8 grudnia 2010

SPIĘCIE


Wczoraj nastąpiło ostre spięcie z G., wprawdzie w necie, ale z jego strony padło dużo gorzkich słów pod moim adresem.... właściwie to powinnam się obrazić, ale ....
powstrzymało mnie od tego jedno zdanie jego wypowiedzi....
....."już jedna była co chciała mną rządzić i wszystko robić tak jak się jej podobało".....
i tu jest sens.... on się boi powtórki, boi się, że znów ktoś nim zawłaszczy....
a przecież sens naszej rozmowy był zupełnie inny, chciałam go zmobilizować aby założył sobie konto na portalu i sam ściągał potrzebne rzeczy. Bo do tej pory to ja ściągałam i wysyłałam na jego pocztę. Ale z niego mały leń... a próba przekonania go skończyła się awanturą, bo ponoć "coś mu się zawiesiło w komputerze".
I tak z małej chmury - duży deszcz. Ale przynajmniej otworzył się i wiem co go boli....
Napisałam mu, że chyba nienawidzi kobiet za zło jakie mu uczyniły i za to, że niektóre nie odwzajemniły jego miłości....a ja nie należę ani do jednej ani do drugiej grupy... i że nasze kontakty wcale nie muszą byc utrzymywane... mogą oczywiście za obopólną zgodą.... ale on sam nic nie musi... może - ale nie musi....
Później zastanowiłam się że może zbyt gwałtownie go chciałam przekonać...
a jego emocje jeszcze są zbyt mocne , niewyciszone...
G. jest bardzo zamkniętym w sobie człowiekiem, powiedziałam mu, że ma mroczną duszę, przyznał mi o dziwo rację, ale wiem że wewnątrz jest bardzo ciepłym facetem, tylko trzeba aby bez obawy o zranienie otworzył choć trochę drzwi do swego serca...
Ale na to potrzeba chyba trochę czasu.
Powiedział kiedyś, że cieszy się swoją wolnością jak pies spuszczony z łańcucha.... to jego słowa.... ale każdy pies pragnie mieć jednak swojego pana którego będzie kochał i któremu będzie wierny....
Powiedziałam mu też , że ja bym chciała aby ktoś się o mnie troszczył, dbał o mnie, interesował się moimi problemami... u niego jest odwrotnie... nie potrafi zaufać że nie chcę nim ani zawłaszczyć ani tym bardziej rządzić...
Brać czyjeś dobre intencje tez trzeba umieć....

Ale ten, kto odmawia przyjęcia, robi przykrość ofiarodawcy. Dlatego jeśli podejrzewamy, że mamy kłopoty z braniem, zastanówmy się, z czego to wynika. Jestem niegodny? A właściwie dlaczego? Skoro ktoś wyszukał dla mnie prezent, przygotował coś dobrego do jedzenia, zrobił na drutach szalik, to widocznie uznał, że jestem ważny. Wezmę więc to z radością, żeby i on poczuł się dobrze. Przyjmując coś, wyrażamy swoją wdzięczność i miłość. Wtedy tamta osoba także czuje się obdarowana. Bo branie to też dawanie.
rozmowa zakończyła się słowem ...przepraszam ... z mojej strony, wiem może to niepoważne ale zrobiło mi się go szkoda że tak się miota w tej swojej bezradności....
ale ja tym miotaniu widzę wołanie o miłość . o uczucie... o to że jest nieszczęśliwy a pragnie być kochany....
tak jak każdy zresztą człowiek....
i później już normalnie potrafiliśmy rozmawiać....
Nie przypuszczałam jednak że targają nim tak olbrzymie negatywne emocje, nie znałam go z tej strony, jawił mi się jako bardzo spokojny, opanowany facet....
ale to dobrze.... poznałam problem jego życia....i tego, że kocha kobietę nieodwzajemniona miłością i stad te problemy......

Najważniejsza jest ta miłość, którą czujemy w sobie i dajemy bezwarunkowo i bezinteresownie innym, a nie ta którą chcielibyśmy dostać od innych.