30 grudnia 2011

PODSUMOWANIE

Zakończenie starego roku zawsze skłania do przemyśleń i podsumowań.... co było dobre, co złe....Pewnie jutro nie będę miała czasu  na pisanie ,  bo choć sylwestra spędzamy w domu....to  do przemyśleń musi być nastrój, spokój.... Teraz siedzę w salonie i piszę, Ludwik pojechał do lasu... no a młody jeszcze nie wstał....
co złego spotkało mnie w  tym roku ?
 - awantury i ucieczki z własnego domu, które poskutkowały rozwodem...
- reakcja starszych dzieci w stosunku do mojej osoby.... słowa najstarszej...."jakim
prawem ja chcę być jeszcze szczęśliwa mając 60 lat !!!!" bolą i będą bolały do końca życia
- brak zrozumienia i rzetelnej oceny mojej  sytuacji przez resztę rodziny ..... nikt nie pokwapił się chociażby porozmawiać  nie mówiąc o spotkaniu...
- to że najmłodsza, pełnoletnia panna mając szkołę na głowie mieszka daleko ode mnie...
- użądlenie Ludwika przez osę i OIOM..... dla mnie szok i wielki strach


a dobre ?
- przede wszystkim to,  że poznałam Ludwika, który pomógł mi przetrwać czas rozwodu, wspierał i wspiera mnie nadal we wszystkim
- nietypowe zaręczyny a później ślub....
- nasze wspólne wędrówki po górach, rozmowy, dyskusje.... to wszystko czego mi brakowało do tej pory, ciepło i dobro bijące od mojego męża pozwalające być szczęśliwą w naszych  osobistych relacjach
- cieszą mnie dobre oceny mojego dziecka, zaradność i samodzielność....
 bo wiem , że kiedy mnie zabraknie , da sobie radę w życiu...

A o czym marzę, cichutko i skrycie ?
przede wszystkim abyśmy byli zdrowi, bo wiadomo , że z wiekiem dopadają ludzi choroby,   Marzy mi się , że młody zacznie pracować i znajdzie swoje miejsce w życiu , niekoniecznie siedząc nam na garbie, a my będziemy mogli w spokoju mieszkać i najnormalniej żyć.....

moim Czytelnikom i wirtualnym Przyjaciołom życzę:

Niech w Nowym Roku, świat będzie dla Was pełen ciepła, radości i przyjaciół, a w Waszym domu niech nigdy nie zabraknie miłości i zrozumienia.

26 grudnia 2011

ŚWIĘTA


Dziś byliśmy w  odwiedzinach u mojej córki.... ponieważ ma w domu groźnego psa, z którym NIKT !!!! nie jest w stanie zostać, nie mogła przyjechać do nas, więc uzgodniliśmy że drugi dzień świąt jest dla niej....
i tak też było....
wyjechaliśmy przy ładnej pogodzie, powietrze przejrzyste, widoki po obu stronach szosy bezcenne, pięknie widać teraz góry  gdy nie zasłania ich kaskada liści.
No i spotkał nas szok termiczny..... śnieg, ludzie na nartach, wyciągi w pełnym obłożeniu.....prawdziwa ZIMA.....
na dowód parę fotek.....
Spędziliśmy razem wspaniałe chwile, porozmawialiśmy sobie , pośmialiśmy się..... później gorąca herbatka w domku... i czas wracać, bo po zmroku trudno jechać, wiek robi swoje.... już nie ten refleks i oczy, a jednocześnie trzeba uważać na "świątecznych kierowców" kilkoro nas  wymijało pędząc chyba 100 i przekraczając ciągłą ....
a chciałoby się jeszcze trochę pożyć.....na tym świecie...

atak na fotografa



i gdzie tu iść ??????
oglądamy narciarzy

z Ludwikiem....



przeszkadzała tylko mgła.....

choinka w schronisku...

