27 marca 2012

SZPITAL

Piszę parę słów bo nie mam zupełnie nastroju, mąż w szpitalu co najmniej na 10 dni a młody w domu szaleje, wczoraj interweniowała  dwa razy policja aby się uspokoił.
Myślę że po szpitalu musimy podjąć drastyczne kroki, co przyznaję nie będzie łatwe.
Ale spróbować trzeba.
Dziękuję za słowa otuchy... potrzebne mi są bardzo...i cieszę się że mam z Waszej strony wsparcie.




 
Tu próbowaliśmy wypoczywać, ale się nie udało i kończyło się jak wyżej.

25 marca 2012

TRAUMA

Jestem chwilowo poza zasięgiem.... był znów horror, pogotowie R-ka.... szpital..... co dalej jeszcze nie wiem....   ale żyjemy.... i to najważniejsze....

19 marca 2012

DWIE PRAWDY

Pomimo wiosennej aury, i  śpiewu ptaków o poranku.....po dwóch  minionych   dniach  nie mam chęci do życia, zaskoczyła  mnie  jego proza ....


choć mam nadzieję,  że potrafię TO ogarnąć.....


Człowiek jest sobą poprzez wewnętrzną prawdę. Jest to prawda sumienia odbita w czynach. W tej prawdzie każdy człowiek jest zadany samemu sobie.

- Jan Paweł II


18 marca 2012

MOTYL I ZEZWŁOK

Wiosenne słoneczko ostatnio dogrzewało więc trzeba było się wziąć za sprzątanie ogrodu, spaliłam dużo "śmieci",  i starych liści.
W sobotę wyszorowałam stół i ławki pod wiśnią, zrobiłam sobie kawę / Ludwik był w pracy / .... i z przyjemnością usiadłam w pachnącym , ogrodowym kąciku. Kończyłam zezwłok z pozostałości włóczek.....



Dzisiaj na szybkiego zrobiłam fotki..... choć muszę jeszcze  przeprasować plisy bo się zawijają.... a na  wieczór już zapowiadają deszcz więc z fotek nici.
Utrwaliłam dziś swojego "własnego " motyla, było ich dużo na wawrzynku, nawet pojawił się cytrynek, ale on pije nektar ze złożonymi skrzydełkami więc zdjęcie było niezbyt efektowne.



Trzmiele też się pojawiły i nawet jedna pszczoła!!!!
czyli mogę powiedzieć, że sezon wiosenny rozpoczęty.
Brakuje mi jednak   CZASU..... mam do zrelacjonowania wycieczkę sprzed tygodnia do Pilchowic i okolicy. Zrobiliśmy dużo zdjęć..... ale muszę poczekać na wenę.:)

14 marca 2012

ZABAWA BLOGOWA

Na niektórych blogach dziewczyny bawią się w wymianki...lub inne zabawy... nigdy nie brałam udziału w takich , jakos nie mam przekonania do tego typu zabaw.
No bo co napisać kiedy jest pytanie.... wymień 5 ulubionych seriali a ja nie oglądam żadnego ,...ba... nie mam nawet  TELEWIZORA... i jest mi z tym dobrze....
Ale Iwonka podrzuciła dośc ciekawy temat więc robię wyjątek..... z moją małą modyfikacją....

http://anowik.blogspot.com/
  Opisz 3 momenty z życia oraz wstaw zdjęcia w których jesteś szczęśliwa....


 takich momentów w dotychczasowym ponad 60-letnim życiu było sporo. Trudno wybrać kilka....
 1.
Na pewno szczęściem moim było poznanie Sekretarza Generalnego Zakonu Paulinów w Częstochowie...Ojca Józefa Jaskółowskiego.
Znajomość osiemnastolatki z tak szacowną osobą przerodziła się w piękną przyjaźń... Ojciec pisał cudowne listy , wysyłał widokówki ze swoich wojaży, a także przyjechał specjalnie dla mnie udzielić mi ślubu....
jeździłam do Częstochowy na wspaniałe , mądre rozmowy i dyskusje.... tam też został mój pamiętnik pisany przez lata jako nastolatki....


