31 maja 2011

CHAMSTWO


Dzisiejszy dzień znów pod wpływem nerwówki.... upomniałam się o swoje..... i usłyszałam stek wyzwisk pod swoim adresem....Nie powiem że to przyjemnie kiedy były cię obrzuca inwektywami....ale cóz z "urażonej samczej pozycji" stać go tylko na to....
Nie sądziłam jednak że będzie az tak chamski, dobrze więc się stało ze jestem nareszcie wolnym człowiekiem i nie musze z nim przebywać pod jednym dachem. Szkoda tylko, że to nastąpiło tak późno, bo przegrałam 20 lat swojego życia .
Rozmowa z bratem też nieciekawa, każdy z mojej najblizszej rodziny umie dawać tylko dobre rady. Nikt nie chce zrozumieć , mając poukładane własne zycie, że ja tez chcę nareszcie godnie zacząc żyć, nie w poniżeniu i wyzwiskach tylko w poszanowaniu i przyjaźni.
Przykre to, bo nigdy nie miałam wsparcia we własnej rodzinie i najbliższych. Jedynie tata mój kochał mnie bezgranicznie taką jaka byłam i jestem. Ale tata nie zyje juz od 17 lat....więc może się mną opiekować tylko z zaświatów.
Teraz jedynym moim opiekunem i przyjacielem jest Ludwik....i tylko na niego mogę liczyć....
Oboje się wspieramy, bo mamy podobne problemy. Myslę jednak, że wspólnie sobie poradzimy, bo związek dwojga ludzi powinien być podporą w chwilach złych, kryzysowych , i wspólna radością w dobrych chwilach.
Tylko dlaczego jest wokól nas tyle zła i zawiści, chamstwa, nienawiści do drugiego człowieka ?
i to od ludzi którzy powinni być dla nas choc trochę dobrzy?
A może to ja za duzo wymagam ? Tylko że ja już się nie zmienię, nie potrafię nikogo nienawidzieć, nie umiem odpowiedzieć chamstwem za chamstwo..... i za to niestety dostaję po głowie.

chamstwo to nie natura człowieka lecz odruch nabyty i celowy poza odreagowująca problem nie radzenia sobie ze sobą samym ....
cytat z netu












30 maja 2011

PRZYPADKI I TULIPANOWIEC




Ostatnie dni były jak zwykle obfite w "dziwne" , wręcz nieprawdopodobne wydarzenia.
Otóż w piątek wybralismy się popołudniem na zakupy, ponieważ w sobotę i niedzielę w mieście będą się odbywały okolicznościowe imprezy. Miałam tylko dokupić parę rzeczy więc weszłam do sklepu ...a właściwie nie zdązyłam , ponieważ zatrzymała mnie kobieta.... słowami...W. poczekaj.....
skąd u licha zna moje imię pomyslałam, ja jej przecież w ogóle nie znam.... zatrzymałam się zdziwiona i chyba miałam głupią minę, bo ona znów powiedziała.... W. zaczekaj, chcę porozmawiac... czy ty jesteś z Ludwikiem? o kurna myślę sobie, pewnie kolejna "adoratorka " Lutka chce mnie obejrzeć ? Juz jedna próbowała " rozmawiać " ... czytaj ...zobaczyć , pooglądać mnie z bliska.... w kościele.....ale ja nie jestem skora do zawierania tego typu znajomości....
Zycie prywatne Ludwika przed naszym poznaniem pozostaje tylko historią dla mnie....

