31 stycznia 2012

MOTYLE

Na dworze mróz trzyma już od kilku dni, w domu ciepło a mnie się zamarzyły "lodowe motyle". Nawet kiedyś Grażynę prosiłam ...robi przepiękne zdjęcia, o jakiegoś białego, ale u niej nie ma takiej zimy jak w Polsce.... więc skąd mogłaby go wziąć ?
Kiedy w sypialni zobaczyłam na szybach mróz.... otworzyły się klapki w mojej głowie.... a może tak machnąć sobie takiego lodowego ?
No więc szukam w Google jakiegoś wzoru... jest.... to kopiuj , wklej, drukuj.... i jest..
Teraz tylko wyciąć i na szybę, zaczęłam wycinać ale to ustrojstwo takie pozakręcane, że co chwilę albo ucięłam czułka, albo kawałek skrzydła.... no nie da rady tak.
Wiec jeszcze raz : kopiuj, wklej, drukuj i mam, ale teraz już nie robię koronki tylko kontury  i szybko na górę póki jeszcze mróz na szybie.
A później już tylko zdjęcia, ... i z góry, i pod światło, i z dołu, i w dzień, i wieczorem ....
teraz wybrać z tego chłamu coś najbardziej sensownego i wrzucić na bloga....
Nareszcie mam .... proszę się nie śmiać..... to najbardziej lodowe motyle jakie widziałam, chyba że jakiś entomolog zna inny gatunek niż mój....

rokitniańczyk lodowo - szybowy....podgatunek sypialniany...



i takim to sumptem mam nowy wystrój bloga....

No to tyle na dziś.... idę zaraz do łóżka poprzytulać się,  bo wszak dziś Dzień Przytulania a  mój Lutek  pewnie odwzajemni mi te pieszczoty....z nawiązką.

28 stycznia 2012

NETOWE PRZYJAŹNIE

Pisałam kiedyś o netowych znajomościach, że czasami są bardziej przyjacielskie i ciepłe niż znajomości w Życiu. Net ma jednak to do siebie , że wybieramy sami swoich znajomych poznając ich poprzez posty na których piszą, ..   stylu pisania, po zainteresowaniach, pasjach....
Są portale  gdzie spotykają się ludzie o określonym wieku, ja znalazłam taki sześć lat temu, długo się tam nie logowałam, podczytywałam wypowiedzi.... ale w końcu odważyłam się napisać  ....
I jestem tam do dzisiaj.... mam sprawdzonych przyjaciół, mogę tak określić tych ludzi, choć nie wszyscy znamy się osobiście.
Pisałam o tym ,że Ludwik szukał piosenki ze swojego dzieciństwa o Ludwisi w czerwonej czapeczce,  słuchał jej mając    4-5 lat,  a  i podśpiewywały mu to trochę przewrotnie starsze siostry.
Czuł do niej szczególny sentyment, poszukiwał przez lata  - bo nie znał ani wykonawcy ani tytułu....Kiedyś w rozmowie wspomniał o tym, powiedziałam,  że spróbuję poszukać choć danych prawie zero.... Ale po co się ma przyjaciół na forum? napisałam wspominając tylko o tej "nieszczęsnej czerwonej czapeczce" i po 20 minutach dostałam wiadomość.....zobacz , czy o tę piosenkę chodziło ?
Ściągnęłam i włączyłam głośniki..... trzeba było widzieć minę Ludwika, miał dokładnie łzy w oczach i z radości i sentymentu. To była TA piosenka....Puszcza ją sobie teraz codziennie a już obowiązkowo w samochodzie na dobry początek....
I choć nie znam osobiście Tereski z drugiego krańca Polski - na hasło "pomocy" od razu był odzew. Tereniu jeszcze raz dziękuję , sprawiłaś radość mojemu mężowi niesamowitą, do tej pory powtarza , że to jeden z najpiekniejszych epizodów w jego życiu.... poczuł  powtórnie smak radosnego i szczęśliwego dzieciństwa...
Tak więc po wielu rozmowach na forum, na przeróżne tematy  - od polityki, poprzez muzykę, kulinaria, robótki ręczne itd... zapytałam kiedyś czy nie warto byłoby się spotkać i poznać osobiście. Oczywiście , że warto..... i osoby mieszkające w powiedzmy województwie i częściowo poza.... postanowiły przyjechać.
Zorganizowałam wspólnie z moimi znajomymi mieszkającymi w pobliżu takie spotkanie w zamówionym lokaliku przy zestawionych stołach , przy kawce i ciastku.
Pierwsze spotkanie,... myślę że koleżanki nie będą miały mi za złe publikacji ponieważ zdjęcia wisiały i wiszą na portalu...




