienia się orzeczenia sądu. Kuratorzy sądowi realizują określone przez prawo zadania o charakterze wychowawczo-resocjalizacyjnym, diagnostycznym, profilaktycznym i kontrolnym, związane z wykonywaniem orzeczeń sądu. Wykonując swoje obowiązki służbowe, kurator zawodowy ma prawo do odwiedzania w godzinach od 700 do 2200 osób objętych postępowaniem w miejscu ich zamieszkania lub pobytu, a także w zakładach zamkniętych. Żądania okazania przez osobę objętą postępowaniem dokumentu pozwalającego na stwierdzenie jej tożsamości. Żądania niezbędnych wyjaśnień i informacji od podopiecznych objętych dozorem, nadzorem lub inną formą kontroli zleconej przez sąd. Przeglądania akt sądowych i sporządzania z nich odpisów w związku z wykonywaniem czynności służbowych oraz dostępu do dokumentacji dotyczącej podopiecznego i innych osób objętych postępowaniem. Żądania od Policji oraz innych organów lub instytucji państwowych, organów samorządu terytorialnego, stowarzyszeń i organizacji społecznych w zakresie ich działania, a także od osób fizycznych pomocy w wykonywaniu czynności służbowych. . Do obowiązków kuratora sądowego po objęciu dozoru należy zaznajomienie się z aktami sprawy karnej i innymi informacjami o skazanym oraz z przebiegiem dotychczasowych nadzorów. Nawiązanie pierwszego kontaktu z podopiecznym, nie później niż w ciągu 7 dni od daty wpływu prawomocnego orzeczenia do zespołu kuratorskiej służby sądowej. Poucza skazanego o prawach i obowiązkach wynikających z orzeczenia sądu oraz omawia sposób i terminy ich realizacji. Udziela podopiecznemu pomocy w rozwiązaniu trudności życiowych. Współdziała z organizacjami, instytucjami, stowarzyszeniami i innymi podmiotami, których celem działania jest pomoc podopiecznym. Ponadto Kurator ma obowiązek przebieg nadzoru i podejmowane na bieżąco czynności dokumentować w karcie czynności nadzoru, prowadzonej osobno dla każdego podopiecznego, w której wpisuje datę, miejsce i rodzaj czynności, uzyskane dokumenty i informacje oraz ich źródła, a także własne uwagi i zamierzenia w zakresie sprawowania nadzoru. Pierwsze sprawozdanie z objęcia dozoru kurator składa później niż w ciągu 14 dni od dnia nawiązania kontaktu ze skazanym, kolejne zaś sprawozdania z przebiegu dozoru - na żądanie sądu. W sprawozdaniu z objęcia dozoru należy przedstawić diagnozę środowiskową, zamierzenia readaptacyjne, metody prowadzenia dozoru i kontroli zachowania skazanego, warunki osobiste i bytowe skazanego oraz jego stosunek do dozoru i obowiązków okresu próby, a także określić możliwości i przeszkody ich realizacji oraz podać źródła informacji o skazanym. Pod koniec dozoru kurator składa sprawozdanie w którym jest opisany jego przebieg, ze szczególnym uwzględnieniem realizacji planu pracy z dozorowanym, oceny wykonania obowiązków i postawy dozorowanego w okresie próby.


Reasumując..... pani K..... poszła po najmniejszej  linii oporu, nie próbowała rozmawiać z nami bez obecności młodego aby ustalić jakąś wspólną linię działania wobec skazanego.....
wręcz przeciwnie próbowała nas ustawiać pod kątem uległości do młodego, że powinien mieć warunki do życia....
dobrze mówię.... ile do tej pory dołożył do budżetu domowego młody aby mógł korzystać ze wszystkiego ?
młody...... NIC

ja..... czy młody podjął jakąkolwiek prace lub nawet starania o nią?
młody ....NIE

więc jaka powinna byc rola kuratora ? to nie kurator w naszej obecności powinien powiedzieć co młody MUSI zrobić aby do czasu wyprowadzenia mógł mieszkać bezproblemowo.
TEGO PANI KURATOR NIE WYPOWIEDZIAŁA.....NIE WIEM CZY Z NIEZNAJOMOŚCI CZY Z WYGODY

Jeżeli więc mamy takich mediatorów, kuratorów w państwie , to nie ma co się dziwić,  że bezprawie rośnie w zastraszającym tempie....liczba butnych, chamskich i bezwzględnych ludzi rosnie

no bo KIEDY KAT STAJE SIĘ OFIARĄ A OFIARA KATEM....


 dla ofiar jest TYDZIEŃ ??????

to nie ma państwa prawa i na nic pieniądze rzucane w błoto notabene z naszych podatków na wynagrodzenia dla takich pracowników sądowych.

 i kilka cytatów z netu:

Sąd jest wysoki, pewnie dlatego wielu przestępców kara nie dosięga."
Regina Kantarska-Koper

 "Zróbcie, by uczciwość opłacała się bardziej niż kradzież, a nie będzie kradzieży."
Konfucjusz

. " "Prawnik: Proszę Pana, wierzę, że jest Pan uczciwym i szczerym człowiekiem...
 Świadek: Dziękuję. Gdybym nie był pod przysięgą powiedziałbym o Panu to samo."

