31 października 2011

WSZYSTKICH ŚWIĘTYCH

Wszystkich Świętych to dzień , w którym  odwiedzamy na cmentarzach swoich bliskich, palimy znicze. Dla tych wszystkich którzy odeszli z tego Świata...

Tu jest pamięć i tutaj świeczka.
Tutaj napis i kwiat pozostanie.
Ale zmarły gdzie indziej mieszka
na wieczne odpoczywanie.

Smutek to jest mrok po zmarłych tu,
ale dla nich są wysokie, jasne światy.
Zapal świeczkę.
Westchnij.
Pacierz zmów.
Odejdź pełen jasności skrzydlatej.

Joanna Kulmowa


29 października 2011

ZWYCZAJNA CHWILA....

Dzisiaj piękny słoneczny dzień, wykorzystałam pogodę aby trochę posprzątać w ogrodzie. Pozbierałam jabłka , które spadły z dzikiej jabłonki, dołożyłam do pokrojonej pigwy i smażę dżem, na zimę będzie jak znalazł. Same witaminy , bez żadnych konserwantów.
Robię też otulacz na szyję, słabo mi to  idzie bo co chwilę zajmuję się czymś innym.... ale lubię te wypady do lasu czy nad rzekę. Właśnie wczoraj wyruszyliśmy z Ludwikiem na łowy foto...blisko , wokół domu i lasu.


Las o tej porze roku  gra kolorami, kocham więc jesień  miłością chyba wzajemną. Zawsze ta pora roku była mi najbliższa . Na polu pasło się stado saren ,   fotka niezbyt wyraźna bo robiona z oddali.


nasza miejscowość  jesienią też chyba wygląda najlepiej...

Ot codzienny , normalny dzień.... ale jakże pięknie ujął to zjawisko..... Paulo Coelho
 
Zawsze trzeba podejmować ryzyko. Tylko wtedy uda nam się pojąć, jak wielkim cudem jest życie, gdy będziemy gotowi przyjąć niespodzianki, jakie niesie nam los.

Bowiem każdego dnia wraz z dobrodziejstwami słońca Bóg obdarza nas chwilą, która jest w stanie zmienić to wszystko, co jest przyczyną naszych nieszczęść. I każdego dnia udajemy, że nie dostrzegamy tej chwili, że ona wcale nie istnieje. Wmawiamy sobie z uporem, że dzień dzisiejszy podobny jest do wczorajszego i do tego, co ma dopiero nadejść. Ale człowiek uważny na dzień, w którym żyje, bez trudu odkrywa magiczną chwilę. Może być ona ukryta w tej porannej porze, kiedy przekręcamy klucz w zamku, w przestrzeni ciszy, która zapada po wieczerzy, w tysiącach i jednej rzeczy, które wydaja się nam takie same. Ten moment istnieje naprawdę, to chwila, w której spływa na nas cała siła gwiazd i pozwala nam czynić cuda. Tylko niekiedy szczęście bywa darem, najczęściej trzeba o nie walczyć. Magiczna chwila dnia pomaga nam dokonywać zmian, sprawia, iż ruszamy na poszukiwanie naszych marzeń. I choć przyjdzie nam cierpieć, choć pojawią się trudności, to wszystko jest jednak ulotne i nie pozostawi po sobie śladu, a z czasem będziemy mogli spojrzeć wstecz z dumą i wiarą w nas samych.

Biada temu, kto nie podjął ryzyka. Co prawda nie zazna nigdy smaku rozczarowań i utraconych złudzeń, nie będzie cierpiał jak ci, którzy pragną spełnić swoje marzenia, ale kiedy spojrzy za siebie – bowiem zawsze dogania nas przeszłość – usłyszy głos własnego sumienia: „A co uczyniłeś z cudami, którymi Pan Bóg obsiał dni twoje? Co uczyniłeś z talentem, który powierzył ci Mistrz? Zakopałeś te dary głęboko w ziemi, gdyż bałeś się je utracić. I teraz została ci jedynie pewność, że zmarnowałeś własne życie.”