W następnym roku zorganizowałam kolejne spotkanie....

przywitanie nowych gości


Niestety  następne  spotkania odbywały się już w innych miejscowościach a ja ze względów osobistych już w nich nie uczestniczyłam...choć w tym roku... być może   dołączę do "swojej grupy".

Powinno się przynajmniej raz dziennie
przeczytać jakiś ładny wiersz,
zobaczyć piękny obraz,
posłuchać przyjemnej piosenki
lub porozmawiać
z najlepszym przyjacielem.
W ten sposób budujemy
piękniejszą, bardziej wartościową
część naszego istnienia.

(Heinrich von Kleist)

26 stycznia 2012

SMOK I DZIKIE GĘSI

Miało być o gęsiach....
ostatnio bardzo często widzimy na niebie klucze tych ptaków.....Lutek fotografuje  bo wygląda to bardzo widowiskowo. Gęsi nie lecą  kluczem tylko taką dziwną falą....
i wielokierunkowo.....











Jak na dworze robi się mroźniej to gęsi wiedzione chyba instynktem odlatują na południowy zachód....   a kiedy nadchodzą cieplejsze dni gęsi jakby wracają z powrotem... ???
Nie jestem ornitologiem , nie wiem jaki to gatunek  gęsi ani nie wiem kiedy i gdzie odlatują . Słychać tylko z daleka ich gęganie.
 Przyglądając sie zdjęciom zastanawiam sie czy i w tym kluczu nie lecą w różnych kierunkach .... jedne w prawo drugie w lewo.....
W pobliżu mojego domu jest duży staw zwany "bagnem" przez wędkarzy..... być może tam przebywają ?

słynne bagno....

 Niemniej na niebie jest wtedy widowisko... Mnie kojarzy się to z latającym smokiem.... ale przecież
Chiński nowy rok zaczyna się 23 stycznia podczas nowiu Księżyca w znaku Wodnika. Przed nami Rok Wodnego Smoka, a to jeden z najszczęśliwszych znaków w tym dalekowschodnim zodiaku. 


Na Dalekim Wschodzie smoki to najwspanialsze stworzenia, jakie tylko można sobie wyobrazić. Mają lwią grzywę i długie wężowe ciało. Latają w chmurach i czasami ludziom udaje się zobaczyć ich łapę, która przebija przez obłoki.

Lata, jakimi władają, uznawane są za szczęśliwe, bo Smok jest symbolem potęgi, bogactwa i sprawiedliwości. Dlatego w 2012 roku ludziom szczęście będzie sprzyjać. Smocze lata przynoszą światu wielkie zmiany, przyspieszają bieg wydarzeń.

I co tu mówić.... wiesz znaleziony w sieci.....

Smok


Gdy byłam bliska płaczu,znalazłam smocze jajo.
Poczułam jak uczucia pod tą skorupką grają.

I wzięłam je do domu.
Okryłam szczelnie kocem.
Nawet nie pomyślałam! Że,się w nim zauroczę.

Niewinne i samotne.
Zupełnie tak jak ja!
Mające tak niewiele.choć życie cenę ma.

Ogrzałam je w moich dłoniach.
I rosło. Odżywało.
Wiele,wiele dni....
To rozbudzanie trwało.

Aż nagle w zimną noc,
Gdy znów się zasmuciłam,skorupa pękła.
Z trzaskiem!
Wtedy go zobaczyłem...

Na moich oczach wyrósł,
Jak w przyśpieszonym tempie.
I nagle tak ogromny!
Serce zadrżało ciężkie.

Potężny lśniący smok,
spojrzał prawym okiem!
Otulił swoim skrzydłem,
ryknął miłości głosem.

Dziękował żarem słów,
oczyma strzelił w serce.
Poczułam..
Właśnie wtedy!

Że ktoś mnie kocha... wreszcie. 
~13p

25 stycznia 2012

KRUCZE SKAŁY

Zgodnie z wczorajszą obietnicą  dzisiaj trochę o Kruczych Skałach koło Jerzmanic Zdroju.
Krucze Skały to grupa skał, które m.in. na skutek działalności erozyjnej Kaczawy i procesów wietrzenia przybrały formy przypominające baszty i grzyby. Są zbudowane głównie z górnokredowych piaskowców, a w wyższych partiach także ze zlepieńców. Krucze Skały uznane zostały za pomnik przyrody nieożywionej.
z netu

skały przypominają formacje w Górach Stołowych  , dobre do wspinaczek skałkowych.
Jerzmanice były kiedyś miejscowością uzdrowiskową, przyjeżdżało się na kurację koleją, a witał przyjezdnych piękny dworzec. Dzisiaj pozostały z niego ruiny i  znów serce boli na tak zniszczone piękno....
Dworzec wybudowany w latach 1871 - 1896 przypomina trochę dawny Dworzec Świebodzki we Wrocławiu



Skalne Źródło

Źródło znajduje się pod Kruczymi Skałami. Charakterystycznym elementem jego obudowy jest kolumnowy, klasycystyczny portal z końca XIX w. - pamiątka z czasów działającego kiedyś w Jerzmanicach-Zdroju zakładu leczniczego (Hermsdorf Bad).



skalny potok
Dziś to wszystko tonie w błocie , niszczeje....

tutaj robię zdjęcie Ludwikowi, a on stał po przeciwnej stronie i robił mnie....:))


W powietrzu czuje się wiosnę, szok ...ale kwitnie już leszczyna, zaczynają wychodzić z ziemi przebiśniegi....a dzikie gęsi nadal głupieją..... fotki będą jutro.