 Bywają specjaliści od pilnowania własnych praw i cudzych obowiązków."
Tadeusz Kotarbiński

"Klasyczny urzędnik zrobi wszystko, co doń należy, ale nic, by ułatwić ludziom życie."
Maria Dąbrowska


Sędzia do oskarżonego:
- Czy przyznaje się pan do winy?
- Nie, wysoki sądzie. Mowa mego obrońcy i zeznania świadków przekonały mnie, że jestem niewinny! 


Dodam jeszcze że młody chełpi się tym że to DO NIEGO przyjeżdża kurator a nie wzywa go do siebie na rozmowę.
Mnie też się wydaje że młody powinien sam stawiać się w siedzibie sądu na wezwanie a do nas   kurator powinien przyjechać jako do strony pokrzywdzonej na wywiad aby sprawdzić co mówi i jak zachowuje się młody.
I jeszcze jedno . ...jak młody dowiedział się o pierwszej wizycie kuratora to sprzątał u siebie dwa dni....
jednak była u nas wcześniej bez zapowiedzi inna pani kurator i zastała .... nie będę publikować zdjęć..... są do wglądu w prokuraturze i sądzie.... ale na własne oczy przekonała się jak sprawy wyglądają.
jak widać.... DWU KURATORÓW....DWA RÓŻNE PODEJŚCIA....
które właściwe ?  proszę odpowiedzieć sobie samemu....


Jak widać niełatwe jest życie rodzica adoptowanego dziecka.....ale damy radę, nagniemy młodego do życia ....ale jak je przeżyje to już jego sprawa.

i na koniec....

MŁODY PO ROZMOWIE Z KURATOREM SPAKOWAŁ NAMIOT I POJECHAŁ NAD WODĘ......

9 lipca 2012

NAGRODA



Dostałam od Meg -  http://meg68.blogspot.com/ nagrodę....
 przekazuję ją więc dalej.... chociaż wyróżniłabym o wiele więcej osób, wszystkie zaprzyjaźnione  blogi czytam z ciekawością...


przekazuję ją więc dalej, następującym blogom:
http://www.blogger.comhttp://imagenesfaleroni.blogspot.com/
http://ostojatupai.blogspot.com/
http://klavell.blogspot.com/
http://naszmateus.blogspot.com/
http://podlipami.blogspot.com/
http://pelnoletnia.blog.interia.pl
http://nad-zycie-kocham-cie-zycie.blogspot.com/
http://grzeskoweopowiesci.blogspot.com/
http://i-tu-i-tam.blogspot.com/
http://naszepogorze.blogspot.com/

SZCZUROŁAP




Dzisiaj śnił mi się szczur.... i wiecie co to znaczy ?
Jeśli więc śnisz o szczurze, to może być znak, że w Twoim otoczeniu znajduje się osoba, która źle Ci życzy, która pragnie Twojej zguby, Twojego nieszczęścia. Powinieneś się jej strzec, unikać jej, ale także i patrzeć na jej ręce, obserwować ją, a najlepiej uprzedzić jej krok.
Wiem że jest wiele osób , które mi źle życzą, które sa urażone we własnej ambicji, i to  są osoby z najbliższego otoczenia....
Nie potrafię zrozumieć ludzi, którzy do życia potrzebują "pożywki " w postaci czyjegoś nieszczęśćia, lubią osaczać i gryźć jak ten szczur ze snu.....
 Czytałam kiedyś jako dziecko bajkę o chłopcu, który wyprowadził szczury do jeziora ...

Flecista z Hameln (tytuł oryginału Der Rattenfänger von Hameln) – podanie ludowe spisane między innymi przez braci Grimm, przetłumaczone na 30 języków świata, opowiadające o wydarzeniach, jakie ponoć miały się wydarzyć 26 czerwca 1284 w mieście Hameln.
Według legendy w 1284 roku dolnosaksońskie miasto Hameln w Niemczech nawiedziła plaga szczurów. Wynajęty przez Niemców szczurołap za pomocą muzyki płynącej z cudownego fletu wywabił szczury z Hameln, które następnie utopiły się w rzece Wezerze. Gdy po wykonanej pracy odmówiono szczurołapowi obiecanej zapłaty za pozbycie się nieproszonych „gości”, ten w podobny sposób wyprowadził w nieznane wszystkie dzieci z Hameln.
Wśród racjonalnych tłumaczeń pochodzenia legendy jest między innymi hipoteza związana z epidemią dżumy, choroby roznoszonej przez szczury, ponieważ niedaleko Hameln odkryto masowy grób z połowy XIV wieku zawierający kilkaset szkieletów dzieci.

tak więc i teraz za pomocą muzyki wyprowadzę złe intencje w niebyt.....

8 lipca 2012

BLOKADA

 
Postanowiłam zamknąć bloga.... przyczyny znane.... trolle....
proszę zatem o adresy na które będę mogła przesłać zaproszenia tym którzy zechcą ze mną zostać....