Biada temu, kto usłyszy te słowa. Bo uwierzył w cuda, dopiero gdy magiczne chwile życia odeszły na zawsze.
— Paulo Coelho
 I my czerpiemy z tego dobrodziejstwa Najwyższego, cieszymy się każdą podarowaną chwilą  aby nie zmarnować reszty swojego życia.

28 października 2011

SENIOR A NET

Nasza Polana zwróciła dziś uwagę na ćwierkające ptaszki, ja mam je na stałe wyłączone bo mnie "denerwują" .
Ale napiszę dlaczego były,  jak i wiele innych gadżetów zainstalowanych na blogu.
Swoją przygodę z internetem zaczęłam po przejściu na emeryturę, wprawdzie w pracy pracowałam na programie komputerowym, ale szefostwo nie pozwalało korzystać z netu, nawet z Lexa, aby nie "być mądrzejszym od samego Pryncypała".
Zaczynałam od zera, nie umiałam obrabiać zdjęć, wklejać je na forum, nie umiałam ściągać muzyki, nagrywać płyt, konwertorować.... no jednym słowem sierota :(
Tak SIEROTA -  ale zawzięta na wiedzę, uparta i cierpliwa. I tak krok po kroku nauczyłam się prawie wszystkiego czego potrzebowałam,  Kiedy więc na czyimś blogu zobaczyłam favikonę, melodię czy tzw. śnieg zaraz mnie brała chętka na szukanie i sprawdzenie czy i ja  "to potrafię" zainstalować u siebie. Czasami wracałam 3 kroki w tył, bo mi nie wychodziło, ale uparcie dążyłam do zdobycia wiedzy na ten temat. I zazwyczaj udawało mi się.
No a jak już miałam to zainstalowane ..czyli "sprawdziłam się " to po prostu już zostawało, tak było z zegarem, pogodą, ale ptaszki miałam wyłączone więc mi nie przeszkadzały. Dziś odleciały do ciepłych krajów....i stąd moje podziękowanie dla  Naszej Polany,  że zwróciła na to uwagę.
To tyle gwoli wyjaśnienia. Nadal nie umiem wielu rzeczy ale mam jeszcze chęci aby się nauczyć i uczę się cały czas.

 z netu....

I najważniejsze....
gdybym nie umiała poruszać się w necie ... nie poznałabym Ludwika i nie byłoby tej naszej   BOOK OF LOVE

27 października 2011

WLEŃ I PAŁAC LENNO

Obiecałam kiedyś , że opiszę wycieczkę do Wlenia, było to wtedy kiedy objechaliśmy i Siedlęcin i Perłę Zachodu a na końcu w drodze powrotnej przejeżdżaliśmy przez Wleń . Ale jakże nie skręcić z głównej drogi i nie pojechać  w nieznane....A właściwie znane ale dawno nie odwiedzane...

to Zamek Wleń i Pałac Lenno

http://www.zamki.karr.pl/pr_zamek.asp?id=43&ln=p
obecny właściciel Belg Luk dokonał prawie cudu doprowadzając pałac do takiego stanu.... na jego blogu widać postępy prac remontowych, zaczynał prawie od zera  , pałac był ruiną. Dziś jest pięknym obiektem, choć jeszcze jest dużo do zrobienia.
Ale należy się Lukowi wielki szacunek za to czego dokonał... i to za WŁASNE pieniądze.
to link do blogu Luka
http://www.vanhauwaert.org/luk/

to  częściowo odrestaurowany dziedziniec ,
Do pałacu przylega kościół z kaplicą, niestety zamknięty na 4 spusty, mauzoleum tudzież zamknięte, park ze starodrzewiem....stuletnie cisy, lipy....
 Ludwik na tle cisu....
Po zwiedzeniu wszystkich możliwych zakamarków wypiliśmy pyszna kawę z pałacowej kawiarenki , zamieniliśmy parę słów z właścicielem i ...pewnie wrócimy tutaj na wiosnę kiedy zakwitnie pałacowy sad za gumnem....
Mosia już zagląda do pałacu...pachnie kawa....


pałacowy ogród i Domek Ogrodnika
 brama do tajemniczego ogrodu

widok na Karkonosze
w dzikim winie......
zmęczeni ale szczęśliwi wracamy do domu po dniu pełnym wrażeń...

