23 czerwca 2011

IMPREZY

Ostatnio bywamy z Ludwikiem  na wielu imprezach, na mnie taki ruch działa bardzo mobilizująco i pozytywnie nastawia  do świata.
Wczoraj byliśmy w kościele na koncercie Grupy MoCarta ,  świetnie podana muzyka klasyczna w trochę kabaretowym wykonaniu. Grupa znana jest od 1995 roku, i choć ja preferuję klasykę graną w naturalny sposób to jednak zabawa była przednia... co widać na zdjęciu.

Dzisiaj natomiast Święto Bożego Ciała.... nie byliśmy z Lutkiem na procesji lecz na uroczystej sumie w kościele. Później tradycyjne lody i.... zabawa w fotoreportera na ..


Mistrzostwach Polski w  Kolarstwie Szosowym....
udało mi sie uwiecznić start i koniec wyścigu Mai Włoszczowskiej


Żyję kolorowo , a kolory tęczowe zawdzięczam mojemu wspaniałemu Partnerowi....
o na przykład takie....

Po tamtej stronie tęczy 
Dziwna kraina się zaczyna 
W moim śnie nad wodospadem
Rośnie biała lilia
Otoczona pragnieniami 
Podlewana marzeniami
Po tamtej stronie tęczy
Tam gdzie łzy landrynkowe
Spadając na zielonatrawę 
Zamieniają się w złote motyle 
By ulecieć ku słońcu
Po tamtej stronie tęczy
Nadzieja i dobroć 
Układają mnie do snu
A roześmiane gwiazdy 
Śpiewają mi kołysanki 
Po tamtej stronie tęczy
Wszystko
się może zdarzyć....
z blogu cleogirl89


I zdarzyło się  pewnego lutowego dnia...

22 czerwca 2011

SZCZĘŚCIE

Znów kolejna przepychanka, wstyd mi za  zachowanie byłego..... pobrał niesłusznie pieniądze jako  mój zwrot kosztów za rozwód [które ja wpłaciłam]. nie informując mnie o tym, i dopiero po mojej interwencji , po dwóch miesiącach dowiedziałam się kto je pobrał.
Napisałam że w takim razie traktuje je jako mój wkład dla córki za miesiąc VI na co dostałam odpowiedź,  że wynajął adwokata aby się domagać "alimentów " ode mnie. Jemu natomiast komornik pobiera pieniądze przeznaczone dla córki., bo sam nie płaci....
więc jest tak  jak  w przysłowiu: przygarniał kocioł garnkowi....
ale niech tam, niesmaczne to,  i bardzo się cieszę że nareszcie uwolniłam się od takiego chamskiego , pazernego człowieka.
Zmieniając temat.... dziś wydrukowałam "naszą " korespondencję netową, wyszła z tego dość pokaźna książka. Zaczęliśmy czytać
wracając do naszych pierwszych postów... tak niedawno to było... luty tego roku... a wydaje się że jestesmy razem już wiele , wiele lat....
Żyjemy spokojnie, normalnie jak wiele małżeństw  choć nim nie jesteśmy, szanujemy siebie i nasze uczucia.
Ale z niedowierzaniem czytamy swoje słowa skierowane do siebie... to taka prawdziwa "księga miłości" i szacunku dla drugiego Człowieka, przeplatają się tam  wątki muzyczne, poezja, sprawy przyziemne jak karmienie psów czy palenie w piecu...
Normalne życie.... które wg byłego jest obnoszeniem się z własnym szczęściem. A czym że jest szczęście ?
Dla mnie właśnie takim spokojnie płynącym życiem, kiedy nie muszę się już nigdzie śpieszyć, mogę  korzystać z czasu  na zasłużonej zapracowanej emeryturze....i wykorzystać go w jak najpiękniejszy, najlepszy sposób.

Szczęście

Co to jest szczęście ? - częste pytanie.
Odpowiedź złożona, ja jednak odpowiem,
bo dla mnie szczęściem, móc dawać coś z siebie
dla tych których kocham, i obcych w potrzebie.

