23 marca 2011

WOLNOŚĆ


Czas przeszły dokonany....
nareszcie jestem wolnym człowiekiem, rozejście zostało podparte dokumentem urzędowym i rozwód stał się faktem. Pozostało jeszcze wyplątanie się z domu - nie domu , z bieżących spraw z którymi mam nadzieję wkrótce się uporam.
Wtedy mogę zacząć życie na własny rachunek, uwzględniając własne potrzeby i oczekiwania ,
potrzebne jest mi nowe życie jak powietrze, bez którego człowiek ginie... powietrze świeże , przesycone barwami przyrody, zapachem wiatru, promykiem słońca.... i L.
Zaczęła się wiosna a wraz z nim moje marzenia mają szanse się obudzić z wieloletniego letargu i rozkwitnąć wszystkimi kolorami tęczy, czy tak będzie ...? nie wiem... co mi Los jeszcze przeznaczył, ale postrzegając dotychczasowe Jego działania mogę przypuszczać, że nie poskąpi mi radości w tych ostatnich latach życia.
Mam jeszcze jedno pragnienie.... chciałabym być z Bogiem jak najbliżej , zjednoczyć się z Nim w czasie Mszy Św. ... przeprosić za dotychczasowe życie nie zawsze zgodne z przykazaniami oraz podziękować za opiekę, a przede wszystkim za postawienie na mej drodze L. ..
mam nadzieję, że i to pragnienie wkrótce się spełni, wszak jest czas Wielkiego Postu, słucham w RM rekolekcji i wiem , że teraz mogę tego dokonać.
Serce moje jest już daleko stąd, dusza również.... całą sobą jestem już .....
L. wiesz dobrze o czym piszę.... jesteś moim darem od Losu, darem którym nie potrafię się nacieszyć....napawam się nim codziennie pomimo pewnych ograniczeń.....

19 marca 2011

TRZĘSIENIE ZIEMI I TSUNAMI


Japonię nawiedziło straszliwe trzęsienie ziemi, czego ubocznym skutkiem było tsunami, zginęło tysiące ludzi, powstały wielkie zniszczenia....


to samo można odnieść do mojego życia.....i w nim nastapiło trzęsienie , które sygnalizowane było od lat.... czekało na odpowiednią chwilę ? pewnie tak.....


Nastąpiły niesamowite zbiegi okoliczności, o których bedę pisac w kolejnych postach. Bo te okoliczności to nowy rozdział mojego życia... dotychczasowe rozleciało się z wielkim hukiem, w sądzie jest sprawa rozwodowa....mogę powiedzieć, nareszcie wyzwalam się z obcowania z tyranem i praktycznie obcym juz dla mnie facetem. Pozostaje tylko jako ojciec mojego dziecka. Wiem że czeka mnie jeszcze batalia w sądzie, ale ja juz z danej drogi nie zboczę, doprowadzę ją do końca i szczęśliwego dla mnie finału.


Wiem , że trzeba to było zrobić dużo wcześniej, ale nie miałam tak mocnego bodźca aby zawalczyć o tę swoją wolność.


Bodziec pojawił się 9 lutego, jak pisałam wcześniej.... w osobie L.


To niesamowite spotkanie netowe, posty i późniejsze spotkanie tylko potwierdziły prawdę....że ja L. znałam od...ZAWSZE.....


Tak, kiedy po pierwszej wymianie zdań weszłam na jego profil i zobaczyłam zdjęcia..... wiedziałam że zmaterializowały się moje marzenia, skrywane gdzieś głęboko w sercu przez wiele, wiele lat....


Juz wtedy wiedziałam , że chcę z tym Człowiekiem spedzić resztę życia, jeżeli oczywiście Opatrzność na to pozwoli.


Wszystkie kolejne zbiegi okoliczności utrwalały mnie w przekonaniu że i Opatrznośc jest nam przychylna. Ja już nie miałam wątliwości....


Wiedziałam , że to jest osoba, która kocham od wielu lat a o istnieniu której nie wiedziałam...że to jest własnie Ta Miłość o której się po prostu wie i czuje.... że niepotrzebne są pytania i rozważania.


Miłość która po prostu istnieje.....od zawsze.....


i to jest najdziwniejsze, że ja , sceptyk, który tyle razy rozważał na kartach tego bloga temat miłości teraz po prostu przyjęłam to jako fakt dokonany i nie wymagający jakiegokolwiek potwierdzenia.


L. jednak myślę, musi mieć czas do przerobienia tematu do końca. Na niego spadło to nieoczekiwanie, czego nie mozna powiedzieć o mnie....ja byłam o tym przekonana od pierwszego dnia znajomości...


Dla mnie po prostu zaistniało coś, co żyło w moim umysle, a teraz tylko przybrało postać Człowieka.


Nawet to, że zawsze pragnęłam mieszkać w domu na wsi , na Pogórzu K.... zmaterializowało się w całości. Właśnie piszę z tego domu, mojego miejsca na ziemi podarowanego mi przez L. ..przez okno świeci słońce, patrzę na budzący się ogród.... mogłabym powiedzieć, że jestem nareszcie spełniona i szczęśliwa...


choć przede mną jeszcze trochę zawirowań i kłopotów. Ale skoro mam przy sobie L. z jego czułością, opieką i uczuciem wiem że wszystko pokonam aby stać się naprawdę szczęśliwą a tym samym dać szczęście L.




Kochać to chcieć przemierzyć cały świat we dwoje, po to, by nie było miejsca na ziemi wolnego od wspólnych wspomnień."




i tak chciałabym przeżyć reszte swojego zycia,.... wspólnie z L. przemierzyć cały świat... choć świat to może za dużo powiedziane....najważniejsze, że we dwoje...




Zasypiać i budzić się przy kochanej osobie to tylko ułamek szczęścia. Dopełnieniem jest zagospodarowanie reszty."




Mam głęboką nadzieję ,że potrafimy z L. skutecznie zagospodarowac sobie resztę naszego życia dla obopólnej satysfakcji i wzajemnego poczucia szczęścia..