2.
 Wiadomo,  że jedną ze szczęśliwych chwil są narodziny dziecka..... przeżyłam trzy takie momenty.... ale zdjęć nie będzie,


3.
ostatnią taką wzruszającą chwilą, kiedy poczułam się wyjątkowa a szczęście wycisnęło łzy z oczu były  moje zaręczyny z Ludwikiem....moment kiedy poprosił mnie o rękę,      -     pisałam już o tym....
odbyło się to na Wzgórzach Zamkowych.... wysoko na skałach.... dostałam wtedy bukiecik polnych kwiatów..... najpiękniejszy bukiet w życiu....


 Zgodnie z zasadami powinnam zaprosić kolejne osoby.....
zapraszam więc:
 http://grzeskoweopowiesci.blogspot.com/
http://i-tu-i-tam.blogspot.com/
http://amradziej.blogspot.com/
http://meg68.blogspot.com/
http://wbialymdworku.blogspot.com/ 
http://naszepogorze.blogspot.com/

Zasady zabawy:


1)      Wstaw logo zabawy.
2)      Napisz kto Cię nominował.
3)      Wytypuj kilka  innych blogów do zabawy.
4)      Opisz 3 momenty z życia oraz wstaw zdjęcia w których jesteś szczęśliwa.

9 marca 2012

ZAGRODNO...... RĘKOPIS 'PANA TADEUSZA'


Wracając do Zagrodna, powinnam dopisać jedną z autentycznych historii tej miejscowości....

Ze Lwowa do Adelina
W początkach 1944 roku władze niemieckie zarządziły ewakuację lwowskich zbiorów bibliotecznych, m.in. Ossolineum. Wyraźne instrukcje nakazywały wywieźć przede wszystkim niemiecką literaturę fachową i księgozbiór czytelni głównych. Wbrew władzom, prof. Mieczysław Gębarowicz przygotował do transportu najcenniejsze, najstaranniej wyselekcjonowane zbiory specjalne i cymelia Ossolineum: m.in. 2300 rękopisów, 2200 dokumentów sięgających XIII wieku, 1700 starych druków, 2400 rycin. Był wśród tych skarbów autograf „Pana Tadeusza”, a także rękopisy Juliusza Słowackiego, Aleksandra Fredry, Henryka Sienkiewicza, Jana Kasprowicza, Władysława Reymonta i Stefana Żeromskiego. W marcu i kwietniu zbiory Ossolineum dotarły do Krakowa. Złożono je w piwnicach Biblioteki Jagiellońskiej, gdzie miały bezpiecznie doczekać końca wojny. Niespodziewanie latem 1944 roku Niemcy wywieźli wszystko na zachód i zmagazynowali w Adelinie, czyli Zagrodnie.


W połowie czerwca 1945 roku Zagrodno dopiero zajmowali pierwsi polscy osadnicy. Bernard Manecki miał 16 lat. Rosyjskich żołnierzy, którzy na dziedzińcu szkoły palili książki, pamięta jakby to było wczoraj.
– Ogień buchał ogromny. Można w nim było konia usmażyć – wspomina.
Wślizgnął się do opuszczonego przez Niemców domu nauczyciela. Talerze ze spleśniałą, niedojedzoną zupą jeszcze stały na stołach. Porozrzucane sprzęty walały się pod nogami. Chodził po otwartych na oścież pokojach, szukając papieru, z którego dałoby się skręcić papierosy.

To się nie nadaje na papierosy
Na pierwszym piętrze do końca wojny mieszkała żona hitlerowskiego oficera, dowodzącego żołnierzami na froncie wschodnim. Została po niej biblioteczka. Bernard przeglądał książkę po książce, macając która nadawałaby się na skręty, aż dostrzegł leżący osobno na szafce gruby jak Biblia plik kartek. Przewiązane sznurem, pociemniałe stronice były zapisane odręcznym pismem. Bernard nie umiał czytać po polsku, nie wiedział co znalazł, ale wziął znalezisko pod pachę i wrócił do domu, by pokazać ojcu.
– Tato pierwszy poznał, że przyniosłem rękopis „Pana Tadeusza” – opowiada staruszek. – Popatrzył. „Nie, synku, to się nie nadaje na papierosy. To coś bardzo ważnego”. I poszliśmy do wójta. Wójt Jan Krowicki zabrał rękopis. Nazajutrz zawiózł go do powiatowej rady, do Złotoryi. Czasy były takie, że nikt specjalnie nie dbał ani o książki, ani o pokwitowania.