24 stycznia 2012

ACTA


Przeglądam największe nasze  portale społecznościowe,  i ... nie wiem co mam napisać.... brakuje słów na żałosne zachowanie czołowych polityków, wojskowych....
to już nawet nie kabaret....  to żałosne widowisko w wydaniu  naszych władz ... aż chciałoby się zawołać za Sienkiewiczem....



 Kto i w jaki sposób może nas czyli Polaków  "bronic i osłaniać" jako Państwo , jako Naród...  kiedy...

Kim są administratorzy rządowych stron, którzy tak słabo zabezpieczają ministerialne witryny? Tego nie wie nawet sam minister cyfryzacji. Michał Boni ujawnił w rozmowie z RMF FM Tomaszem Skorym, że rząd dopiero to sprawdza. I to w rozbrajający sposób, a mianowicie - wysyłając ankiety.

http://wiadomosci.wp.pl/title,Rzad-nie-wie-kto-zarzadza-jego-stronami-w-internecie,wid,14192910,wiadomosc.html 


Co sądzić o ABW ?

http://wiadomosci.wp.pl/title,ABW-uciekla-przed-hakerami-ale,wid,14192199,wiadomosc.html

Polityką interesuję się na poziomie przeciętnego  "czytacza",  i tak nie mam wpływu na to co się wokół mnie dzieje...jakie ustawy się forsuje, .... ale te ostatnie wiadomości mnie po prostu zwaliły z nóg mówiąc kolokwialnie.

POSZUKIWANIE ZIMY

Wczoraj wieczorem zaczął  padać mokry śnieg, no myslę sobie nareszcie nadchodzi zima. Rano patrzę przez okno i mówię do Ludwika, trzeba gdzieś wyjechać i poszukać Pani Zimy bo aż wstyd, nie mam ani jednego zdjęcia prawdziwiej zimy ...a zaprzyjaźnione blogi aż uginaja sie pod zwałami sniegu.
Tak więc po wypiciu kawy i nie zjedzeniu nawet śniadania wsiedlismy w samochód i w droge, aby zdążyc przed słońcem bo pewnie resztki tego nędznego puchu zostana rozpuszczone.
I oto efekty ŁAPACZY ZIMY  hi hi....
Proszę Państwa proszę się nie  śmiać i nie pokazywać kółeczek na czole....
u mnie jest taka zima.... taka i już,...
Kilka fotek z ogrodu, nie wytrzymałam i zrobiłam "ku pamięci " jakby szybko stopniał śnieg...

nasze wilcze łyko
nasz zimowy ogród
nasz ogród
a to świąteczna choinka, która wróciła z powrotem do ogrodu....
A to już '" profesjonalne poszukiwania zimy w okolicy....

jak widać droga czarna....

ale pola przyprószone bielą
zatrzymujemy się przed pomnikiem....

jedziemy dalej.....
będę miała zdjęcie :)))



 Jesteśmy juz głodni, ale  "po drodze " zahaczamy o Krucze Skały.....
o  nich  będzie następny post....
 i jeszcze nasze zimowe bukszpany....

18 stycznia 2012

BEZ TYTUŁU

Kochane Dziewczyny bardzo dziękuję za ciepłe i konstruktywne słowa wsparcia....to mnie utwierdza w tym, że zaczęłam jednak słuszną walkę o usamodzielnienie młodego . Nie chodzi mi  o to aby "wyrzucić " go z domu , ale o to aby SAM wreszcie zrozumiał, że na swoje życie pracuje się SAMEMU anie ślizga po plecach  najbliższych sądząc,  że jakoś to będzie. Musi zacząć myśleć o swojej przyszłości. Ja jestem otwarta i skłonna mu pomóc ale on musi SAM CHCIEĆ SIĘ ZMIENIĆ.

Czy mi się to uda ? nie wiem, ale próbować zawsze warto mając na myśli dobro drugiego człowieka...

NASZE ZWIERZĘTA

Pisałam juz kiedyś o naszych zwierzakach, psach i kotce,dzisiaj postanowiłam rozszerzyć temat.... Na pierwszy rzut idzie  Mosia.