No więc stoję z ta głupawą miną w drzwiach sklepu kiedy kobieta mówi.... to ja Gabi ...z portalu S...
noooo, wszystko juz rozumiem, piszemy do siebie na portalu posty, dyskutujemy na wątkach ale nigdy się nie widziałyśmy osobiście na żywo. No i ona mieszka prawie 400 km dalej od miejsca naszego spotkania...
Gabi poznała nas idących ulicą, zrobiła nam zdjęcie i postanowiła ze mną porozmawiać.... Hi hi...
to może przytrafić się tylko mnie..... zaczynam się zastanawiać czy nie jestem jakąś "czarownicą" .
A propos czarów.... byliśmy z Ludwikiem w starym parku zrobic parę fotek tulipanowca , który właśnie zakwita....
i po raz pierwszy "wysiadła" mi komórka, rozładowała się pomimo tego że była przez noc doładowana, wsiadając do samochodu Ludwik stwierdził , że nie działa komputer samochodowy, po raz pierwszy oczywiście tez to się zdarzyło....
Musiał zresetować całą aparaturę abyśmy mogli wyjechać.....
Czy to nie dziwne ? być moze w parku , w starodrzewiu przechadzają się duchy przodków, może chcieli nam zwrócic na coś uwagę ? albo podziękować za zainteresowanie się ich dawną posiadłością ? Nie wiemy......
No i trzecie samoistne spotkanie, które nastąpiło na cmentarzu..... poszliśmy zapalić znicz.... i oczywiście także w tym momencie musiała się tam znaleźć "była " Ludwika.....
Wypadało podać rękę i się przywitać... i później wspólnie wrócić .... bo nie wypadało inaczej....hmmm
Znów zostałam "wyoglądana " z bliska, myslę że juz w końcu nie będę wzbudzać zainteresowania jako nowa partnerka ....
I jeszcze jedno ciekawe zdarzenie, bylismy z Ludwikiem na otwarciu historycznej wystawy, fotografów było mnóstwo, prawie każdy z uczestników robił zdjęcia, zarówno i prywatnie jak i służbowo, flesze tylko migały....
no i wraca kiedyś Ludwik do domu z gazetą lokalną i mówi..... zobacz jest relacja z wystawy i jedno zdjęcie...
.... i na tym zdjęciu jestem i ja i Ludwik, stoimy w oddaleniu, czyli "razem ale osobno"
Znów przypadek ?
Duzo by pisać , bardzo często się nam przytrafiają takie dziwne, niby przypadkowe sytuacje, ale ja sadzę , że to wszystko jest gdzieś tam na Górze poukładane i serwowane w odpowiednim czasie nam tu na Ziemi.....









25 maja 2011

PRZYJACIEL



Po dzisiejszym telefonie od byłego jestem znów psychicznie "sprowadzona do parteru"... sam nie potrafi rozmawiać z córką, 18 letnią kobietą.....i wszystkimi swoimi niepowodzeniami obarcza mnie.

To moja "wina" że wyprowadziłam się z domu, tego domu którego nigdy nie miałam, że jestem "szczęśliwa" i żyję sobie spokojnie ....w przeciwieństwie do niego,

Do tej pory nie wiedział co to znaczy wychowywać dziecko, nie zajmował się domem , nie obchodziła go ani szkoła, ani zachowanie, ani problemy wychowawcze. To ja chodziłam do szkoły, do psychologa, do logopedy, do lekarza itd.... te problemy były mu obce...

I teraz również..... mówi o tym sama córka. Sam rzadko bywa w domu więc dziwię się w czym tak naprawdę jest problem.... w tym , że dziewczyna ma swoje zdanie , i potrafi mu je powiedzieć?

Nigdy nie umiał rozmawiać normalnie, narzucanie własnego zdania i mobbing były na porządku dziennym. I nawet teraz próbuje wywrzeć na mnie poczucie winy za własne błędy i rozwód.

A dla mnie ten rozwód był wybawieniem, nareszcie potrafię normalnie życ, spać, rozmawiać...nie czuję niepokoju kiedy Ludwik wraca do domu, wręcz przeciwnie czekam na niego z niecierpliwością i radością , aby przytulić się i dać buziaka. Tak właśnie rozumiem partnerstwo w związku, ciepło i zrozumienie , przyjaźń, miłość.....to normalne jego atrybuty .

Aby sie odstresować włączyłam sobie koncert f-moll Szopena... i jak zwykle popłynęły z oczu łzy....oczyszczające duszę.....choc niesmak z rozmowy pozostał.

Za to Ludwik powiedział coś, co mnie wzruszyło i podbudowało, wyczuł bezbłędnie mój nastrój a jego słowa wpłynęły na mnie kojąco. Wiem że mam w nim wielkiego przyjaciela, i to mi wynagradza wszelkie inwektywy byłego....