– I tak ślad po moim znalezisku zaginął – wspomina pan Bernard. – Dopiero po pewnym czasie dowiedziałem się, że rękopis istnieje, dotarł do wrocławskiego Ossolineum.

Bankiet bez Maneckiego
W 2005 roku, gdy Aleksander Kwaśniewski z Leszkiem Millerem brylowali na warszawskim bankiecie z okazji 150. rocznicy śmierci Adama Mickiewicza, Bernard Manecki siedział wściekły przed telewizorem w Zagrodnie. Pewnie tak jak teraz wyciągał z metalowej papierośnicy skręta za skrętem.
– Zapomniano o mnie, a przecież gdybym nie zabrał Ruskim „Pana Tadeusza”, to ten narodowy skarb, którym szczyci się cała Polska, spłonąłby w ognisku razem z innymi książkami – mówi staruszek. – Wiem, że te kartki są warte fortunę. Nie chcę pieniędzy, tylko odrobinę wdzięczności – dodaje, patrząc głęboko w oczy.
Ten żal siedzi w nim od lat. Wyrzucił go z siebie dopiero niedawno, podczas powiatowej akademii, na której władza wręczała medale pierwszym osadnikom.
– Znaleziono dwa rękopisy: jeden w Saragossie, drugi w Zagrodnie. Tylko za ten drugi nikt nigdy nawet nie podziękował – westchnął do mikrofonu i wrócił na swoje miejsce.
http://legnica.naszemiasto.pl/archiwum/1523702,skarb-znaleziony-w-zagrodnie,id,t.html

8 marca 2012

ZAGRODNO PAŁAC.....

Dzisiejszy poranek obudził nas szarością chmur i lekkim deszczem, nie chciało sie nawet wstać z łóżka.
Jakże inny był dzień wczorajszy..... piękna pogoda, słońce, błękitne niebo.....
Wyruszyliśmy więc na wiosenny rekonesans, tym razem do Zagrodna i Chojnowa.
W Zagrodnie znajdują się ruiny....tak znów RUINY  pięknego niegdyś pałacu.

Pałac Dolny wzniesiony został w 1570 r. jako obronny, otoczony fosą, przebudowany w XIX w. Właścicielami pałacu była rodzina Schellendorfów.
W latach 1977-78 zabezpieczono pozostałości, w tym resztki dekoracji sgraffitowej, a najcenniejsze elementy odspojono i po konserwacji zdeponowano w Muzeum Regionalnym w Chojnowie.
Była to renesansowa budowla 3-skrzydłowa, 2-kondygnacyjna, z poddaszem użytkowym, nakryta dachami naczółkowymi. Okna w opaskach, w jednym ze skrzydeł z podokiennikami. Cześć elewacji posiadała figuralną dekorację sgraffitową. Przy szczycie zachodniego skrzydła kolista wieża, wtopiona do połowy w budynek, zakończona hełmem z iglicą.
Od strony rzeki był tarasowy ogród z ok. poł. XVIII w., a za dworem park krajobrazowy z końca XIX w.
Pałac został zdewastowany i zniszczony po 1945 r. Obecnie - nieużytkowany, w ruinie.
http://gdziebylec.pl/obiekt/pokaz/Pa%C5%82ac_Dolny_w_Zagrodnie/7565


 http://fotopolska.eu
 tak wyglądał w czasach świetności ...a tak wygląda teraz....




 folwark przypałacowy


z Zagrodna pojechaliśmy do Jadwisina, nad łąką krążyły już dwa bociany.... no teraz to wiem, że na pewno jest już wiosna.....

 bród na rzece Skora


i jednoczesne fotografowanie.....