25 grudnia 2011

WIGILIA 2011

Miałam obawy jak przebiegnie nasza tegoroczna  wigilia, wszystko wskazywało na to ,  że nie będzie zbyt rodzinnie.
Mieszka z nami syn mojego męża, chłopak 21 letni, który   nie uczy się , nie  pracuje.... taki wolny ptak....  który jednakże mieszkając z nami korzysta ze wszystkiego co jest w domu. Ma światło, gaz,  , ciepłe kaloryfery....mieszka w swoim pokoju.... korzysta ze wszystkich sprzętów...w zamian nie dając nic....Sytuacja pogorszyła się z chwilą zawarcia przez nas związku małżeńskiego, poczuł zagrożenie, nie może już manewrować ojcem, okłamywać go, okradać... itd....
Próbowałam na początku z nim rozmawiać, nawet mielismy dość dobry układ, bo skoro mieszkamy pod jednym dachem to trzeba sobie w jakis normalny sposób ułożyć stosunki. Dopóki jadł w domu śniadania, obiady....było dobrze mimo że spał do południa, wstawał, jadł i wybywał.... wracał w nocy często pod wpływem....., na papierosy i coś tam zawsze miał....   nie mówiłam nic, myślałam że zrozumie że ja nie jestem jego wrogiem i,  że zacznie mimo wszystko w miarę normalne życie.
Ale po naszym ślubie odmieniło się na gorsze.... powiedziałam mu , że niestety ale ja pasożyta utrzymywać nie będę, musi podjąć pracę , to był warunek.... ale niestety jaki pracodawca zatrudni kogoś kto jest nieobowiązkowy, konfliktowy ? zdarzało się że przyjeżdżał pracodawca po niego do domu np  o godz 10.oo a młody wykrzyczał przez okno.... że... pip pip.....i  kładł się nadal spać.
Zaczęły się więc z jego strony obraźliwe słowa pod moim adresem, złośliwości....
Utrzymujemy z mężem oboje ten dom, choć gro opłat spada właśnie na męża, np zakup opału  na zimę.... młody nie skalał rączek wyniesieniem choć jednego wiaderka popiołu z piwnicy, nie mówiąc o śmieciach, gdzie nawrzuca do kosza  pustych butelek po piwie i na moją uwagę że ja stara kobieta nie będę wynosiła jego butelek potrafił  powiedzieć ...to pani ma problem nie ja....
To tyle wyjaśnienia.... nie pisałam do tej pory nic na ten temat bo sądziłam , że jakoś sobie  choć trochę pozytywnie te nasze stosunki ułożymy.
Młody to "taki Januszek"  - starsze czytelniczki na pewno pamiętają ten słynny film o Januszku.
Nie chcę konfliktów we własnym domu.... dlatego obawiałam się jak przebiegnie tegoroczna wigilia....

Młody bez słów wyszedł w południe z domu.... ja przygotowałam tradycyjną kolację, na którą zaprosiliśmy męża starszego  brata, który jest sam, nie ma własnej rodziny .Było spokojnie i rodzinnie, do momentu kiedy młody około 21  wpadł do domu.... podszedł do męża brata ze słowami....."wuja wszystkiego najlepszego"...
nas ominął jak mija się  tramwaj na mijance.... bez słowa ...ale z triumfującą miną jak to nam "dołożył"   i wyszedł...
I tak to wyglądało.....

