26 września 2016

WSPOMNIENIA Z SZUFLADY CZ.III



Dawno nie otwierałam swojej zaczarowanej szuflady, pełnej wspomnień. Czas zatrzymał się tam chyba dwa lata temu, ale nadeszła chwila, aby ją otworzyć i  trochę przewietrzyć.
Zdjęcia  są stare, ocalone od spalenia lub wyrzucenia na śmietnik , kiedy ich właścicielka, samotna starsza pani zmarła.
Nie potrafię rozpoznać postaci na fotografiach, część zdjęć robiona jest w Niemczech , w czasie wojny i po wyzwoleniu, kiedy to Polacy przebywający na przymusowych robotach, jeszcze tam przebywali.

  trzecia z lewej to moja "przyszywana " ciocia Irena  zdjęcie zrobione prawdopodobnie w Niemczech  w roku 1945


 ciocia Irena w mundurze


 to zdjęcie zrobiono prawdopodobnie w Warszawie jeszcze przed wojną, Irena z prawej, jeszcze radośni, uśmiechnięci, młodzi, młody mężczyzna niesie zapakowane ciastka kupione w cukierni....


Irena
to też Irena, zdjęcie pewnie z jakiegoś dokumentu, może kennkarty ?


 może to jakieś miasteczko pod Lubeką, gdzie Irena przymusowo pracowała ?


to też Irena ....

23 września 2016

ŻYCIE, WIARA CD......





Nawiązując do poprzedniego wpisu, znalazłam  na blogu
 http://kpalys.blogspot.com/

piękne słowa, cytuję:

....Największą jedność odczuwam z innymi, nie tyle poprzez fizyczną obecność, choć i ona jest ważna, ile dzięki duchowej łączności w Bogu. Słowa w pewnym momencie się kończą lub po prostu nie wystarczają. 

Takich doświadczeń nie sposób wyrazić, ponieważ rozgrywają się w krainach nietkniętych przez słowa.


.....Modlitwa to powracanie do prawdziwej ciszy, nauczają kartuscy pustelnicy. Nie przez robienie czegokolwiek lecz przez zgodę na to, aby krok po kroku ustawała aktywność i ustępowała wobec prawdziwej i wewnętrznej ciszy, która zaczyna zajmować należne jej miejsce. 

Jeśli raz usłyszymy taką ciszę, będziemy za nią tęsknić. 

Należy tylko uwolnić się od przekonania, że sami z siebie możemy ją odtworzyć. Ona jest w nas, nawet kiedy jej nie słyszymy.

 To jest to,  co czułam,  a nie potrafiłam ubrać we właściwe słowa....
Dlatego polubiłam swoją samotność.... a nie osamotnienie , jak pisze o. Krzysztof. To dwa różne stany ducha.
Moja samotność zamyka się w domowych pracach, porannym spacerze z psem,  w kubku aromatycznej kawy,
i choć czasami brakuje mi najnormalniej w świecie  zwyczajnej rozmowy, to fakt że moje dziecko przychodzi  do nas na chwilę, rozjaśnia mi tę moją samotność.
Tak się cieszę, że mam ją teraz blisko siebie.....


gruzowisko, ale widać już fragmenty nieba.... będzie dobrze :)


18 września 2016

ŻYCIE, WIARA



Ostatniej nocy, kiedy sen nie przychodził a komary  kąsały..... usłyszałam w radio bardzo ciekawe zdanie, ponoć wypowiedział je Benedykt XVI....
cytuję:
...im jestem starszy tym bardziej czuję się dzieckiem Maryi....

zastanowiły mnie te słowa, bo i ja w ostatnich latach bardzo zbliżyłam się do Boga.  Nie jestem dewotką , nie biegam codziennie do kościoła, nie nawracam nikogo, ale spokojnie prowadzę swój dialog , wiele rzeczy potrafiłam dostrzec własnie poprzez pryzmat modlitwy. Ona wycisza , uspokaja i rozświetla umysł.
Jestem już w takim wieku, kiedy 3/4 życia jest za mną, nie wiem kiedy zostanę wezwana na Drugą Stronę Tęczy, ale własnie teraz jest czas aby uporządkować swoje osobiste sprawy.