Każda życzliwie wyciągnięta ręka,
uśmiech na twarzy i w oczach zmęczonych,
drobny gest wdzięczności - to przecież tak mało,
a znaczy tak wiele w szarej codzienności.
To dom rodzinny, ściany, cztery kąty
i jego progi przyjaźnie skrzypiące.
Po dniu pełnym zmagań, po trudach i znoju,
spieszymy do portu - oazy spokoju.

Szczęściem jest dzień jasny, co po nocy wstaje
i wieczór wytchnienia w gronie osób bliskich
i czyste sumienie, gdy bez żadnych wahań,
zapiszę spełnione uczynki - na zyski.

Szczęściem samo życie, które nam jest dane,
jeżeli rozważnie kierujemy sterem,
wszakże tyle piękna można dostrzec wokól
i tak dużo dobra, gdy dobro się sieje.

Daleko szukamy co mamy tak blisko,
wciąż się rozglądamy, chcemy z życia wszystko.
Tyle w świecie złego, zawiści i krzyku,
a szczęście przysiadło cichutko w kąciku.

Krystyna Jabłońska

20 czerwca 2011

MIEDZIANKA, KUPFERBERG


 W drodze na szczyt Sokolika ....tajemnicza mgła....  pojawiła się tylko w tym jednym miejscu.....

 W górę po schodkach Mosia wchodziła bardzo ostrożnie...
 schronisko Szwajcarka.....
 nikła, malutka ...ale jednak tęcza....

a teraz Miedzianka, miasteczko , którego nie ma....pamiętam je kiedy jeszcze "żyło" a teraz niestety "otaśmowane pola", ruiny.....

dawny cmentarz ewangelicki






Figura Chrystusa na krzyżu przed kościołem w Miedziance

droga na cmentarz ewangelicki

pozostałości piwnic

kamień , który prawdopodobnie był postumentem pomnika



w miasteczku był również pałac.... a to pozostałości...



a to zdjęcia ze starych widokówek....   

dom właściciela browaru Georg Franzky 

pałac, w którym po wojnie organizowano kolonie letnie dla dzieci


restauracja




 




źródło:
 Wojciech Wagner Wrocław Dolny Śląsk.pl
www.heinzkronemann.de


Spokojne niedzielne przedpołudnie, po śniadaniu siadamy do komputera.... ponieważ na dworze raz po raz przechodzi fala deszczu .... jest czas aby popracować nad swoimi projektami. Ale kiedy około 14.oo wychodzi słonko , w Ludwiku odzywa się dusza wędrownika..
pyta.... siedzimy w domu czy coś "kombinujemy "?
oczywiście, że kombinujemy.... szybko pakuję jakiś lekki prowiant, Mosia błyskawicznie reaguje na wziętą do ręki smycz, i po chwili już jedziemy....w nieznane....
Droga wiedzie przez urokliwe Pogórze Kaczawskie..... Kaczawa wije się raz z jednej raz z drugiej strony drogi....
Wybieramy cel.... Sokolik.... w Rudawach Janowickich

...Sokolik (642m) - jeden z dwóch charakterystycznych szczytów Gór Sokolich w Rudawach Janowickich, razem z Krzyżną Górą tworzą krajobraz który budzi różne skojarzenia więc na pewno nie zostaną niezauważone. Sam wierzchołek tworzą 40 m skały. Na tzw. Duży Sokolik, na którym znajduje się platforma widokowa, można się dostać schodami ale to nie jedyna droga. Zarówno Duzy jak i bliźniaczy Mały Sokolik jest często zdobywany przez amatorów wspinaczki, których w tych górach nie brakuje.