Ale dobrego nastroju nam nie popsuł..... w pokoju świeciła ubrana przeze mnie choinka, na stole pachnące igliwie, świece....
w pewnym momencie Ludwik mówi do mnie.... nie widziałaś gdzieś na górze płyty z kolędami? położyłem ją chyba w sypialni.... idź proszę i zobacz to  ja przygotowuję gramofon....
poszłam na górę, Mośka oczywiście za mną... ale nic nie znalazłam.... nagle słyszę ...Wanduś chodź szybko na dół, ale szybko bo jeszcze może zobaczysz....
popędziłam po  schodach na dół,  pies za mną...drzwi na taras otwarte, Ludwik na tarasie woła zobacz... zobacz.... na niebo.... patrzę i nic nie widzę, no niebo i gwiazdy widzę, nic więcej, pytam a co miałam zobaczyć bo nie wiem....
Ludwik z szelmowskim uśmiechem mówi .... no właśnie Gwiazdor odjechał, gdybyś się pośpieszyła to byś go jeszcze zobaczyła.....
trzeba było widzieć moją minę.... Mośka też zadarła łeb i  patrzała w niebo jak pańcia....
dopiero po chwili kiedy Lutek powiedział ...ale on był w domu i zostawił coś pod choinką... do mnie dotarło, że to wszystko celowa mistyfikacja....Mina moja była bezcenna....
a pod choinką znalazłam kalendarz.... ale nie zwyczajny.... popłakałam się tym razem z radości....
Nie sądziłam , że mój mąż potrafi  w tak niesamowity sposób sprawić mi taką radość.Musiał przecież tyle czasu poświęcić na przygotowanie tego prezentu... dla mnie liczy się właśnie ten gest, ta włożona praca....i za to go właśnie kocham.... że jest nietuzinkowym, wartościowym, z piękną duszą człowiekiem....dla którego moja radość okazała się bezcenna i jak powiedział warto było dla tej chwili mojej radości wykonać ten prezent. Moja radość była dla niego jak powiedział najcenniejszym prezentem.
Czy tak się zachowuje szacowny 60 - letni dziadek  i babcia ?


Do córki jedziemy w drugi dzień świąt..... relacja pewnie będzie....
a to fotki....

nasza choinka


a to mój prezent od Gwiazdora














23 grudnia 2011

ŚWIĘTA

Na wszystkich portalach już święta.... u mnie prawie też, dzisiaj dzień" kuchenny".. gotowanie , smażenie, praktycznie już wszystko mam zrobione. Jutro ubieramy choinkę, Ludwik wykopał niedużą z naszego ogrodu, wstawiliśmy ją do donicy z ziemią a jutro tylko trzeba będzie ją przystroić.
Wczoraj też byłam w naszym parafialnym kościele sprzątać i ubierać choinki, było nas 3 panie ...w wieku 60 +  .... młodzieży ani śladu , choć ksiądz prosił dzieci idące do bierzmowania o pomoc w ustrojeniu kościoła. Dwaj panowie oprawili w stojaki choinki, pozakładali lampki, ustawili figurki w żłobku, a ja ubierałam.... 5 olbrzymich choinek.Nie wiem jak jest gdzie indziej, ale mnie ten marazm  i obojętność  społeczeństwa wiejskiego bardzo zdziwiła. Pewnie na pasterkę stawi się cała wieś.... będą śpiewać kolędy, chwalić wystrój..... ale do pomocy nie było nikogo...Smutne to
Zastanawiam się co będzie jak wymrze stare pokolenie ludzi dla których praca i ta społeczna jest chlubą. Pewie będą zamykane kościoły i kaplice tak jak na zachodzie bo to "niepotrzebny przeżytek"
Lepiej iść do marketu , pooglądać kolorowe  światełka, wysłuchać nieśmiertelnych piosenek.. tak tak nie kolęd ale piosenek w wykonaniu np:
Shakin Stevens - Merry Christmas Everyone
Cascada - Last Christmas
George Michael (Wham) - Last Christmas
 niż wczuć się w klimat prawdziwych świąt z polskimi kolędami...
 Powiem jeszcze , że niezbyt sympatycznie zapowiadają się te nasze święta, na które czekałam  ,a  nie piszę więcej bo to i tak nic nie da.
Dodam też , że była zbiórka na pogorzelców, ludzie się w tym temacie jakoś zmobilizowali,  


A teraz chciałam wszystkim czytelnikom mojego bloga złożyć jak najcieplejsze i najserdeczniejsze życzenia...

Wejdź w serca nasze Dziecino,
Wejdź w cały polski nasz kraj -
Niech dusze nasze nie giną...
Łaską Twą ożyć im daj!