4 marca 2012

ŚWINOUJŚCIE

Prawie rok temu pojechaliśmy do Świnoujścia po kolegę Ludwika aby go przywieźć do domu. Pisałam o tym w poście kwietniowym ubiegłego roku.
Podczas przeprawy promowej oczywiście nie byłabym sobą aby nie "zwiedzić " promu , mostku kapitańskiego i całej reszty. Okazało się ,że kapitan promu pochodzi z Kamiennej Góry  czyli i moich okolic. Pozwolił mi nawet zrobić zdjęcie na stanowisku dowodzenia.... jakie było nasze zdziwienie, kiedy dwa tygodnie temu na portalu WP na tym samym stanowisku stał sam Kapitan....

 ster w ręku .....


 Kapitan przejął ode mnie stery :))))


To fotograficzne migawki z przeprawy..... i jakże prawdziwe przysłowie....

Góra z górą się nie zejdzie, a człowiek z człowiekiem – zawsze.



3 marca 2012

TŁO

Podziwiam od niedawna piękne tła na bloga na blogu :
http://vardamirvintage.blogspot.com

pozwoliłam więc sobie na skopiowanie i umieszczenie jednego z nich na swoim blogu, za co serdecznie dziękuję Nessie Vardamir....

polecam blog bo jest bardzo ciekawy a autorka przedstawia w nim bardzo duzo ciekawych propozycji.

1 marca 2012

ADOPCJA - PRAWDY I MITY

Kilka lat temu na kartach tego bloga pisałam że gdybym miała warunki materialne chciałabym wziąć chłopca z domu dziecka aby  móc     obdarować uczuciem i miłością skrzywdzone przez los dziecko. Wtedy jeszcze nie wiedziałam,  że uczucie i dobra materialne  nie wystarczą .




Dziś jestem o wiele bogatsza o wiedzę z  zakresu adopcji. Studiuję książkę  "Geny a wychowanie " Judith Rich Harris, czytam publikacje i artykuły na ten temat w internecie, a ostatnio w lokalnym miesięczniku ukazał się artykuł o rodzinie zastępczej. Ponieważ znam tę rodzinę i  jej problemy z wychowaniem 7 dzieci z domu dziecka , a i osobiście zetknęłam się z tym problemem postanowiłam  podrążyć temat.
Wiadomo , że obecnie większość dzieci w domach dziecka pochodzi z rodzin patologicznych, narkomanów, alkoholików, z zaburzeniami psychicznymi. Brak prawie dzieci, których rodzice zginęli np. w wypadkach. W takich sytuacjach normalna zdrowa rodzina nie pozwala na umieszczenie sierot w domu dziecka.
A z patologia niestety rozszerza się coraz bardziej, coraz więcej właśnie takich  dzieci trafia do placówek opiekuńczych.
Nie wiem jak jest teraz bo osobiście nie zetknęłam się z problemem  samej adopcji. Czy rodzice są informowani dokładnie z jakiej rodziny biologicznej pochodzą ich przyszłe dzieci ? Czy sprawdza się tylko rodziców, pod względem materialnym i psychicznym nie informując W PEŁNI I DOKŁADNIE  jakie dziecko i z jakimi obciążeniami biorą ?
I dochodzę do wniosku .... podkreślam własnego .... że niestety pomimo zapewnienia takiemu dziecku i miłości , i poszanowania godności  i statusu materialnego ....geny odgrywają  bardzo dużą rolę. I zaczynają działać w momencie dorastania czyli dojrzewania.
Rodzina o której wspomniałam posiada dwoje własnych dzieci, do  rodziny  zastępczej przyjęto siódemkę. Wychowywali się w jednym dużym  domu, rodzice traktowali je jednakowo a nawet te pokrzywdzone dostawały więcej uczucia im potrzebnego. I niestety żadne z tych dzieci po okresie dorastania nie było w stanie radzić sobie w normalnym życiu, żyją  dniem dzisiejszym, są agresywne,....
jednak część prawdy w tym jest.... co nie znaczy że generalnie wszystkie te dzieci są obciążone złymi nawykami.

cytat z forum na o2....
....Dziedziczy się skłonność do nałogów, czy to alkoholu czy narkomanii czy hazardu, sama skłonność jest dziedziczona, a nie przedmiot tego uzależnienia. Mój adoptowany brat i ja, do momentu dorosłości nie wiedzieliśmy, że jest adoptowany. Nigdy nie odczuliśmy różnicy, moi rodzice kochają go ponad wszystko, otrzymaliśmy to samo wychowanie. Od czasów nastoletnich brat przejawiał cechy nam obce, alkoholizm, agresję, nie opiekował się bliskim. I tak jest do dziś....