Kiedy dojeżdżamy do parkingu aby zostawić samochód łapie nas znów ulewa....siedzimy prawie pół godziny i zastanawiamy się co dalej.... iść w górę czy korygować plany...
ale kiedy przestaje padać , żyłka wędrowniczków zwycięża...idziemy....
najpierw zielonym a później czerwonym szlakiem, pies oczywiście z nami...
pod Sokolikiem chwila zastanowienia.... czy pies wejdzie po stromych schodach ?
wejdzie.... i tak stopień po stopniu, schodek po schodku wchodzimy na platformę widokową....
widok zapiera dech...a mina psa ? wyraża jakąś niebiańską "ekstazę" co widać na fotce... Co czuła tego nie wiemy ..... ale minę ma fantastyczną...
Później spokojnie schodzimy z góry, i ....wspinamy się na kolejny mały szczyt...
Husyckie Skały gdzie znów obfotografujemy przyrodę....
no i spokojnie schodzimy do schroniska Szwajcarka , gdzie łapie nas znów ulewa, siedzimy pod okapem pijąc gorąca , parującą kawę i czekamy aż się trochę przejaśni...w nagrodę na niebie pojawia się tęcza, wprawdzie mała , ale zawsze tęcza....
znów błyskają flesze....
Czas ucieka, więc powoli wracamy na parking do samochodu, pies usypia na drążku biegów, na nic odsuwanie pyska, jest zmęczona i głowa jej leci jak małemu dziecku.
Ale po drodze oczywiście musimy się zatrzymać, najpierw w Miedziance gdzie Ludwik robi piękne zdjęcie Chrystusa na krzyżu.... mnie zachwycają proporcje postaci z jaką artysta wyrzeźbił Jezusa. Później kolejny przystanek....u źródeł Kaczawy, a właściwie u źródełka, i maleńkiego strumyczka...
W domu jesteśmy po 21.oo , czas więc tylko na kolację, toaletę wieczorna i do łóżka.
Tak spędzany czas jest dla mnie bardzo mobilizujący i kreatywny, to coś na co czekałam wiele lat...
Jestem więc szczęśliwa , że mogę w ten sposób przeżywać czas ...a zawdzięczam to Ludwikowi, jego pasji z jaką sam idzie przez życie a obecnie czynimy to RAZEM.




15 czerwca 2011

RYZYKO



Przeczytałam dziś wpis na blogu Green Canoe.... jest w swojej wymowie bardzo podobny do mojego.... a sens jest taki : przeżyć życie Normalnie, Zwyczajnie, ale szczęśliwie , dając miłość swoim najbliższym i czerpiąc z tego radość....

jakże piękne są słowa ks. Malińskiego....

Wśród morza ewentualności: tego, co potrzebne, mniej potrzebne i zbyteczne, tego, co przyjemne, a pożyteczne, tego, co szkodliwe, bardziej szkodliwe, a smakowite, tego, co opłacalne, bardziej opłacalne, a krzywdzące drugiego człowieka, tego, co prawdziwe, mniej prawdziwe, kłamliwe, ale dające korzyści. Nie zgubić się w tym gąszczu ani nie rozstrzygać fałszywie. Nie zgubić się ani na chwilę, ani na miesiąc, ani na całe życie. Umieć wrócić, gdy się pobłądzi. Umieć odkryć błąd, przyznać się do tego, że się było nieuczciwym, brutalnym, egoistycznym, że się skrzywdziło drugiego człowieka. Potrzeba drugiego człowieka , który pomoże, ostrzeże, upomni w imię dobra, życzliwości. Potrzeba drugiego człowieka, który uratuje od rozpaczy. Potrzeba człowieka wiernego, który nie zdradzi , nie odejdzie, nie opuści, nie zdarzy się czas próby, niepowodzeń, klęsk, katastrof życiowych, gdy wszyscy się odsuną, potępią, zapomną, który pocieszy, podeprze, poda rękę, pozwoli uwierzyć siebie, przyniesie nadzieję i radość.

Bo miłość to bycie do dyspozycji, to gotowość do tego, by usłużyć, pomóc, przydać się, zaopiekować się. To chęć, by być potrzebnym. Czas jest zawsze tym egzaminatorem, przed którym nie ostanie się żadna złuda, zaślepienie..