Bez Ciebie pusto i głucho,
Bez Ciebie smutno i źle...

Przy wigilijnym stole

Że, jako mówi nam wszystkim
Dawne, odwieczne orędzie,
Z pierwszą na niebie gwiazdą
Bóg w naszym domu zasiędzie.
Sercem Go przyjąć gorącym,
Na ścieżaj otworzyć wrota -
Oto co czynić wam każe
Miłość, największa cnota.
Jan Kasprowicz....

 

19 grudnia 2011

TRAGEDIA

Miałam zamiar opisać Złotoryjską Wigilię w Rynku....  jako kontynuowanie ciekawej tradycji, ale wczorajsze wydarzenie  skorygowało plany
...Wieczorem po powrocie z kościoła około godz 20 usłyszeliśmy sygnał staży pożarnej....po chwili już jechało ich kilka, tragedia wydarzyła się w naszej miejscowości, spłonął budynek zamieszkany przez dwoje starszych ludzi, naszych rówieśników....
Pożar gasiło 8 jednostek SP ,  a jeszcze i dziś strażacy kontynuowali prace na pogorzelisku.
Nie znam jeszcze przyczyny pożaru, ale  ludzie zostali na zimę bez dachu nad głową.
Pewnie władze i sąsiedzi pospieszą z pomocą, bo już wczoraj były takie zapewnienia. Zobaczymy na ile  się spełnią.
A mnie jest ich po ludzku żal, wyobrażam sobie co czują kiedy stracili  cały dobytek jak nie w płomieniach to zalany wodą....
Czy będą potrafili się z tego podnieść ?

16 grudnia 2011

MUZYKA

Muzyka towarzyszyła mi   od urodzenia.... jest moim towarzyszem na dobre i złe. To najbardziej zmysłowe odczucie jakie znam , oprócz tego czysto fizycznego,   Mowa oczywiście o muzyce klasycznej choć  lubianą przeze mnie jest również pop, jazz, smooth jazz, czy też muzyka  ludowa.
Jako dziecko chodziłam do szkoły muzycznej, grałam na fortepianie, najpierw prościutkie sonatinki, wprawki , a  później  były   młodzieńcze  polonezy Chopina czy Dla Elizy Beethovena.
Grałam je dla swoich przyjaciół, którzy bardzo chętnie przychodzili do mnie, siadali na podłodze i przy zapalonych świecach słuchali tego co  spływało z klawiszy pianina.Wspominają to do dziś....
Dawne to czasy... pianina już dawno nie ma, a i zagrać z nut byłoby mi ciężko . Dlatego prawie codziennie , przeważnie w "godzinę pąsowej róży " słuchamy    muzyki . Ludwik ma piękna kolekcję starych  przedwojennych płyt winylowych a także płyt które odtwarza się na polifonie  / metalowych / . Nie wiem jak się one poprawnie nazywają,   ...
Kolekcja jest imponująca, prawdziwe perełki, ostatnio przyleciała ze Stanów Zjednoczonych... płyta " Polska Zmartwychwstanie", pieśni patriotyczne w wykonaniu Pawła Prokopieni, 
Muzyka Szopena towarzyszyła mi i towarzyszy zarówno w chwilach radosnych jak również koi ból w tych niezbyt miłych. Dźwięki potrafią oczyścić moją duszę ze złych emocji, ale  także podwoić radość.
Specjalnym sentymentem oprócz tych dwu koncertów f-moll i e-moll Szopena ,  darzę nokturny, to przecudne małe arcydzieła, których mogę słuchać w nieskończoność.