CODZIENNOŚĆ

Dzień jak co dzień.... rano poranna kawa, później śniadanie, odczytanie poczty.... przygotowanie do obiadu.... Ale i codzienne wyjście do ogrodu, na łąkę , do lasu...
Przestało właśnie siąpić więc wyszłam z e swoim "cieniem" zaczerpnąć świeżego powietrza. Na łące sąsiada Mośka zobaczyła kota, popędziła więc jak strzała, ale kocica była szybsza i wskoczyła na drzewo.....

przypomniała mi się bajka z dzieciństwa o kruku i lisie.... tutaj też tak wyglądało.... Mośka czekała aż "kot spadnie" :) a kocisko ją ignorowało myjąc leniwie pyszczek...
czekam aż spadnie.....

....niedoczekanie twoje.....
trwało to trochę...ale w końcu psina zrezygnowała  .
Obeszłyśmy nasze  siedlisko robiąc parę fotek. Za płotem przy boisku rośnie wspaniały dąb bezszypułkowy, razem z brzozami i świerkiem stanowią piękna kompozycję zwłaszcza teraz,  jesienią kiedy złocą się i brązowieją liście.

a to już nasz domek , też wyzłocony liśćmi brzozowymi....


widać że zadowolona ze "spaceru"
choć posesja nie jest ogrodzona, Mosia jest szczęśliwa jak może wyjść razem z nami, idzie wtedy w środku równając krok do naszego no i bardzo się cieszy jak rzucamy  jej kija, biega wtedy  okazując baaardzo  swą radość....
Po powrocie  normalne, codzienne krzątanie, choć Hrabina kładzie się na kanapie i udaje damę....
Mój dom

Moj dom wśród pachnącej zieleni
Miękko przytula i pieści
Tam poezja rozwija fantazje
Jest balsamem na wszystkie boleści

Czasami błądzę gdzieś myślami
Swą duszą złudy szukając
Spokojnie mnie wtedy kołysze
Na mój uśmiech jakby czekając

Gdybym mogła dotknąć słońca
Uchwycić kilka złotych promieni
Rozwiesić je na firance
Żeby ciepłem swe wnętrze odmienić

Bo poeta to życiowy lunatyk
Błądzi po świecie z fantazją w głowie
Wrażliwy na piękno, którego tak mało
Szare życie upiększa w kolorowym słowie...
inna20

25 października 2011

ZAMKOWE TAJEMNICE

Pogórze Kaczawskie jak całe Pogórze Sudeckie jest ściśle związane z II wojną światową a właściwie z jej ostatnim etapem, kiedy Niemcy uciekając przed frontem wywozili skarby do Rzeszy, po drodze zatrzymując się właśnie w zamczyskach, pałacach...gdzie  częściowo je ukrywali . 

Ostatnim panem na zamku Grodziec był Herbert von Dirksen,...
Przed wojną był niemieckim dyplomatą w Moskwie, Tokio i Londynie. A po 1939 roku uprawiał buraki w Grodźcu na Dolnym Śląsku..
tutaj więcej ....
http://dolnyslask.naszemiasto.pl/serwisy/dolny_slask_jakiego_nie_znamy/http://dolnyslask.naszemiasto.pl/artykul/225051,ostatni-pan-na-zamku-grodziec,id,t.html 

 http://hiptuchola.wordpress.com/2011/04/06/tajemnice-iii-rzeszy-grodziec/

to jego portret  wisi w holu zamkowym



zdjęcie z netu

 Wiele miejsc , które odwiedzamy z Ludwikiem, stare pałace, częściowo już zniszczone,   lub ruiny ,  kryje w sobie niezbadane tajemnice. Często po powrocie z takich eskapad siadam do komputera i szukam  śladów historii. Pozwala mi to rozwijać i wzbogacać swoją wiedzę o ziemi,  na której mieszkam,  a która okazała się dla mnie tak przyjazna.
  Tutaj z Kasztelanem Zamku Grodziec Zenonem Bernackim, wprawdzie już w stroju "cywilnym" bo pora już była późna.....

 a tutaj w stroju z epoki....