Pozwól swej duszy

Pozwól Swej duszy odpocząć, od ludzkich cierpień i trosk.

Pozwól jej złapać oddech,od ziemskich uciech-- co topią się jak wosk.

Pozwól jej unieść marzenia w niebiańskie Świata przestworza,

Pozwól popłynąć przez lądy,--piaski pustyni, I wielkie wzburzone morza.

Pozwól swej duszy, na szał,niech z Tobą w szale zatańczy,

Gdzieś pośród gajów oliwnych,--ogrodów pomarańczy.

Pozwól Swej duszy na miłość,szaloną,wielką i czystą,

Byś znalazł w kolorach tęczy,jej biel-- krystalicznie przejrzystą.

Pozwól swej duszy dołączyć do kluczy--gęsi, żurawi,

Niech wiatr ją poniesie unosząc-- na skrzydłach,

I z nimi w niebiosach się scalić.

Pozwól swej duszy czasem,na sidła,--omotania,

Na wielkie zapoznania z uczuciem, I wielkie z nim rozstania .

Pozwól swej duszy na smak , pocałunek,dotyk,

W alkowie--gdzie łączą się w jedno—kochankowie,

Siebie nawzajem spragnieni.

Pozwól swej duszy na zbytek—co jest zakazany,

Ona zna jego tabu---gdy Tobie jest nieznany.

Pozwól Swej duszy odejść,--gdy przyjdzie na nią pora,

Pozwól jej się z Tobą pożegnać ,--na długie pożegnanie.

Może kiedyś odnajdzie w Tobie,-- Coś co z nią Ciebie łączyło,

I wtedy zechce powrócić, w innej przestrzeni i czasie,

Gdzieś na Planecie Ziemi.


Urszula Kaźmierczak

























24 maja 2011





Wczesny, ciepły wieczór.... za oknem drzewa gną się od podmuchu wiatru..... na niebie burzowe chmury....
siedzimy z Ludwikiem w pokoju, pijemy kawę, na kanapie spokojnie odpoczywa pies, z kolumn płynie muzyka.... tak to znów Szopen, tym razem nokturny, spokojne, liryczne , wywołujące drżenie serca swoim pięknem. Lubimy takie chwile.
Nie przypuszczałam w najśmielszych marzeniach że zdarzy mi się tak właśnie słuchać Szopena.... w spokoju, z kochanym człowiekiem przy boku.
Pamiętam lata młodości..... miałam prawie wszystkie płyty z nagraniami Szopena, czarne, duże winylowe krążki. Słuchałam je u siebie w pokoju, a duszą targały emocje - od rozpaczy po ukojenie. Różnie to bywało, tych złych emocji było zawsze więcej, ale rekompensowało je piękno muzyki, choc nie raz z oka popłynęły łzy.

Tak samo jest z przyrodą, również jej uroki zachwycają czasami aż do łez.
Bylismy ostatnio w starym zamku, taka wycieczka powiązana z sesją fotograficzną, Wokół zamku jest piękny park w którym kwitną właśnie rododendrony......
I na nich skupił się Lutek ze swoim obiektywem..... robi przepiękne zdjęcia,
Tak tez było tym razem, ale oprócz fotografii kwiatów i zamczyska uwiecznił i mnie ....
Nigdy nie miałam tylu wspaniałych zdjęć. I coś w tym jest..... z początku nie podobałam się sama sobie na tych zdjęciach ale w miarę upływu czasu zaczynam się sobie "podobać"....
Dostaję również od swoich znajomych , którzy oglądają moje fotki na portalach.... informacje, że widać na mojej twarzy szczęscie, ...a nawet padło stwierdzenie, ze chyba przezywam miodowy miesiąc skoro tak pieknie wyglądam.
Zastanawiające, te słowa padają od ludzi którzy mnie trochę znają, więc słowa ich są na pewno szczere i adekwatne do sytuacji. Nie mam powodu aby im nie wierzyć, więc mogę stwierdzić, że to co czuję jest widoczne na mojej twarzy....
Zdziwiło to i Ludwika.... chyba mi nie do końca wierzy, że czuję się szczęśliwa i spełniona....ale te stwierdzenia skomentował w swoim stylu.....
Człowiek który jest w zgodzie ze samym soba, ma spokojną i uładzona duszę i gorące serce przenosi te wartości na swoją fizjonomię. i dobry obserwator potrafi odróznić udawany uśmiech od tego płynącego z wnetrza i rozświetlającego .
Jest juz późno , zaraz idę spać, przytulę się do swojego "szczęścia" i zasnę w jego objęciach...
Szczęście wszech czasów
Patrzę na twoje dłonie
pragnąc byś nimi mnie przykrył,
ciepło tocząc palcami
owinął ramieniem w ciszy.
Wtulona już się nie lękam
trudnej, spóźnionej miłości,
chcę możliwie najdłużej
w bezpiecznym kręgu pozostać.
Usta sunące po ciele
po miękkim, ciepłym atłasie
piszą czule na skórze,
że miłość jest wszech czasem.
Odnajdziesz ją w minionym,
ale i w przyszłym zarazem,
teraz jest z nami blisko,
darząc nas szczęściem nawzajem.