Od muzyki piękniejsza jest tylko cisza. 
— Paul Claudel

Muzyka to najsubtelniejsza forma przekazu, można stwierdzić, że żadna dziedzina sztuki nie porusza ani nie wpływa na podświadomość tak, jak muzyka. 
— Dawid Crossby

Muzyka jest jedyną zmysłową przyjemnością pozbawioną znamion grzechu.— Paul Samuel Leon Johnson


tym wszystkim jest dla mnie MUZYKA

15 grudnia 2011

WIECZÓR

Normalny wieczór jakich wiele .... jednak dla mnie jest niezwykły....
Siedzimy sobie z Ludwikiem przy stole, ja dziergam  , Lutek czyta gazetę, w tle słychać koncert e-moll Szopena, nasz ulubiony... pies drzemie na kanapie,  jest ciepło i przytulnie.
Patrzę na mojego męża siedzącego naprzeciwko jak w skupieniu czyta, i dziękuję Bogu , że dane jest mi przeżywać takie cudowne chwile. Może dla innych to nic niezwykłego,  ale dla mnie to jest właśnie szczęście, zwykłe , domowe.Z kochającym człowiekiem , Wiem , że kiedy wstanie od stołu podejdzie i mnie pocałuje, ot tak po prostu, bez słów, a ja wiem,  że to jest właśnie ta więź, ta bliskość która łączy dwoje  ludzi.
Później  pewnie zjemy kolację, porozmawiamy .... kontynuując rozmowę jeszcze w sypialni. Lubię też te chwile kiedy   leżę w łóżku, a  Lutek  stojąc opowiada o swoim dzieciństwie, za oknem już noc, daleko widać tylko światła na drodze, w sypialni pali się lampka, czasami nawet naftowa.....bo bardzo lubię jej żywe światło
i znów porównanie .... tutaj czuję się bezpiecznie,  nareszcie .....
I przychodzi mi do głowy myśl, jak można docenić zwykle normalne życie, ta zwyczajność   to przecież błogosławieństwo. Niektórzy jednak nie potrafią tego dostrzec i uszanować.Gonią nie wiadomo za czym pomijając cudowne chwile , które już nigdy nie powrócą drugi raz w takim  samym kształcie.

Wieczór jest wielkim wyciszeniem po trudach dnia, pośpiechu godzin ,można popatrzeć w lustro uczuć lotem fantazji obraz zrodzić. Och, niechby każdy był szczęśliwy wymową gestów, słów i czynów i aby bliskość była darem która nam daje moc olbrzymów. Pięknego wieczoru i kolorowych snów

14 grudnia 2011

PRZEBACZENIE

Dziękuję Dziewczyny za te ciepłe słowa, pisałam te słowa przeżywając wczorajszy dzień. Nie jestem mściwa, dawno już wybaczyłam za to wszystko zło, które mnie spotkało, wiem że człowiek nie może żyć w nienawiści, a przynajmniej ja tak  nie potrafię, ale ...

przebaczać wcale nie znaczy godzić się na wszystko."
Paulo Coelho

Powtórzę za Prymasem 1000 lecia :  
"Przebaczanie jest przywróceniem sobie wolności, jest kluczem w naszym ręku od własnej celi więziennej."

Już mi przeszła złość , tutaj mam  miejsce na wyrzucenie frustracji, każdy człowiek ma je na swoim koncie, przecież ten blog z założenia był moją odskocznią i ucieczką od problemów. Bez przelewania tych wszystkich złych emocji na klawiaturę nie wiem czy potrafiłabym nadal normalnie  funkcjonować. 
A przecież abym mogła dać innym szczęście to muszę sama być spokojna i pełna miłości,...

Jeżeli nie jesteśmy szczęśliwi
i jeśli nie jesteśmy spokojni,
to nie możemy podzielić się
pokojem i szczęściem z innymi -
nawet z tymi, których kochamy
i którzy mieszkają z nami pod jednym dachem.
Jeśli natomiast
jesteśmy pełni pokoju i szczęśliwi,
możemy się uśmiechać i rozkwitać jak kwiat,
a każdy członek naszej rodziny,
całe społeczeństwo
odniesie korzyść z naszego wyciszenia.
Thich Nhat Hanh





za Waszą obecność i słowa otuchy....