Późno
Późno Cię umiłowałem, Piękności tak dawna, a tak nowa, późno Cię umiłowałem. W głębi duszy byłaś, a ja się po świecie błąkałem i tam szukałem Ciebie, bezładnie chwytając rzeczy piękne, które stworzyłaś. Ze mną byłaś, a ja nie byłem z Tobą. One mnie więziły z dala od Ciebie - rzeczy, które by nie istniały, gdyby w Tobie nie były. Zawołałaś, krzyknęłaś, rozdarłaś głuchotę moją. Zabłysnęłaś, zajaśniałaś jak błyskawica, rozświetliłaś ślepotę moją. Rozlałaś woń, odetchnąłem nią - i oto dyszę pragnieniem Ciebie. Skosztowałem - i oto głodny jestem, i łaknę. Dotknęłaś mnie - i zapłonąłem tęsknotą za pokojem Twoim(...) Stworzyłeś nas bowiem jako skierowanych ku Tobie. I niespokojne jest serce nasze, dopóki w Tobie nie spocznie(...) Nie wychodź na zewnątrz, wróć do siebie samego: to we wnętrzu człowieka mieszka prawda. św. Augustyn

Kiedy człowiek jest młody, pracuje, zajmuje się  domem, dziećmi nie zawsze ma czas i siły aby dogłębnie zajrzę do swojej duszy.
Za dniem dzisiejszym przemawia jeszcze doświadczenie przeżytych lat, w większości trudne, samotne, dobrych chwil nie było dużo, ale pewnie taki Los został mi zapisany gdzieś tam w gwiazdach.
Teraz potrzebuję spokoju, ciszy aby powoli nadrabiać  to czego nie mogłam kiedyś dokonać.
Bardzo pomocne mi są audycje nocne w Radiu Maryja,kiedy pada codziennie inny temat do rozmowy. Dzwoniący , przeważnie starsi ludzie dają świadectwa swojego życia, opowiadają przeżycia wojenne,  zesłania  na Sybir, ciężkie lata nowej okupacji....
ile ludzi - tyle losów

Moje okno  na świat ma kraty, zarasta winoroślą, coraz mniej można przez zielone liście dostrzec świata, dlatego też  zwracam się w gąb siebie, w przeszłość, analizuję, ....jeżeli mogę załatwić sprawy dawniej nie załatwione - to to czynię. Po prostu sprzątam i porządkuję swoje zakamarki życia.

.....Nie posprzątałam tylko w swojej skołatanej głowie.
Kłębią się w niej obawy i myśli podszyte strachem.
Emocje nie dają spać aż do bladego świtu...
Boże,kiedy wreszcie spokój nastanie pod moim dachem ?
Barbara Leszczyńska


14 września 2016

UCZUCIA, WIĘZY KRWI





Zastanawiałam się kiedyś czy istnieje prawdziwa miłość....miałam wtedy na myśli uczucie do najbliższej  osoby, teraz widzę, że to pojęcie jest baaardzo szerokie, jedni uważają, że potrzebne są słowa, inni że tylko czyny.... no i chyba każdy człowiek ma inne potrzeby odczuwania tego uczucia.
Obecnie widzę, że jest tylko jedyne w życiu prawdziwe uczucie...miłość matki do własnego dziecka,  i odwrotnie