Autor:
Biala dama




















17 maja 2011

ŁAD I UCZUCIA



Dzisiaj był dzień sprzątania, zarówno w ogrodzie, garazu jak i .... chyba w zyciu .....Ład i porządek powinien być widoczny w naszym otoczeniu, wtedy i nasze życie nabiera również harmonii. Stajemy się wewnętrznie piękni, spokojni, emanujemy po prostu dobrem .

Niestety wokół nas jest wiele brudu moralnego, zakłamania, którego nie zawsze możemy uniknąć, żyjemy w takim świecie i chyba nie mamy na to wpływu, ale we własnym zyciu możemy sobie układać według swoich wartości.

Myślę że ja wyszłam juz z tego haosu moralnego, zaczęłam życ normalnie układając je sobie z Ludwikiem, oboje pragniemy spokoju , ciepła , .. bo przecież przeszliśmy przez te wszystkie zawirowania i nie zawsze było "wesoło"

Wiosna jest taką porą roku kiedy zaczynamy właśnie porządki....i chyba dobrze sie stało ze właśnie wczesną wiosną zakwitło nasze uczucie, teraz trzeba je tylko pielęgnować, bo....


Nie ranić uczuć


Dla nas uczucie, najpiękniejszym darem,

Ono głęboko tkwi w duszy człowieka.

Jest źródłem szczęścia, miłości bezmiarem,

Na którą ciągle spragniony ktoś czeka.

Tak jak w symfonii pana Vivaldiego,

Z porami roku często się przeplata.

Nie ma w tym wszystkim, nic nadzwyczajnego,

Uczucia mają trochę zimy, lata.

Trzeba uważać, to krucha materia,

Można je wzbudzać, na nich „grać” i zranić.

I nie pomoże żadna kokieteria,

Różne zabiegi, nie zdadzą się na nic.

Należy uczuć strzec jak oka w głowie,

Mogą odpłynąć, jak wzburzona fala.

I nie wystarczą wtedy dobre słowa,

Będą się od nas i tak wciąż oddalać.


Autor: wrobel



13 maja 2011

KONCERT e-moll CHOPINA



Słucham koncertu e-moll Szopena..... puściłam prawie na full i upajam się dźwiękami. Od zawsze ten koncert wywoływał we mnie emocje, rzewność, nostalgię, tęsknotę..... nie wiem za czym..... czasami nawet łzy....

może to z nadmiaru piękna ? czuję te nutki całą sobą, właściwie każda komórka mego ciała jest wprawiona w drgania dźwięków.....

przecudnych, perłowych, niosących olbrzymi ładunek emocjonalny....

cytat z netu....