STRES

Wczoraj byłam u córki, oczywiście przyjechał eks aby "porozmawiać" bo sa sprawy do uzgodnienia. Rozmowa a właściwie monolog trwał 3,5 h , znów usłyszałam że to moja wina cały ten rozwód, że jakim prawem obnoszę sie .../ czytaj publikuje swoje zdjęcia na NK/ swoim szczęściem    z niedzielnych wypadów w góry, bo mu koledzy pokazują jaka to teraz jego był  żona szczęśliwa... Wyzwał mnie znów od czego tylko , a kiedy chciałam aby rozmawiać na temat konkretny  nie reagował. Nienawiść aż kipi z niego, to chory człowiek.... To co znów usłyszałam to nie nadaje się do publikacji.
Kiedy w końcu wyszedł zostało nam 15 min na rozmowę, popłakałam się znów, boli mnie serce że ojciec potrafi tak odgrywać sie na mnie poprzez własne dziecko.
Noc oczywiście nieprzespana, nadal boli mnie serce a z  tego brudu i pomyj którymi mnie znów oblał nie wiem kiedy się oczyszczę :(
Nie jestem mściwa, ale życzę mu aby poznał smak biedy i upokorzenia na własnej skórze....

                                               KAIN I ABEL

Nienawiść jest prostsza, choć krwawa.

11 grudnia 2011

MOJE PRACE I NIE TYLKO.....

Dzisiejszy post będzie bardziej zdjęciowy, ponieważ dzień jest już bardzo krótki więc wieczorami siadamy sobie z Lutkiem i zajmujemy się swoimi pasjami...
Ludwik renowacją i odnową swojej kolekcji - radia, polifony, gramofony, sprzęt radiowy wojskowy itp....a ja biorę do ręki druty i dziergam.
Ostatnio w sieci moda na szyjogrzeje więc i ja wydziergałam sobie kilka kompletów....
i tak zwykły , czarny na wycieczki do lasu
to też czarne...z tej samej włóczki co szyjogrzej

komplet kremowy do czarnego płaszcza....


w kolorze jesieni z czystej wełny....

z wełenki od Marty z Zagrody




zima więc mi niestraszna, ale ja i tak wolę jesień i cieszę się,  że jeszcze trwa.... bo dziś piękne słoneczko i radosny dzień...
a dlaczego ?   bo pozwoliliśmy sobie dziś po wczorajszej pracowitej sobocie , rąbaniu drzewa i znoszeniu do piwnicy..... na pełny poranny  relaks, poranny seks i kawusię w łóżku....z ukochanym mężusiem i .... hmmm Mosią w tle....
Psina jest  dyskretna, odwraca głowę i udaje,  że nic nie słyszy i nie widzi....
Ot psia inteligencja :)))

 a to nasze częściowe zapasy  drewna ...do przerobienia.....

10 grudnia 2011

PIERWSZY ŚNIEG

Dziś po raz pierwszy  tej zimy zobaczyłam przez okno wirujące płatki śniegu. Nie powiem , że lubię zimę, nigdy jej nie lubiłam, ale wiadomo na pogodę nie mam wpływu.Stojąc w kuchni przy oknie spostrzegłam na niebie jakiś obiekt, wyglądał z daleka jak płynący  smok, poruszający wielkimi skrzydłami. Po chwili zobaczyłam , że to klucz dzikich gęsi.... nawet nie klucz, leciały dość chaotycznie.... pewnie je ten śnieg przywołał do porządku i spostrzegły,  że niestety ale czas odlecieć. Skierowały się na zachód i z gęganiem odleciały. Szkoda że nie zdążyłam zrobić im zdjęcia.