ZAMEK GRODZIEC

W niedzielę wyruszyliśmy na kolejna wędrówkę. Słoneczko zaświeciło, pogoda się wyklarowała ...więc w drogę.
Nic  bardziej zdradnego jak jesienna pogoda, już u podnóża wulkanu powitała nas mgła i lodowaty wiatr. Szczytu nie było widać...a ja ubrana  w lekki strój.... bez czapki, rękawiczek. Zmarzliśmy z Ludwikiem okrutnie, ale pobyt na zamku wynagrodził wszelkie niedogodności.
Droga na górę wiodła poprzez złocisty dywan liści

Sam zamek to perełka architektury choć jest jeszcze dużo do odrestaurowania,
Mosia nam dzielnie towarzyszyła, bała sie tylko ciemnych i wąskich korytarzy, przemykała wtedy szybko świecąc tylko ślepiami

weszła też na wysokie krużganki i na wieżę...ale pod koniec zwiedzania miała już dosyć schodów ...
W buduarze zamkowym mój małżonek  zaskoczył nas tym zdjęciem.....

Scenka jak z filmu kostiumowego, tylko kostiumów z epoki nam brak....

na górze wiało niemiłosiernie, na nic zdał się kaptur.... było zimno i tyle....
Wracając do domu Ludwik zrobił jeszcze zdjęcia starej chaty, szkoda że takie piękne obiekty niszczeją, już oczami wyobraźni widziałam krzątającą się wokół obejścia gospodynię, siedzącego na przyzbie dziadka....





http://www.grodziec.com/

a to link do strony zamku, ...

19 października 2011

BUKIET

W moim życiu dzieją się rzeczy niesamowite, zarówno i te złe jak i dobre.... nie przypuszczałam nigdy wchodząc w dorosłość,  że przyjdzie mi poznać tak skrajne emocje. I dziś choć siwizna na głowie.... skrętnie maskowana :)  -  przeżywam pewne zdarzenia po raz pierwszy....
tak też było z zaręczynami, z naszymi wirtualnymi rozmowami....dlatego też do swojego bukietu ślubnego wplotłam zasuszona gałązkę kwiatków zaręczynowych..

to ta zasuszona gałązka
Jak więc widać Amor  kieruje swoje strzały i do młodych i do "trochę starszych" choć ci ostatni  przeżywają to pewnie trochę inaczej....w każdej postaci...

...  życie seksualne w każdym wieku wygląda inaczej, i wydaje mi się że im bardziej stajemy się dojrzalsi tym bardziej życie erotyczne jest bogatsze, piękniejsze, nie sam akt seksualny, ale właśnie erotyka, nie chodzi mi tu o zaspokojenie swojego ciała ale zaspokojenie własnej duszy, poczucie bycia pożądanym, poczucia,  że dla kogoś możemy być piękni, poczucie że nie tylko podczas miłosnych igraszek splata się ciało ale również splatają się dusze..

cytat z netu ale jakże wymowny, właśnie o te dusze, o duchową więź i o bliskość w szerszym pojęciu tu chodzi.