 taka kartkę dostałam od swojego dziecka

Wiem, że dla szczęścia i pomocy własnemu dziecku można poświęcić własne szczęście.
I tak się stało obecnie,
Człowiek, który nigdy nie posiadał własnego dziecka, nie jest w stanie zrozumieć tych więzi krwi, tej miłości , tego uczucia.
Jest przecież w Piśmie Świętym przypowieść o marnotrawnym synu, SYNU, własnym dziecku, któremu ojciec przebacza wszelkie niegodziwości i zmarnowanie majątku. Przyjmuje go z otwartymi ramionami,
Miłość rodzicielska to właśnie TEŻ GENY, -   którymi tak pięknie się szafuje,
i kiedy nadeszła odpowiednia pora one dały znać o sobie.
Uważam, że człowiek uważający się za mądrego, uczuciowego potrafi to zrozumieć. Niestety , kiedy niechęć rośnie , to szuka się pretekstów , do szkalowania, obrażania itd. Świadczy to albo o małostkowości, albo o braku wyższych uczuć. Ja tak to odbieram, być może się mylę, ale całkowity brak rozmowy nie pozwala mi myśleć inaczej.
Jest dużo spraw niewyjaśnionych, nie przedyskutowanych, i brak jakiejkolwiek ochoty  z jednej strony aby do nich doszło.
To powoduje zamknięcie się na potrzeby drugiej osoby.
 Piszę  trochę chaotycznie, ale muszę to z siebie wyrzucić, oczyścić atmosferę wokół siebie.... może    wkrótce napiszę wprost o co mi chodzi,
Zostałam poniżona, oskarżona ....



13 września 2016

***






TYLKO TYLE....... I AŻ TYLE


16 sierpnia 2016

MATKA BOŻA ZIELNA



 ALEKSANDER KOTSIS


W Matkę Boską Zielną

Kwiaty z pół okolicznych uszczknięte i zioła,
Prze najmilsze ofiary pracowitej wioski
Przyniosły swe zapachy do wnętrza kościoła,
Przyniosły przed oblicze dobre Matki Boskiej.

W górze jako głos starczy, organ przepowiada,
W dole z piersi ludu płynie pieśń kościelna,
U stóp Twych, jasna Pani, wieś swe dary składa,
O pół rządczyni mądra, o królowo zielna.

Przed ołtarzem ksiądz szepcze łacińskie wyrazy,
Woń kwiatów coraz żywiej nad głowy się wznasza:
Ochraniaj nas od klęski, chorób i zarazy,
Królowo ziół przedziwna, pół rządczyni nasza!

Rozśpiewały się usty, organ wciąż przewodzi,
Ten w piersi się uderza, ten znak krzyża czyni:
Obraniaj nas od wojny, ognia i powodzi.
O ziół królowo można, naszych pól rządczyni.
Wacław Rolicz-Lieder



piękne to święto i takie POLSKIE..... wiele bukietów i wianków święcił wczoraj ksiądz w lwóweckim, franciszkańskim kościele.
My również poświęciliśmy nasz zebrany na łące, pachnący miętą i rumiankiem bukiet.


6 sierpnia 2016

WIARA



Dawno , dawno temu i ja byłam zbuntowaną nastolatką,  nie chodzącą do kościoła  ,  odrzucającą  nakazy i zakazy, ale w sumie rzeczy "wierzącą"
Trochę utemperował mnie Ojciec Jaskółowski - paulin, o którym pisałam

 TUTAJ

Moim sztandarowym  hasłem  było:
 lepiej jest iść w góry i myśleć o Bogu,  niż iść do kościoła i myśleć o górskich wycieczkach"
Wiem  - głupie to było, ale miało w sobie jednak jakis  sens
i teraz kiedy czytam słowa Papieża Franciszka


to cieszę, się, że jednak takie słowa padły z Jego ust.. ...jakby trochę  potwierdzające....

 Bo Wiara to łaska , i do  niej  trzeba dojrzeć,
 Czym jest wiara? Jest łaską i jest postawą człowieka.
Wiara jest łaską, darem Boga. To Duch Święty uzdalnia nas do przyjęcia prawdy objawionej przez Boga. To Duch Święty uzdalnia nas do tego, że rozumem i wolą staramy się przylgnąć do tego, co Bóg nam objawił. Pan Jezus w rozmowie ze 
św. Piotrem mówił: „nie objawiły ci tego ciało i krew, lecz Ojciec mój, który jest w niebie” (Mt 16, 17). Wiara jest łaską, trzeba o nią się modlić i za nią dziękować.