....W maju ukończył Larghetto, które pisał w nastroju szczególnym. W połowie miesiąca zwierzał się Tytusowi Woyciechowskiemu: „Pomimo woli – przez oczy – wpadło mi coś do głowy – i lubię się tym pieścić”. Biografowie nie mają wątpliwości: nadal trwała aura oczarowania postacią Konstancji Gładkowskiej,


to oczarowanie czuje się w muzyce, przebija się poprzez dźwięki aura uczucia, niespełnionej miłości....

dla mnie to magiczna muzyka, przywołuje dawne wspomnienia najpiękniejszych młodzieńczych lat, czasu kiedy jeżdziłam na festiwal Szopenowski do D. i słuchałam tych wspaniałych dźwięków płynących z Dworku siedząc w parku....

i zawsze kiedy ożywia sie moja dusza, czy to z powodu smutku czy radości ten koncert jest balsamem. Łagodzi ból duszy z powodu cierpienia , ale radość potrafi przmienić w uniesienie.

Tak jest właśnie w tym momencie, słucham go sama , brakuje mi tylko Lutka...ale kiedy skończy swoje zajęcia odsłuchamy ten koncert jeszcze raz.Wiem że i on przezywa muzykę podobnie jak ja. Nieprawdopodobnie zbieżna jest nasza wrazliwość .... przekonujemy się o tym prawie codziennie.

Dziś na przykład zeszłam do piwnicy aby go zawołać na południową kawę..... spotkaliśmy się równo w połowie drogi.... bo sam już szedł na górę.....

dlaczego i ja i on pomyśleliśmy o tym samym w jednym momencie ?

kolejny zbieg okoliczności , a właściwie to dla mnie juz prawie normalnośc, że równocześnie potrafimy wypowiadać te same słowa, wykonywać te same czynności....

Oboje działamy jak nadajnik i odbiornik..... jedno nie zdąży pomyśleć a drugie jeszcze z myśli to odbiera...

Pewnie psycholog nazwałby to jakoś mądrze, ja się śmieję, że to się dzieje za przyczyną naszych Aniołów.

Czekam teraz na spokojny i ciepły wieczór, kiedy będę mogła się przytulić i poczuć na twarzy pocałunki Ludwika...


....Jest taki wieczór, gdy gwiazdy bledną, a księżyc wstydliwie chowa się w cień, Siedzimy blisko, wpatrzeni w siebie, więc przytul mnie mocno nim stanie się dzień. To nic, że w dali ludzie się śmieją, że nikt nie rozumie naszych słów.

Ty tylko jesteś moją nadzieją, kochanku serca moich snów. .....