18 października 2011

DAR MIŁOŚCI

Osiem miesięcy temu jeszcze nie wiedzieliśmy , że istniejemy dla siebie.... połączył nas   internet....nie takie to zwyczajne w naszym wieku....
Z naszych postów pisanych do siebie  stworzyliśmy 60 kartkową księgę formatu A4 , nie mamy wydrukowanych jeszcze  poczty  i SMS-ów... a będzie tego drugie tyle. Znajomość  nasza rozwijała się błyskawicznie, to co w realu trwa miesiąc - u nas trwało dzień....Po dwóch tygodniach byliśmy jak to określił Ludwik "po słowie". Wiedziałam , czułam całym sercem i duszą,  że to właśnie ten jedyny wyśniony, ten na którego czekałam 40 lat  CZŁOWIEK....Nie wahałam się ani chwili aby przyjechać i zamieszkać wspólnie na..... hmmm nie wiem czy powinnam tak pisać ale takie miałam marzenia ......" zapadłej wsi".
Wieś jest nie wsią choć z wszystkimi jej urokami,  -  znalazłam tutaj swoje miejsce na ziemi i kochającego człowieka.
Wspólne życie, czasami wcale niełatwe, wszak oboje jesteśmy po przejściach i to burzliwych cementowało nasz związek. Wypady w góry, fotografowanie....
I tak pewnego sierpniowego dnia a było to 15.... wybraliśmy się w góry, na Krzyżną, pisałam o tym ,ale wtedy jeszcze nie mogłam wszystkiego zdradzić. Dzisiaj mogę....
tak jak pisałam Ludwik po drodze zerwał bukiecik polnych dzwonków, myślałam że chce je sfotografować w zbliżeniu na spokojnie gdzieś na uboczu , 
później zeszliśmy trochę niżej na Góry Zamkowe, Ludwik z Mosią wdrapali się po stromiźnie, ja zostałam na dole, myślałam, że zaraz wrócą po mnie ale nic takiego się nie wydarzyło. Lutek tylko powiedział...wejdź, na pewno dasz radę.....  no i rad nie nad na kolanach wdrapałam się na ścieżkę .... ale widok jaki się pojawił po kilku krokach wywołał u mnie  uśmiech....pięknie tu i cicho...
 cyknęłam fotkę...przed....jeszcze nie wiedziałam  przed czym...
i wtedy stało się .....
Ludwik podszedł do mnie z tym bukiecikiem polnych kwiatów i zapytał....
Wandeczko chciałem cię prosić o rękę, czy zostaniesz moją żoną ????
zaniemówiłam.... łzy same popłynęły po policzkach i tylko szepnęłam
TAK.... KOCHAM CIĘ
i usłyszałam
JA CIEBIE TEZ KOCHAM
zostań moją żoną....
i takiej rozmazanej, szczęśliwej do granic zrobił zdjęcie.....



 z kwiatkami....



nie sądziłam  , że Ludwik potrafi być "aż tak romantyczny" , wspaniale wybrał miejsce, czas.... a kwiaty są do tej pory dla mnie najcudowniejszym bukietem....  i zasuszone czekają na swoje miejsce w albumie....
minęły dwa miesiące  i nastąpił kolejny  najważniejszy dzień w naszym życiu...


 USC


w drodze na przyjęcie

Uroczystość była kameralna i skromna ale w pięknym zespole pałacowym .....gdzie zrobiliśmy sobie małą sesję zdjęciową.....





w domu powitała nas nasza "gadzina"....

Zaczęliśmy więc tym samym  " nowe " ukonstytuowane życie....
 Mam nadzieję, że  nie zaprzepaścimy tego co nam podarował Los , mam kochającego wspaniałego męża, swoje miejsce na ziemi.... i cóż więcej potrzeba ?
pewnie zdrowia i spokojnych dni.... ale wiadomo życie jest życiem. Nigdy nie wiemy co się może jutro wydarzyć.
Pomimo tego z nadzieją w sercu powierzam nasz związek Najwyższemu , aby dał nam to wszystko co dla nas przeznaczył i abyśmy potrafili z pokorą je przyjąć.
Mężu mój kochany ten wiersz dedykuję Tobie, najwspanialszemu  przyjacielowi ....

Nasza miłość jest ogniem 
do którego dodajemy 
drwa by palił się nieustannie

nasza miłość jest wodą 
świeżą czystą tryskającą 
z Wnętrza Ziemi

nasza miłość jest powietrzem 
niezbędnym które wciąż 
czerpiemy po to by żyć

nasza miłość jest ziemią
po której stąpamy
której garść trzymamy w dłoni

nasza miłość jest jak cztery żywioły
towarzyszące nam nieustannie 
w drodze ku Wieczności
Iwona Trela