Podobne sytuacje bywają i w rodzinach z biologicznymi własnymi dziećmi.... gdzie więc leży prawda ? Czy to rodzina bywa dysfunkcyjna ? 
Wiadomo , że skutków dziedziczności nie da się oddzielić od skutków oddziaływania środowiska. To nie dobre wychowanie daje w efekcie dobre dzieci, tylko dobre dzieci sprawiają, że dobrze się je wychowuje.  
Kiedy rodzice maja trudności z pokierowaniem swoim życiem albo z ułożeniem sobie stosunków z innymi ludźmi, ich dzieci są narażone na podwójne ryzyko: mogą odziedziczyć niekorzystne cechy i jednocześnie wychowywać się w niekorzystnym środowisku domowym. Jeśli takie dzieci maja problemy w okresie dorosłości zwykle przypisuje się je niekorzystnemu środowisku rodzinnemu, podczas gdy prawdziwą przyczyną mogą być niekorzystne geny.
Badania behawioralno - genetyczne wykazały ponad wszelką wątpliwość, że dziedziczność jest przyczyną dużej części zróżnicowania w ludzkich osobowościach. Niektórzy są bardziej zapalczywi, bardziej rozrzutni albo bardziej drobiazgowi od innych, a cechy te są funkcja genów , z jakimi się urodzili , i doświadczeń zdobytych po urodzeniu. Dokładne proporcje - ole zależy od genów a ile od przeżyć - nie są ważne: istotne jest że dziedziczność MUSI   być brana pod uwagę. A jednak jest zwykle LEKCEWAŻONA.
Dziedziczność jest jedna z przyczyn, dla których rodzice mający problemy psychologiczne często maja dzieci z podobnymi problemami. Jest to prosty, oczywisty i niezaprzeczalny fakt, a równocześnie fakt najbardziej przez psychologów lekceważony. Sadząc po braku zainteresowania dziedzicznością okazywanym przez psychologów rozwoju  i psychologów klinicznych, można by mniemać że nadal żyjemy w czasach Johna Watsona - tego , który obiecywał że z tuzina niemowląt zrobi lekarzy, prawników, żebraków lub złodziei.
Dzisiaj psychologowie mówią że niektóre dzieci rodzą się z "trudnymi charakterami "- sprawiają rodzicom kłopoty i z trudem poddają się socjalizacji. 
Skłonność do aktywności,impulsywność i agresywność, skłonność do szybkiego nudzenia się rutynowymi czynnościami i do szukania silnych wrażęń, 
obojętnośc na uczucia innych, muskularna budowa ciałą i niższy od średniego iloraz inteligencji...wszystkie te cechy maja znaczący komponent genetyczny.
Dorastające dzieci których aktywność rodzice moga kontrolować, to dzieci które na to pozwalają, a paradoksem jest że one akurat najmniej tego potrzebują...
 cytat z "Geny a wychowanie"


Czy wobec tego nie powinno się w ośrodkach adopcyjnych kłaść nacisk właśnie na genetyczność ?  na uświadamianie przyszłym rodzicom właśnie tego problemu, a nie szafowanie tylko dzieciom  "dawania miłości "
Niektórzy rodzice moga się czuć oszukani, że pomimo ich pragnienia wzięcia dziecka  nie zostali dokładnie poinformowani  o możliwych problemach związanych z genami , bo być może gdyby posiadali tę wiedzę  potrafili by realnie spojrzec na problem i określenie czy sobie w przyszłości z nim poradzą. 
W takim wypadku powinno się im zaproponować rodzinę zastępczą...
I dziś z moją wiedzą na ten temat na pewno bym się poważnie zastanowiła czy dałabym radę wychować takie dziecko, pomimo tego,  że własną trójkę wychowałam na porządnych, mądrych ludzi.