9 maja 2011

ROWER



Moje zycie biegnie nieubłaganie naprzod, zaledwie miesiąc temu mielismy zimę a juz wiosna jest w rozkwicie.Korzystamy więc razem z Lutkiem ze wspaniałej ciepłej pogody i wybieramy sie na przejazdżki rowerowe, ja jestem w tym temacie zielona, nie jeździłam do tej pory... ale teraz pod okiem "instruktora" / kochanego i wyrozumiałego/ zaczęłam swoją przygodę z dwoma kółkami.
Wybralismy sie więc ostatnio na taki wypad,
wyjechaliśmy pod wieczór, na niebie świeciło jeszcze słońce, jechalismy więc sobie spokojnie między łanem rzepaku a oziminą piękna asfaltową drogą, ciszę przerywał tylko spiew skowronka. Zatrzymaliśmy się po jakimś czasie na krótki postój, weszliśmy na polna drogę skąd rozpościerał sie wspaniały widok na okoliczne wzgórza i pola, sprawiało to wrażenie niesamowite, tyle piękna wokół nas, .... tylko MY i przyroda....
Lutek w pewnej chwili objął mnie i pocałował..... ten pocałunek w promieniach słońca na tle tak pięknych widoków był momentem prawie nierealnym.... odebrałam go jako kolejny mały cud w naszym życiu....
Opiekuńcze ramiona ukochanego mężczyzny, gorące usta..... czy można marzyc o czymś więcej ?
Trwalismy tak wtuleni w siebie chłonąc naszą bliskość ....
Za chwilę ruszylismy dalej, ponieważ droga biegła pod górę a ja niestety nie daje jeszcze rady jechać szlismy sobie prowadząc rowery i rozmawiając. Lutek powiedział , wiesz może czasami nie potrafię słowami powiedzieć tego co czuję, ale....
wiem co chciał powiedzieć, wiem tez , że w tym temacie jest małomówny, albo moze jeszcze niezbyt pewny swoich uczuć skoro nie padają słowa...
Ale widzę jego zachowanie na co dzień, czuję się otoczona ciepłem i uczuciem więc słowa nie sa tu chyba najważniejsze.
Dalsza droga wiodła nad zalew, sceneria jednak nas przerosła, po trzeciomajowych opadach śniegu na ścieżce leżały powalone konary i gałęzie.... więc znów trzeba było zsiąść z rowerów.
Za to nad wodą kolejny zachwyt, śpiew ptaków, plusk wody..... z szuwarów wypłyneła kacza rodzina, a gdzieś w oddali nurkowały dwa perkozy, pojawiły się też łabędzie, na gnieździe siedziała łyska...
Odczuwalismy oboje ten niesamowity piękny czas podarowany nam......
Wracaliśmy juz o zachodzie słońca, które czerwoną łuną oświetlało wzgórze zamkowe i wygasły wulkan....Znów sceneria bajkowa....
Te wszystkie pozytywne wrażenia przełożyły się na gorącą , namiętną noc.....
Prawdą wszak jest że na udana noc pracuje się juz od rana,
Taki wspólny wypad, wspólne przezycia piękna przyrody bardzo łączy, więc nic dziwnego że i w łóżku bylismy dla siebie niesamowitymi kochankami. Radość ze wspólnej bliskości miała zapach wiśni.... Było nieziemsko i odlotowo.
I w niedzielę po koscieie Lutek mi mówi ze "zgrzeszył na mszy " bo przeniósł się myslami do naszej wspólnie spędzonej nocy.



Chyba nie trzeba piękniejszego potwierdzenia.... i za to go własnie kocham, za te proste słowa , świadczące o jego uczuciu i wrazliwości.









Wiosną na rowerze
Pieśnią wolności opon granie



,łańcuch w ogniwach cicho mruczy,



że czas się w wiosny włączyć taniec,



czas się jej piękna znów nauczyć.



Na twarzy wiatru lekki powiew,



jasny, promienny słońca dotyk



trochę bliżej lepsze zdrowie



i trochę dalej są kłopoty.



Krajobraz nowy się odsłania,



kwitnące kwiaty, młode liście,



zapachów słodkich panorama,



kolory świeże i przeczyste.



4 maja 2011

LUTKI



Dzisiaj otworzyłam pocztę , a tam wiadomośc ze społecznościowego portalu.... komentarze do wstawionych przeze mnie zdjęć. Juz zapomniałam że w 2008 roku tam sie zalogowałam, ale aby być nierozpoznawalna bo to portal miejski wpisałam sobie inne dane..... czyli Krystyna Lutek...:)
może to nic dziwnego ale na Ludwika mówią wszyscy - i ja też - Lutek....
ostatnio odwiedziła nas siostra Ludwika i powiedziała z uśmiechem że przyszła do Lutków....
ileż w naszym życiu będzie jeszcze takich zbiegów okoliczności ?ż trzy lata temu nawet nie śniłam że poznam kogokolwiek, że zmienię swoje życie ... a ta osobą bedzie Ludwik czyli Lutek....
Zastanawiające to jest i niesamowite, że spełniają się wywołane przeze mnie słowa w obecnej chwili.
Siedzę teraz przed lapkiem, za oknem słońce ..ale na ziemi zamiast zielonej trawy leży śnieg. Tak, tak , wczoraj spadło go aż ponad 20 cm, gałęzie drzew pochyliły sie do ziemi. Wprawdzie postrącałam mokry snieg z drzew owocowych ale i tak kilka gałęzi i kwiatów zostało połamanych. Szkoda. No i wczoraj nie mielismy przez cały dzień prądu... ale mnie to nie przeszkadzało.

Żyję teraz spokojnie , staram się aby było jak najwięcej chwil szczęśliwych....

Cieszy mnie wszystko, i wspólne rozmowy, i wspólne posiłki, picie kawy czy też szalone i gorące chwile w łóżku.