 Mosia vel Majka
.....została uratowana z miotu przygotowanego do uśpienia. Weterynarz zadzwonił do męża mówiąc że są ładne pieski,  które właściciel , pracownik PGR-u  postanowił uśpić / cały miot/ bo  psia mama popełniła mezalians   i zakochała się w piesku tamtejszego Proboszcza. Żeby było dosadniej,  miejscowość z której pochodzi Mosia nazywa się  Proboszczów a parafią jej  jest Pielgrzymka  :)))
. Tylko miejsce urodzenia hmmm... nie arystokratyczne  - bo kurnik.
Stąd też nie dziwi nas zachowanie naszej Damy.
Wczoraj odwiedził nas zaprzyjaźniony ksiądz Roman, którego nasz Mosia wita zawsze "całując "  a i później zasiada na krzesle przy stole i nie daje się odgonic. Uważą że ma prawo siedzieć z nami  na równi.... brak tylko Wójta i Pana, bo Pleban jest obecny.
Tak samo zachowuje się w stosunku do innych duchownych, z którymi mamy dobre kontakty i często nas odwiedzają.

Judaszowy uśmiech Mosi......

 fotka z dzisiejszej zabawy.... taka mamy zimę tego roku....

Misiek, vel Gudłaj....
sama się kiedyś pytałam skąd  to drugie psie  imię, Ludwik odpowiedział że  w czasach jego dzieciństwa często na wsi tak nazywano psy.... hmmm teraz po "konsultacji na Wikipedii " już wiem....:(
Misiek został też uratowany, jego poprzedni właściciel zmarł, pies uciekł, błąkał się po okolicy , ponieważ był duży i agresywny postanowiono go zastrzelic :((((
dobry Lutek przygarnął go , ale musi byś uwiązany bo często odzywa się w nim dusza włóczęgi i ucieka.... Do tej pory ponoć nie reagował na przywołanie więc trzeba go było jakoś straszyć aby wrócił. Od kiedy zamieszkałam tutaj  na hasło sąsiadów,  że Misiek się błąka Ludwik chciał przywołać go po swojemu, ale mówię poczekaj, ja go przyprowadzę....wzięłam smycz i poszłam.... Misiek stał i patrzał z niedowierzaniem na mnie co zrobię.... ale po zawołaniu go zaczął machać ogonem i sam przyszedł aby mu założyć obrożę.... bez problemu przyszliśmy do domu a Misiek był wręcz zadowolony z wycieczki i z radością wszedł na podwórze.

Misiek już jest stary....
 ..więcej śpi w budzie niż wychodzi na zewnątrz....ale mnie zawsze wita szczekając i ciesząc się.... no wie kto go karmi hi hi...


Micia... Kicia.....
Kotka , która jako maleńkie kociatko przyszła pod drzwi  poprzedniej  zimy,  kiedy były takie silne mrozy. Dostała jeść...i juz została.... choć  jest dzika i do domu nie wchodzi, co najwyżej do przedpokoju aby głosno miauczeć że jest głodna. Karmię ją codziennie na równi z psami. Jest dziwna, bo woli psią miskę z kaszą i mięsem niż to co "koty lubią ponoć najbardziej" Jest do tego bardzo inteligentna , bo kiedy latem mówię do niej... Mićka tyle myszy wokół / mamy sąsiada z dużym gospodarstwem, stodołą, oborą.... /  za domem łąka i las....gdzie często widzę polujące koty...  ]  ...a ty tylko miau i miau.... nie umiesz nic złapać? 
No i od tego czasu przynosi nam pod drzwi a to myszy, a to jakieś inne gryzonie, a to wróbelka.... podrzuca przy misce abym widziała że "potrafi łowić" ale tego nie je....
Czasami Mośka się skusi na dużą tłustą  mysz i ją zje, wtedy Micia patrzy ironicznie na nią  myśląc pewnie  oj  głupia ty głupia ty....
Ja się śmieję,  że jest wegetarianką albo jeszcze jakąś inna wege.....

PANI MICIA


Dzisiaj był właśnie taki dzień , myszopodobne  zostało złożone pod drzwiami więc postanowiłam opisać te nasze zwierzęce historie.
Nadmienię,  że Micia dwa razy była mamą, ale nie interesowała się w ogóle swoim potomstwem. Dopóki trzymałam je wysoko w pudle i tam ją karmiłam to trochę z nimi siedziała, ale kiedy podrosły na tyle,  że zaczęły same wychodzić i penetrować okolicę,  zostawiała je na pastwę losu, no a ja niestety nie byłam w stanie wszystkiego dopilnować...
Teraz zdjęcia z dzisiejszego dnia...


przyniosłam śniadanie....
nooo złapałam ale MI NIE SMAKUJE   ...fuj !!!!


może Mosia się skusi ????
 fuj... ja też tego gatunku nie jadam.... wrrrr