Przegladając pocztę znalazłam link do schroniska dla zwierząt...
http://tablica.pl/nakarm-psa/
nakarmiłam dziś Tigra... jutro pewnie też.....

w ubiegłym roku też to robiłam, wiem że tam zwierzęta są nieszczęśliwe, pies mojej córki też jest wzięty ze schroniska, i traumę ma do dziś....choć jest kochany.
nie to co nasza Mosia, rozpieszczana i lelana....
Zwierzęta tak jak ludzie.... maja przypisany do swojego życia los... jeden spędzi je na łańcuchu, drugi w państwa łóżku.
Ale każda krzywda mnie boli, więc skoro mogę pomóc to pomagam..
pies córki

bez komentarza
 A to nasz drugi pies.... Misiek vel Gudłaj....
Misiek vel Gudłaj

po śmierci swego pana błąkał sie przez pół roku po okolicy , głodny i wycieńczony, postanowiono go  więc zastrzelić.... Ludwik wziął go do siebie, ratując mu życie. Misiek jest stary, musi być na uwięzi bo ucieka na drogę, ale chyba jest szczęsliwy.
Powiem , że kiedy przyjechałam tutaj po raz pierwszy ... na mnie nie ujadał, pozwolił się pogłaskać..... chyba wyczuł że nie jestem jego wrogiem.
Teraz przeżywa drugą młodość, cieszy się jak wariat  na mój widok ,
Dawniej jak uciekał trzeba go było siłą zaganiać do domu,   dwa dni temu też się "wyzwolił" i spotkaliśmy go na jezdni wracając samochodem do domu.
Wysiadłam , zawołałam...i pozwolił się spokojnie za obrożę zaprowadzić na podwórko. Ludwik mówi,  że to po raz pierwszy któś go tak przyprowadził.
Chyba się jakoś z tymi swoimi "gadami " dogaduję.

W sieci czytam już o przygotowaniach świątecznych, ja powiem szczerze nie czuję jeszcze tego czasu, wprawdzie Adwent  - tak....jest to czas piękny, czas oczekiwania....
W tym roku po raz pierwszy  wspólnie spędzimy z Ludwikiem te święta... i pewnie wtedy nastanie dla nas ten magiczny czas...wspólny opłatek, pasterka.... tak jak kiedyś marzyłam , że je spędzę....a przede wszystkim Miłość.... maleńka Miłość zstępująca z Nieba i nasza.... ta ziemska.

6 grudnia 2011

PROFESOR SEDLAK



Po raz drugi czytam wspaniała książeczkę Kazimierza Dymel "Skąd ten blask profesorze Sedlak".  Nie znałam tej pozycji, , Ludwik kupił ją w internecie,  bo jego księgozbiór został przetrzebiony przez nieuczciwych"pożyczaczy".
Miał ją kiedyś w swoich zbiorach, ale nie wróciła do domu,  wiec skoro nadarzyła się okazja  - kupił.
Przeczytałam ją z uwagą pierwszy raz , aby zaraz po zakończeniu wrócić na początek i delektować się już teraz tylko "perełkami".
Profesor w piękny i skondensowany sposób przedstawia swoje przemyślenia, tezy życiowe. Choć nie wszystko jest dla mnie jasne - Profesor jest uczonym o wszechstronnych zainteresowaniach, zajmuje się paleontologią, paleofizyką. Jest twórcą bioelektroniki, założycielem i długoletnim kierownikiem Katedry Biologii Teoretycznej Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego.
W książce która jest zapiskiem rozmowy z Profesorem jest wiele stwierdzeń podanych w taki sposób że mogą służyć jako "życiowe cytaty"
Odnalazłam tam tematy poruszane kiedyś na tym blogu, ja nie potrafiłam w tak prosty a jednocześnie skondensowany sposób ich przekazać, tutaj jest to podane w najprostszy i krystaliczny sposób.
Pisałam kiedyś,  że nie potrafię żyć pod kloszem, muszę mieć wokół siebie przestrzeń i możliwość działania...
Profesor pisze.....zawsze byłem cynikiem samotności i niezależności, a ponieważ nie pasuję swoimi wgłębieniami do oficjalnego garbu nauki, to zawsze znajdą sie tacy, którzy chcieliby narzucić niewidziany klosz.