Czasami pachnące wiśniami..... tak jak w tej piosence, że szczęście trzeba rwać jak świeże wiśnie....

Rwiemy je , bo nie wiadomo kiedy może nadejśc mróz i zamienić nas w białe całuny....

Dlatego tez powinniśmy dbać o swoje uczucia, pielęgnować je, aby kwitły przez dany nam od Losu czas najpiękniejszym kwieciem....


Chcę być kwiatem w Twoich dłoniach.

Chcę być wiatrem w Twoich włosach.

Chcę być światłem w Twoich oczach.

Chcę być muzyką w Twej duszy...


Ludwiku..... jestem ?????


2 maja 2011

SPROSTOWANIE I SŁOWIKI



Dzień 1 maja od lat szkolnych był kojarzony jako święto komunistyczne, pamietne pochody ze szturmówkami, sprawdzane listy obecności przed i po.....wczorajszy dzień natomiast choć z datą 1-majową był świętem o zupełnie innym wymiarze. W tym bowiem dniu w Watykanie został beatyfikowany nasz rodak, Papież Jan Paweł II . To wielkie przeżycie dla wielu Polaków choc nie wszyscy pewnie odbierają to wyniesienie na ołtarze w odpowiedni, godny sposób.Jest w R. aleja gdzie posadzono drzewa i umieszczono kamienie z nazwami Wielkich Polaków, tam też wczoraj wybralismy się z Ludwikiem aby uczestniczyć w spotkaniu o godzinie 21.37 przy kamieniu Jana Pawła II .Było nas 7 osób, zapaliliśmy znicze, został odczytany krótki tekst na tę okoliczność....później wywiązała się rozmowa.... mnie zabrakło jednak modlitwy....ale ponieważ jestem tutaj obcą osobą więc nie zabierałam głosu , nie znając tutejszego zwyczaju.




Wracaliśmy z Ludwikiem ciemną drogą, pośród drzew, trzymając się za ręce...... było nastrojowo ....jak w bajce.... i wtedy usłyszeliśmy wspaniałe trele....




to słowik nam śpiewa - powiedział Ludwik




za chwilę odezwał się drugi, i jeszcze jeden..... tak jakby na zawołanie chciały nam umilić swoim śpiewem te piękne chwile.I były .... całowaliśmy się na tej drodze słuchając słowików..... jak zakochani w sobie i w tym otaczającym nas pięknie, aż nie chciało się wracać do domu....Pierwszy raz słuchałam tak ślicznego śpiewu.... w mieście nigdy nie słyszałam słowika, no bo skąd taki ptaszek w dużej aglomeracji, dopiero tutaj na ......hmmm muszę dokonać pewnego sprostowania....pisałam dwa lata temu że chciałabym żyć na zapadłej wsi...... Opatrznośc podarowała mi wieś.... ale wieś niezwykłą, o bogatej historii nie mającą z zapadłością nic wspólnego..... no chyba , że przekorę Ludwika, który mi tę zapadłość wytyka na każdym kroku.Więc teraz Lutku:
Niniejszym prostuję, że R. jest wsią NIEZAPADŁĄ.... to wieś, która ma aż kilka połączeń z zapadłym Wrocławiem, co ją nobilituje i podnosi jej rangę :)) w oczach całego kraju a nawet świata...a w ramach przeprosin należy ci się nagroda, którą sobie sam wybierzesz. Ale bez szaleństwa....Koniec tematu . Kropka.





SŁOWIK
Chciałam to sprawdzić, bo nie wiem


nie znam słowiczych zwyczajów


czy prawda, że pięknym śpiewem


można zachwycić się w maju


Wieczór był właśnie majowy


spacer w zieleni... uroczy


nagle spostrzegłam że słowik


piękne, niebieskie ma oczy


Włosy, przybrane już szronem


a dłonie - czułe w dotyku


usta, zachłanne, szalone


nie znałam takich słowików


Rozdzwonił w mym sercu ciszę


słowiczą piosnką...w platanie


trel jego słodki wciąż słyszę


przepięknie brzmi...wyszeptaniem.