Ale jednocześnie wiara jest postawą człowieka. Jest to postawa rozumu, postawa woli i są to czyny człowieka. Wierzymy w Boga i wierzymy Bogu. Wierzymy w Boga, który nam się objawił jako Bóg jedyny w Trójcy — Ojciec, Syn i Duch Święty. Wierzymy Bogu, to znaczy uznajemy za prawdę to, co Bóg objawił, ale także w pełni Bogu ufamy. Wiara jest aktem świadomym i wolnym, który odpowiada godności człowieka. Człowiek, jak kiedyś powiedział Ojciec Święty w czasie jednej z pielgrzymek do Ojczyzny, może powiedzieć Bogu „nie”. Może Boga wykluczyć ze swojego życia. Może żyć tak, jakby Boga nie było. Może powiedzieć: „Bóg nie istnieje”.
więcej  TUTAJ 

 teraz kiedy moje  dzieci są dorosłe a ja jestem na emeryturze,  mam więcej czasu na posłuchanie radia, przeczytanie wartościowych  książek, spacer....
nie goni mnie czas..... że rano trzeba wstać do pracy, dzieci  zaprowadzić do / żłobka, przedszkola, szkoły/, później praca, a po pracy zakupy i drugi etat w domu.... Chyba każda kobieta to przeżywała lub przezywa....
Obecnie  młode mamy mają łatwiejsze życie....  są pampersy a nie pieluchy, słoiczki z obiadkami, deserami, jogurciki , soczki itd..., buteleczki, są piękne  ubranka.....
moja córka urodziła się w 1974 roku, więc były tylko  tetrowe pieluchy, pralka Frania, soczki robiłam sama, a później to już  po wszystko były kartki... nawet 1/2 kg żółtego sera miałam wpisane w książeczkę zdrowia dziecka....ech....
Więc własnie  teraz  mogę zagłębić się bardziej w sens życia, bo z wiekiem człowiek nabiera i dystansu do pewnych zachowań, i pokory, / np. dlaczego ja...albo po co to na mnie spadło ?/
Wszystko ma swój sens i układa się powoli w puzzle mojego życia. Są jeszcze elementy do ułożenia, ale nie są dopasowywane na siłę.
teraz częściej słucham tego co chce mi powiedzieć Bóg, zadaję sobie  pytanie  i dostaję odpowiedź..... często bardzo prostą  ale często wymagającą przemyślenia i wsłuchania się w siebie.
Kościół mam o trzy minuty drogi od domu, , więc nawet w tygodniu idę sobie na mszę połączoną z medytacją / bo modlitwa różańcowa czy nowenna to też medytacja/
i wówczas osiągam spokój, widzę, co mogę zmienić w swoim życiu aby było nam   lepiej, bo przecież czas tak szybko ucieka.....
Kiedy mamy z mężem  różne poglądy to wówczas wyciszenie się i spojrzenie na problem z drugiej strony,  daje zazwyczaj pozytywne  rozwiązanie.
Nie karmię swojego "wilka "złem tylko staram się dobrem, tak jak w tej indiańskiej bajce
BAJKA

 Ale życie to chwile i dobre i złe, smutne i wesołe..... nie ma na ziemi raju....więc trzeba umieć to wszystko przeżyć w zgodzie z własnym sumieniem.
Czasami nie jest łatwo, ale wtedy wiem kogo mam prosić o pomoc, lub wziąć na plecy przeznaczony dla mnie   krzyż....i pogodzić  się z rzeczami nieuniknionymi, którymi jest na przykład choroba.

 
Życie jest cudowną historią utkaną nicią dnia... 
Odurza nas szczęściem, karmi miłością, otula zaufaniem, 
daje wiarę i nadzieję na przyszłość... 
Życie choć tak trudne, pełne doświadczeń... 
jest wspaniałym Skarbem... 
Tylko musimy dostrzec Jego wartość..