Pisałam o tym że w życiu szukałam CZŁOWIEKA.....
Profesor pisze: Człowiekowi jest potrzebny CZŁOWIEK nie ludzie. CZŁOWIEK w rezonansie...

Zastanawiałam się kiedyś nad swoim wyobrażeniem Boga, o codziennych moich z Nim rozmowach, tęsknotach....o swojej symbiozie z przyrodą stworzoną przez Niego...
Profesor pisze : koczownik ma wyjątkowe, odmienne poczucie Boga. To własny wymiar zagubiony w pustce i trzeba właśnie sięgnąć do Boga szukając własnego wymiaru w nieskończonej pustyni. Wielkie rzeczy powstają tylko w samotności i w niepokoju, burzliwe czasy zawsze wyzwalają myślenie.
Człowiek który nie przeżył burzy nie jest nawet pustynią: ta przynajmniej ba burze piaskowe. Taki człowiek jest po prostu cmentarzyskiem, zunifikowanym, uformowanym,  po swojemu umundurowanym.....

Pisałam o swojej "mądrości czy też głupocie życiowej" , nie potrafiłam sobie czasami z nią poradzić, miotałam się wokół "własnego ogona"
Profesor stwierdza ..... mądrość życiowa  polega czasami na tym , że się ucieka w samotność, by powrócić do życia głębszym, pełniejszym , bogatszym.
Moje dążenie do zdobywania wiedzy było i jest nadal priorytetem życiowym, ale im więcej jej zdobywam  to  zdaję sobie sprawę , że mniej wiem.
Profesor pisze..... Im człowiek więcej wie, tym staje się mniejszy w swojej wyobraźni a głębszy i większy w swojej myśli.... A właściwie dopiero przyroda uczy nas pokory. Co dziwniejsze, również przyroda uczy nas bycia człowiekiem. I tak, kwiat uczy subtelności, bezmiar morza - nieskończoności marzeń, góry - marszu i wspinania się po kamienistej drodze aby stamtąd ogarnąć ziemię i wszechstrop niebieski. Po to jest to wszystko.

Piękne, mądre słowa.... i jak tu się nie zachwycić osobowością Profesora ?
Profesor Sedlak nie żyje ...odszedł do Wieczności w 1993 roku ale jego przesłanie żyje i żyć nadal  będzie. 

Jakże dziś brakuje mi takich mądrych naukowców, mających czystą duszę, szerokie horyzonty myślowe, preferujących miłość do ojczyzny i swojego narodu....działających  ku wzrostowi swojej Ojczyzny a nie ku jej upadkowi.

1 grudnia 2011

MODEROWANIE :((

Moi mili Goście, dopiero teraz zobaczyłam że przez przypadek włączyłam opcję moderowania komentarzy,  dzisiaj juz wszystko działa normalnie.I odpowiadam:
droga która uwiecznił mój mąż wiedzie od cmentarza na Wzgórze Zamkowe, ten mur to właśnie "plecy" muru cmentarnego. Lutek potrafi zobaczyć coś,  co  dla innych jest zupełnie niefotogeniczne. Tak było i tym razem, wracaliśmy z cmentarza i aby pochodzić jeszcze po lesie poszliśmy ścieżką na wzgórze.

 http://www.gazeta.zlotoryja.pl/index.php?option=com_content&task=view&id=4216&Itemid=3

Mieszkamy o krok od ruin zamku a właściwie ruin kaplicy.... oto kilka zdjęć....
pozostałości kaplicy zamkowej.... tylko tyle zostało...


 ścieżka Świętej Jadwigi
most wiodący do kościoła
droga w promieniach słońca




 kościół w Rokitnicy




Rokitnica - szopa przy kościele
nasz dom widziany ze ścieżki na wzgórze.....

no to na dziś   tyle, idę teraz do piwnicy rozpalić w piecu :)
bardzo lubię żywy ogień i palenie w piecu, Ludwik śmieje się , że po śmierci mam jak w banku angaż na "starszego piecowego w piekle"