Lubię czytać i wracam często do utworów Paulo Coelho, czerpię z nich wiele mądrości życiowych, zauważam chwile, które mijają szybko i bezpowrotnie, przystaję w zadumie nad prostymi prawdami zyciowymi...
i znów cytat:
Zawsze trzeba podejmować ryzyko. Tylko wtedy uda nam się pojąć, jak wielkim cudem jest życie, gdy będziemy gotowi przyjąć niespodzianki, jakie niesie nam los.Bowiem każdego dnia wraz z dobrodziejstwami słońca Bóg obdarza nas chwilą, która jest w stanie zmienić to wszystko, co jest przyczyną naszych nieszczęść. I każdego dnia udajemy, że nie dostrzegamy tej chwili, że ona wcale nie istnieje. Wmawiamy sobie z uporem, że dzień dzisiejszy podobny jest do wczorajszego i do tego, co ma dopiero nadejść. Ale człowiek uważny na dzień, w którym żyje, bez trudu odkrywa magiczną chwilę. Może być ona ukryta w tej porannej porze, kiedy przekręcamy klucz w zamku, w przestrzeni ciszy, która zapada po wieczerzy, w tysiącach i jednej rzeczy, które wydają się nam takie same. Ten moment istnieje naprawdę, to chwila, w której spływa na nas cała siła gwiazd i pozwala nam czynić cuda.
Tylko niekiedy szczęście bywa darem, najczęściej trzeba o nie walczyć.

Magiczna chwila dnia pomaga nam dokonywać zmian, sprawia, iż ruszamy na poszukiwanie naszych marzeń. I choć przyjdzie nam cierpieć, choć pojawią się trudności, to wszystko jest jednak ulotne i nie pozostawi po sobie śladu, a z czasem będziemy mogli spojrzeć wstecz z dumą i wiarą w nas samych.Biada temu, kto nie podjął ryzyka. Co prawda nie zazna nigdy smaku rozczarowań i utraconych złudzeń, nie będzie cierpiał jak ci, którzy pragną spełnić swoje marzenia, ale kiedy spojrzy za siebie – bowiem zawsze dogania nas przeszłość – usłyszy głos własnego sumienia: „A co uczyniłeś z cudami, którymi Pan Bóg obsiał dni twoje? Co uczyniłeś z talentem, który powierzył ci Mistrz? Zakopałeś te dary głęboko w ziemi, gdyż bałeś się je utracić. I teraz została ci jedynie pewność, że zmarnowałeś własne życie.”Biada temu, kto usłyszy te słowa. Bo uwierzył w cuda, dopiero gdy magiczne chwile życia odeszły na zawsze.
Ja podjęłam w swoim życiu ryzyko, po raz pierwszy zadecydowałam o swoim zyciu sama, i staram się nie zmarnować tego daru otrzymanego od Losu...bo...

Kto nie ma odwagi starać się o swoje szczęście, tym samym udowadnia wyraźnie, że tego szczęścia nie jest wart.
Carlo Goldoni




ROZMOWA



Lubię nasze rozmowy przy kawie, wnoszą zawsze coś nowego i świeżego, wszak mieszkamy razem dopiero 2 miesiące i jeszcze do końca nie poznaliśmy wszystkich swoich zachowań.


Dzisiejsza rozmowa była szczególna i poruszyła ważny aspekt , zasiała jednak we mnie odrobinę niepokoju....


Nie stawiam tak problemu jak Ludwik..... dla mnie pewne fakty są oczywiste i klarowne, ale czy bezpieczne ?


Czy człowiek zawsze powinien być choc trochę nieufny w stosunku do drugiej osoby ? Pewnie tak, zwłaszcza jeżeli doznał jakiegokolwiek zła od ludzi a w szczególności tych najblizszych. Ja jednak pomimo wielu krzywd tego nie potrafię.


Zapisuję swoje obecne życie na białej , czystej kartce papieru, rozmową, wierszem, muzyką....


