29 lipca 2009

SMUTEK


Lubię wędrówki po górskich szlakach.Oprócz podziwiania piękna przyrody można się wspaniale wyciszyć i zregenerować. Wędruję więc ze swoją grupą szlakami, medytując po drodze , w oderwaniu od zwyczajnych spraw. Jestem jednak zwierzęciem samotnikiem, choć w grupie - to jednak w pewnym oddaleniu. Nie kręcą mnie rozmowy i lekkie ploteczki, wolę aby była obok mnie osoba, która milczy - i przezywa duchowo to samo co ja. Mam taką przyjaciółkę..... znajomość szkolna z przed 40 lat.... odnalazłyśmy się na NK.... i dopiero teraz odnajdujemy w sobie pasje, które do tej pory były ukryte.... Nie potrzeba nam wielu słów, choć sprawy osobiste są dla nas zamknięte, [ tak jest lepiej ] ... nie zwierzamy się sobie z własnych problemów. Czerpiemy radość z tego, że czasami uda nam się spotkać, porozmawiać i ...pomilczeć. Nie obciążamy psychiki kłopotami....tych zawsze jest dosyć. A żyć trzeba, i cieszyć się dniem codziennym....
Właśnie dziś dotarła do mnie wiadomość o śmierci naszej koleżanki.... wstrząsnęła mną, choć wiedziałam, że choruje...
Ale kiedy odchodzi osoba bliska, znajoma , bardziej boli. I zdaję sobie sprawę, że każdego z nas czeka taki sam los. Oby tylko nie był poprzedzony ogromem cierpienia, którego nie sposób unieść.
Ale ponoć : jakie życie - taka śmierć.....
Ona już jest szczęśliwa, dołączyła do syna, którego straciła tragicznie...

Patrząc na to, własne cierpienia stają się mniejsze, można je ofiarować Bogu....
Dusza trochę uspokojona, chłodniejsza , choć dla mnie to marazm... Ja potrzebuję do życia bodźców, pozytywnych !!!! a taki letarg.... to jakby......
Ale może tak jest lepiej ?

Niedawno minęła pewna 40 rocznica :) były życzenia i rozmowa..... z oddali.....
i słowa wypowiedziane poprzez wiersz...


Co by to było Stale ogrzewam się wspomnieniami
doznań, uniesień, uroczych pejzaży.
Wtedy znanymi wędruję szlakami,
w których są miejsca, gdzie można pomarzyć
co by to było, gdyby się inaczej życie potoczyło. Lecz inną drogą na jawie wędruję
i na niej inne koloryty losu.
Jak na blejtramie myślami maluję
barwy jesieni z krzewinkami wrzosów
wraz z tym, co było
i co bardzo wiele tu,
dla mnie znaczyło
Ewa Willaume - Pielka

i trochę radości w tym smutku....

20 lipca 2009

KONAR


"Bywają straty będące nieocenioną korzyścią sięgającą w przyszłość" Maurice Maeterling

Chciałabym aby te słowa przewartościowały moje życie. Aby te wszystkie moje niepowodzenia życiowe, osobiste klęski przekuły się w końcu w szlachetną stal....i dały choć trochę jaśniejszą przyszłość.
Z jednego jednak się cieszę, postanowiłam i dotrzymałam słowa w przytłaczającej dla mnie sprawie.....z Bożą pomocą i prawie bezstresowo wyszłam z zakrętu na prostą i choć czasami boli dusza to jednak to zwycięstwo nad własną słabością podnosi mnie na duchu.
A dusza boli, zwłaszcza wieczorami....ogarnia mnie tęsknota i żal....na który nie ma lekarstwa.

Ogród przemijania
W ogrodzie się zmienia.

Wszystko w nim starzeje.
I coraz mniej cienia.
Jabłonka niszczeje.
Czereśnię wycięto.
Chwasty wiatr rozwiewa.
Już nie pachnie miętą.
Słowik rzadziej śpiewa. Ale będą kwiaty. Jakieś drzewa – może.
Mają być rabaty.
Jest już włoski orzech

Będzie kwiat paproci
Kwitnący co roku
I kosze dobroci
Gdzieś, zawsze o zmroku.
Ewa Willaume-Pielka

10 lipca 2009

*****


Bez zmian, dusza boli a poprawy nie ma.....