Liczy się chwila obecna, bo nie wiem ile tych chwil przeznaczył dla mnie jeszcze Pan....


Choc nie ukrywam, że myślę czasami nad przyszłością , ale w tym pozytywnym słowa znaczeniu.


Chciałabym dożyć swoich dni w miłości, poszanowaniu , cieple i zrozumieniu, i z człowiekiem którego kocham.


Nie zastanawiam się dlaczego dostałam tylko pół szklanki wody.... cieszę się tym, że dostałam aż połowę szklanki...


Jest w tym stwierdzeniu różnica....




Wczoraj dowiedziałam się na zaprzyjaźnionym portalu o śmierci młodej 25 letniej Natalii.


Śledziłam jej walkę z chorobą, podziwiałam .... a dla jej mamy mam wielkie uznanie za to wszystko co zrobiła dla niej aby ją ratować ...a później , kiedy medycyna stała się bezradna...przeprowadzić ją na drugą stronę tęczy...


i słowa mamy na portalu....




.Cytat:
musiałam Jej otworzyć tę bramę.Już jest bezpieczna,ale nie słyszę Jej oddechu.



Była młoda, śliczna, życie stało przed nią otworem....więc cóz ja mam powiedzieć ? kiedy wczoraj minęło mi .....xx lat ?


To droga juz z górki, więc staram się je wykorzystać najpiękniej jak potrafię, chcę dać Ludwikowi to co mam ..... siebie i swoją miłość....


niech ją wykorzysta.... / a żartobliwie mówiąc oby nie mnie /.... tak aby mógł poczuć się szczęśliwy....

Nigdzie nie kupisz szczęścia, miłość daje je gratis.
Phil Bosmans

14 czerwca 2011

URODZINY




Dziś moje urodziny.... kolejne..... i po raz pierwszy od wielu lat spokojne i radosne.....
dostałam piękny bukiet kwiatów i życzenia....najszczersze i najcieplejsze od Ludwika, takie jakie płyną z głębi serca,


ponieważ nie obchodzę uroczyście urodzin dziś było kameralnie.... zaprosiłam Lutka na lody, no oczywiście podwójną porcję, a wieczorem była sesja zdjęciowa z bukietem....


W necie tez o mnie pamiętali moi znajomi i przyjaciele, było dużo serdecznych życzeń i kartek,


był piękny sms od najmłodszego dziecka.... i tyle.... od starszych ani słowa....


no cóż ... mozna się tego było spodziewać, dla nich jestem "niepoprawną mamą" która ośmieliła się zawalczyć o własne szczęście....


Ci których kocham pamiętali... i to jest dla mnie najważniejsze...









Jakby nigdy nic kolejna jesień mija

Jakby nigdy nic życie ucieka

Jakby nigdy nic robię dobrą minę do złej gry

I z nadzieją na jutro czekam ......

5 czerwca 2011

DOM



Czym jest dom ? Czy tylko budynkiem, budowlą czy tez czymś więcej ?

Dla mnie jest miejscem gdzie przebywa się wspólnie z najblizszymi osobami, czy osobą. I takim właśnie jest R.

To nie cztery ściany , czy willa wybudowana w przepychu, to ciepłe miejsce do którego sie wraca nawet z najdalszej podróży, to wlasny kąt, przytulisko, własne łózko i Człowiek....

To człowiek jest w tym domu najważniejszy, osoba bliska, kochana, dobra najszlachetniejszym dobrem.

Układam sobie życie w tym nowym domu, staram się aby moje otoczenie było harmonijne, piękne, czyste w swojej prostocie. Takie właśnie lubię i staram się aby takie było.

W ogrodzie kwitna kwiaty, przynosze do domu bukiety piwonii które swoim zapachem umilają nam czas. A i rozkwita już lilia złootogłów.... piekna, rasowa wysoka prawie jak malwa. Takie okazy nie zdarzaja się w naturze, wrzuce jutro zdjęcie jak Ludwik ją uwieczni.

Teraz ide spac bo juz późno, jutro napisze więcej...